Zaproszenie na warsztat w Krakowie
Droga Przemiany Od Traumy do Mocy
Warsztat „Moje miejsce – wyjście z cienia i powrót do siebie”
Niedziela 12.07 – 10.00-20.00
Kto spogląda w zwierciadło wody, ten zrazu widzi obraz samego siebie. Kto udaje się do samego siebie ryzykuje, że spotka się ze sobą. Zwierciadło nie komplementuje lecz wiernie pokazuje tego, kto w nie spogląda, czyli ową twarz, której nigdy nie pokazujemy światu, ponieważ zakrywamy ją personą, maską aktora. Ale zwierciadło leży pod maską i pokazuje prawdziwe oblicze.
C.G. Jung, „Archetypy i nieświadomość zbiorowa”
Tak przedstawia się pierwsza próba odwagi na owej drodze wewnętrznej.
Próba, która wystarczy by większość ludzi odstraszyć albowiem spotkanie z samym sobą należy do przeżyć nieprzyjemnych, którym próbujemy schodzić z drogi tak długo, jak długo wszystkie treści negatywne da się projektować na otoczenie.
Wiem, że jest coraz więcej osób, które ryzykują takie spotkanie ze sobą.
Trudno mi „wierzyć w terapię”, właściwie nie wierzę w terapię, ani żadną prostą obietnicę zmiany. Ale wierzę w jakość spotkania.
Bardzo wierzę w jakość relacji.
I wiem, że są ludzie którzy potrafią pomóc nam utrzymać spójność wtedy, kiedy w nas samych wszystko zaczyna się rozjeżdżać.
Gdybym miała obrazowo opisać, co daje mi taka praca warsztatowa, powiedziałabym tak: W mocnym procesie wewnętrznym czuję czasem, jakby było we mnie wiele platform. Każda z nich jest na innym poziomie. Jedne są bardzo wysoko, inne bardzo nisko. Wszystkie poruszają się w różnym tempie.
A ja muszę jakoś pomiędzy nimi nawigować. Np. przetrwać noc, jeszcze ogarnąć się ze swoją codziennością, pracą, dzieckiem i jeszcze pisać bloga, bo tego wymaga Droga Przemiany.
„Objawiania”.
Jeśli nie objawisz tego, co jest w tobie, to, co jest w tobie, cię zniszczy. Jeśli objawisz to, co jest w tobie, to, co jest w tobie, cię zbawi.
Droga Przemiany, Lekcja 5
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Marek Konieczniak oraz Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl
Bez regulacji tak intensywne ruchy wewnątrz psychiki, potrafią przypominać spadanie z piętnastu metrów.
Niby idziesz dalej, ale jesteś tak poobijany, przeciążony i rozregulowany, że „podróż” w głąb siebie zaczyna tracić sens. Nie uważam, żeby czyjkolwiek „rozwój” powinien tak wyglądać.
Rozwój, który nie uwzględnia układu nerwowego, ciała i relacji, może stać się kolejną formą przemocy wobec siebie. Można oczywiście powiedzieć, że jest to etap dezintegracji/reintegracji ego. „Ciemnej nocy duszy”. Że człowiek traci dawną spójność, po to, żeby nastąpiło przemodelowanie lub po prostu większe uświadomienie sobie siebie.
To, co się dzieje z kimś, kto treści dotąd nieświadome włącza do świadomości, jest wprost nie do opisania.
C.G.Jung, Wspomnienia, myśli, sny
Tego można tylko doświadczyć.
Ale zmierzam do tego, że można doskonale rozumieć proces. Można przeczytać bardzo dużo książek. Można znać pojęcia, mechanizmy, mapy psychologiczne i duchowe. Można wchodzić w dialog z postaciami wewnętrznymi, można nawet usłyszeć Głos Boga.
A jednak w samym środku takiego przemodelowania człowiek nadal potrzebuje drugiego człowieka o wiele bardziej niż praktyk okultystycznych czy relacji Bogiem, który finalnie jest przecież wszystkim.
Całym życiem więc również ludźmi, których spotykamy.
W swoim procesie, który trwa od 2021 roku, naprawdę miałam więcej szczęścia do ludzi niż rozumu. Czasem wystarczy sprawdzić, czym jest dobre spotkanie – poza rolą społeczną – nie po to, żeby do niej „nie wrócić”, ale żeby wiedzieć, że nie jest się tylko tym, kogo się musi grać.

I tak np. Orwellowi powiedziałabym:
„Dobra, widzisz mechanizmy. Widzisz opresję, nacisk, kontrolę, rozpoznajesz struktury, które działają na i przez człowieka. Ale może jesteś w tym bardzo samotny? Może poza tworzeniem rozbudowanej narracji potrzebujesz się z kimś spotkać? Może dopiero w relacji będziesz mógł zrobić coś z tym, co widzisz – nie tylko to opisać, ale też zaprosić ludzi do współpracy. Może jeśli sam zaczniesz istnieć inaczej, to może dopiero wtedy ktoś przyłączy się do tego „sposobu bycia”.
I pewnie chciałabym go przytulić.

Chciałabym, że ktoś nam zrobił wtedy zdjęcie.

Które mogłabym zachować w albumie na pamiątkę.

Mimo wszystko spróbowałabym go zachęcić, bo mam poczucie, że lepiej jest mieć ucieleśnione dwa albo trzy procent jakiejś wyższej świadomości i to wtedy nie jest nic „wow”, ale daje nam możliwość robienia jakiś podstawowych rzeczy – niż mieć osiemdziesiąt procent geniuszu, który nie wytrzymuje nawet najmniejszej próby rzeczywistości.
Można widzieć bardzo dużo. Można mieć genialne intuicje. Można rozpoznawać mechanizmy, które dla innych są jeszcze nierozpoznawalne. Ale jeśli ciało tego nie niesie, jeśli układ nerwowy tego nie wytrzymuje, jeśli człowiek nie ma zakorzenienia w relacji, to ta świadomość może nie prowadzić do wolności, tylko do samotności, przeciążenia albo rozpadu.
Dla mnie warsztat, wspólna praca z ludźmi buduje też odporność psychiczną.
Jest taka historia o Nietzschem – nie wiem, na ile finalnie potwierdzona, ale bardzo znacząca symbolicznie – że tuż przed swoim załamaniem zobaczył woźnicę bijącego konia.
Miał wtedy podejść do zwierzęcia, objąć je za szyję i rozpłakać się. I jest w tym dla mnie ogromny, ponury paradoks.
Człowiek, który tyle pisał o nadczłowieku, o przekraczaniu siebie, o sile, o wyjściu poza dotychczasową moralność, zostaje złamany nie przez wielką ideę, nie przez metafizyczny spór, nie przez abstrakcyjne pytanie o Boga – tylko przez widok bitego zwierzęcia.
Jakby cała ta ogromna konstrukcja myśli, całe napięcie Zaratustry, cała próba uniesienia wielkich archetypowych treści, nagle spotkały się z czymś prostym, cielesnym i bardzo realnym: z cierpieniem bezbronnego życia.
Nietzschemu chyba powiedziałabym: „Zostaw już na chwilę tego Zaratustrę”. Albo może powiedziałabym wprost do Zaratustry: „Zostaw go. Sio”.
A potem do Fryderyka: „Chodź na warsztat. A później pójdziemy na lody, a jak się rozwalisz, to pomogę ci się złożyć, nie dlatego, że jestem „dobrym człowiekiem”, tylko dlatego, że po prostu wiem jak to jest”.
***
Sądzę, iż jest wysoce prawdopodobne, że nawet ciężkie przypadki depresji – nudy byłyby rzadsze i mniej intensywne – nawet w takich samych relacjach rodzinnych – w społeczeństwie, w którym dominowałyby nastroje nadziei i miłości życia.
Erich Fromm, Anatomia ludzkiej destrukcyjności
Lecz w ostatnich dziesięcioleciach wciąż rosnące znaczenie przypisuje się ich przeciwieństwom, tworząc tym samym żyzną glebę dla rozwoju stanów depresyjnych jednostek.
Jeśli nie doceniasz stworzonego Świata, jak do cholery miałbyś czcić Stwórcę? Ktoś kto wykonał tak złą robotę… Jeśli jedyny sposób w jaki możesz się urodzić, jest z grzechu, myślę, że należy go wygnać i… jest to fantastyczny sposób by zniewolić ludzi raz na zawsze.
Sadhguru
Jeśli nawet nie pozwolisz ludziom być w zgodzie z ich biologią, nie pogodzą się nigdy z niczym w swoim życiu. Zawsze będą zależni od Instytucji, osoby lub czegoś co twierdzi, że ma koneksje. (…)
Jeśli nie jesteś w zgodzie w własnym fizycznym istnieniem, zasadniczo nigdy, przenigdy nie będziesz w zgodzie z żadnym innym wymiarem życia. To samo w sobie załatwi cię na zawsze.
Sadhguru
To fantastyczny trick, który zniewoli cię na zawsze.
Nic dziwnego, że te instytucje przetrwały. Chociaż straciły na znaczeniu istnieją nadal, po prostu dlatego, że czujesz się winny swojego istnienia. Jeśli jesteś winny swojego istnienia, to znaczy, że ktoś lub coś co jest źródłem tworzenia powinno być jeszcze bardziej winne. Czujesz się jeszcze bardziej winny a ten, który to wszystko stworzył, musi dźwignąć jeszcze większe brzemię winy.
Poczucie winy i strachu to fenomenalne narzędzia do kontrolowania ludzkości, które od dawna są z powodzeniem stosowane.

