Zbigniew Boniek & Małgorzata Domagalik – paradoks rozmawiania o seksie
Zbigniew Boniek nie stracił rezonu. Mistrzowska odpowiedź.
Ten fragment uświadomił mi, jak trudno jest właściwie mówić o seksie. Granica między rozmową żywą, prawdziwą i zdrowo pobudzającą a czymś nieznośnie żenującym bywa naprawdę cienka.
Może to nie jest niemożliwe, ale pewnie dużo zależy od intencji i formatu. I pewnie też tego, czego spodziewa się rozmówca przychodząc na konkretną rozmowę.
Czasem trudno na to patrzeć, ale czasem jest też tak, że ktoś używa dokładnie takich słów, że temat pozostaje cielesny, może i jest zaczepny, dalej to jest intensywne ale jednocześnie nie traci klasy. Myślę, że to sztuka.
Pewien paradoks dostrzegł Eric Berne. Uważał, że nie sposób mówić o „wilgotnych uczuciach”, używając wyłącznie suchych słów. Dobrze pokazuje to cykl wykładów, które prowadził w 1966 roku na Uniwersytecie Kalifornijskim w ramach corocznych wykładów z psychologii seksu imienia Jake’a Gimbela.
Za namową przewodniczącego Komisji wykłady te zostały opublikowane w książce „Seks i kochanie”.
Poza tą książką – która i tak była krytykowana – ludzie na ogół piszą o seksie albo nudno, albo bardzo klinicznie, albo niezwykle zachowawczo, albo żenująco, albo infantylnie. Nie wynika to ze złej woli. Sama wiem, że po prostu niezwykle trudno jest mówić o tym temacie tak, żeby dobrze rozłożyć akcenty.
Najlepszym sposobem przekazywania idei zawartej w Planie Pojednania pozostanie muzyka. W muzyce można pokazać rzeczy bardzo intensywne, cielesne, mroczne, a nawet bardzo pobudzające.
I to się broni. Nawet jak jest mocno, to chyba nigdy nie jest za dużo.
Obraz i dźwięk mogą poruszyć libido bez konieczności tłumaczenia wszystkiego wprost, a przy tym prawie nigdy nie stają się tak żenujące jak źle poprowadzony wykład czy rozmowa o seksie.
Więc znowu: apel do artystów.
Mogę powiedzieć o tym Liście jeszcze tyle, że on naprawdę może uruchamiać lęk, bo bardzo mocno podkręca energię.
Dużo dzieje się tam właśnie na poziomie energii i symbolu, a symbol potrafi bardzo silnie oddziaływać psychicznie i energetycznie. Czasem podnosi napięcie aż do poczucia, że człowiek zaraz zwariuje i że właściwie nie ma dokąd tej energii przekierować.
Z jednej strony to doświadczenie może poszerzać wewnętrzną przestrzeń i budować psychiczny kontener. Z drugiej – kiedy ten proces właśnie się dzieje, bywa naprawdę trudny do zniesienia.
To jest ważne dla ludzi, którzy nie są artystami, przynajmniej nie w tym sensie, że potrafią zamienić takie napięcie w utwór, obraz czy wiersz.
Dlatego ja np. prędzej będę miała bloga o zaburzeniach lękowych i z konieczności będę pisać o tym bardziej wprost, niż napiszę piosenkę albo stworzę dzieło, które to wszystko pomieści.
Nie mam do tego takiego talentu. Ale są ludzie, którzy mają ogromną zdolność sublimacji.
I bardzo możliwe, że to, co dla mnie jest już absolutnie „za dużo” i powoduje silny rozjazd na poziomie osobowości, dla prawdziwego artysty jest raczej czymś w rodzaju:
dobra, nie panikuj, potrzymaj mi piwo.
