Wybór terapeuty

Dlaczego potrzebujemy terapeuty?

Żeby zorientować się gdzie sami siebie oszukujemy i gdzie postawiliśmy bariery.

Ale też, żeby móc być szczerym i usłyszeć siebie. To jest duży komfort. Do pewnego momentu musimy za to płacić (za bycie szczerym), a później już nie. O to chodzi.

3 rodzaje magii

Pacjent (klient) może wybrać między trzema rodzajami magii. Każdy ze sposobów może zostać użyty do osiągnięcia terapeutycznego sukcesu lub porażki. W świecie psychoterapeutów są one znane jako;

  • nauka
  • rosołek
  • religia

DOBRZE WYSZKOLONY psychoterapeuta jest gotów dostarczyć każdego z nich.

Praktyczna różnica między nauką, rosołkiem i religią czyli odpowiednio podejściem: naukowym, wspierającym i religijnym polega między innymi na świadomości tego, kiedy należy przestać.

Według Erica Berna twórcy transakcyjnej teorii gier międzyludzkich, można jednak przyjąć, że np. pewien typ psychologów zaproponuje nowoczesną naukę, pracownik opieki społecznej rosołek, a doradca duchowy podpięcie się pod dominującą religię albo jakąś filozofię wschodu.

W zależności od predyspozycji klienta i tego na czym zafiksowany jest psychoterapeuta. Żadne z podejść nie jest niewłaściwe z zasady. I dobre też nie.

W zasadzie „leczenie” to trzy główne elementy, składa się na nie:

  • „bycie”
  • „porady domowe”
  • „wyciągnięcie”

Eric Berne uważał:

  • że pośród tysięcy czy nawet milionów ludzkich zachowań nie znaleziono takich, w których nie dałoby się wyjaśnić w ramach analizy strukturalnej osobowości
  • że ludzi powinno się leczyć tak szybko jak to możliwe.
  • że psychoanaliza jest grą i jest bez sensu. Nie całkiem bezsensu, ale bezsensu co do zasady ale neurotycy lubią w to grać.
  • Erich Fromm z kolei pisał, że nikt nie staje się szczęśliwy dzięki prowadzonej rozmowie, nawet jeśli ta rozmowa prowadzi do jakichś interpretacji czy refleksji.
  • Dodatkowo ze wszystkimi naszymi uczuciami, dzieje się tak, że kiedy zaczynamy o nich mówić, to przestajemy je przeżywać (Fromm).
  • Do pewnego momentu rozmowa ma sens (dialektyzm). Nadanie kierunku kiedy jesteśmy ślepi na kontekst, ale kiedy zyskujemy już kontekst należy przeżyć siebie.
  • Berne pisał, że żaden neurotyk nie chce się wyleczyć tylko wiedzieć jak być lepszym neurotykiem czyli jak lepiej grać w swoje gry
  • jeśli neurotyk wybiera terapeutę to najczęściej tylko po to, żeby grał rolę w jego skrypcie i sam klient pilnuje, żeby terapeuta go aby przypadkiem nie wyleczył. A terapeuta często wręcz podświadomie obawia się wyleczenia klienta.
  • Jeśli klient zbliża się do wyleczenia, na pewnym etapie może dobrze sobie uświadomić, że się jeszcze nie chce wyleczyć… bo nie jest na gotowy i samym tym aktem szczerości robi mały krok w kierunku samoświadomości. Paradoks.
  • Większość pacjentów przychodzi do terapeuty, żeby zagrać w swoje gry np. „tak, ale…” czy „ach jaki mój mąż jest zły
  • W związku z powyższym terapeuci chętnie grają w grę „ja tylko próbuję ci pomóc”. Co nie służy ani terapii, ani samemu pacjentowi.
  • Berne był przeciwnikiem zażywania leków psychoaktywnych poza sytuacjami, w których pacjent może rzeczywiście skończyć na oddziale zamkniętym, w kostnicy lub więzieniu. To tak jakby mówił „a przeżyj to, kurwa, i będziesz miał spokój” i parafrazując „tak, życie bez iluzji wytworzonych przez społeczeństwo i biologicznych rodziców, staje się czasem absurdalną grą… z samym sobą”.

Psychoterapeuta, zawód trudny i niewolny od niebezpieczeństw

lekarz musi porzucić anonimowość i zdać sobie sprawę z samego siebie czyli zrobić dokładnie to samo, czego wymaga od swojego pacjenta (…) nie wiem co jest trudniejsze czy zdobycie rozległej wiedzy czy umiejętność zrezygnowania z autorytetu i anonimowości. W każdym razie ta ostatnia oznacza moralną próbę wytrzymałości czyli coś czego trudno zazdrościć profesji psychoterapeuty. Jeśli chodzi o laików, często można spotkać się z uprzedzeniem, że psychoterapia to łatwa i tandetna sztuczka polegająca wyłącznie na ględzeniu (…). Tak naprawdę jest to zawód trudny (#piosenka) i niewolny od niebezpieczeństw. Jak lekarz jest narażony na niebezpieczeństwo zarażenia się, czy inne ryzyko zawodowe, tak psychoterapeuta ryzykuje nie mniej groźne infekcje psychiczne.

Carl Gustaw Jung, Praktyka psychoterapii, Przyczynki do problematyki psychoterapii i do psychologii przeniesienia, s. 27

Najlepszym podręcznikiem dla osoby analizującej skrypty życiowe jest książka „Bohater o tysiącu twarzy” Josepha Cambella. Terapeuta jest więc Starym Mędrcem, którego słowa towarzyszą bohaterowi w jego przedziwnych przygodach w konfrontacji z własną psychiką potencjalną. Z jego mitem. Mitem którym ten konkretny człowiek żyje.

Jaki jest mit, w którym ty żyjesz? Pytał Carl Gustav Jung samego siebie podczas swojego najtrudniejszego eksperymentu.

Pacjent kończy terapie, kiedy Stary Mędrzec jest już jego archetypem, ma go w sobie, znalazł go. Kiedy więc terapeuta dał mu przyzwolenie na nie blokowanie doświadczeń archetypowych, dając mu przyzwolenie rozwój świadomości, poprzez poznanie praw nieświadomości, tak żeby on sam mógł chronić się przed otaczającym go pustosłowiem, wciąganiem w skrypty innych i byciem gwałconym przed toksyczne idee świata zewnętrznego.

Bo czy się to komuś podoba czy nie, to w nieświadomości sytuuje się istota odpowiedzialności za własne życie.

Przywrócenie kolei życia pacjenta lub planu życia jego (wewnętrznego przyp.red) Dziecka do spójnej historii, która przetrwała setki, a nawet tysiące lat, dzięki temu, że odwołuje się do pierwotnych pokładów ludzkiego umysłu, daje przynajmniej poczucie pracy na solidnych fundamentach – i w sprzyjających okolicznościach – może dostarczyć precyzyjnych wskazówek, co czynić by zapobiec złemu zakończeniu.

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 68

Jaka metoda terapeutyczna jest najlepsza?

Żadna. Kluczowa jest osobowość lekarza/terapeuty/przewodnika duchowego czy kogo tam sobie wybierzemy. Ostateczna konfrontacja zawsze odbędzie się na polu osobowości (więcej: psychoterapia level master). Jest to niestety szczególnie niewygodna prawda, dla ludzi zainteresowanych duchowością.

Psychoterapii nie musi wykonywać psychoterapeuta, może ją po prostu zrobić życie, ale wielu z nas obawia się tego, czego dowie się o sobie w toku tegoż życia (lęk przed doświadczaniem) i woli mieć wsparcie osoby kierunkowo wykształconej. Wiedza psychologiczna wciąż nie jest dostateczna więc to bardzo mądre podejście.

Psychoterapeutą Erica Berna był Paul Federn, który zajmował się obserwowaniem przepływu dialogów wewnętrznych.

Prawie każdy może przysłuchiwać się swoim dialogom wewnętrznym, co jest najlepszym sposobem, by odkryć jak brzmią nasze rodzicielskie zalecenia, jak przedstawiają się rodzicielskie wzorce i sterowniki skryptu. (…) Rodzicielski głos stosuje ten sam rodzaj sterowania co brzuchomówca. Przejmuje kontrolę nad aparatem głosowym człowieka, który stwierdza, że wypowiada cudze słowa. Dopóki nie wkroczy jego Dorosły, postępuje on zgodnie z dawanymi przez głos instrukcjami, a jego Dziecko zachowuje się niczym kukiełka brzuchomówcy

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 317

To jest powód, dla którego ludzie próbujący odzyskać kontrolę nad własnym życiem, przez jakiś czas potrzebują ochrony specjalisty. Są też oczywiście odważni, którzy robią to sami, ale pojawia się w tym procesie wiele objawów ze spectrum lęku – przy wsparciu psychoterapeuty czujemy się (i jesteśmy) „chronieni”. Szczególnie jeśli nie potrafimy znaleźć pocieszania w żadnej z dominujących religii.

Your own, personal Jesus

Wielu ludzi tego nie wie, ale jeśli już wie i usłyszy głos w swojej głowie, może powiedzieć „Ok, już tutaj dotarłem czyli właściwie wszystko zgodnie z planem„.

Terapeutów wybitnych, od tych przeciętnych, podrzędnych czy nawet najgorszych w okolicy, różni między innymi to, że wiedzą kiedy przestać: klepać po plecach, dawać rosołek czy szukać ratunku w religii. Nie boją się ani tego, że mogą zirytować pacjenta, ani tego, że mogą go utracić.

Dokładnie wiedzą co robią i rozumieją co się dzieje.

Dla Berna niezmiennie, pozostawało zagadką dlaczego ludzie wybierają psychologów by po prostu grali rolę w ich życiowych skryptach. Mając (teoretycznie) wolny wybór pacjent wybiera terapeutę, który odpowiada jego skryptowi.

  • Gdy pacjentka kieruje się motywami skryptowymi istotne są wiek i płeć analityka (chęć uwiedzenia lub lęk przed byciem uwiedzioną).
  • Buntownicy często wybierają buntowniczych terapeutów
  • Ludzie ze skryptami zmierzającymi ku życiowej porażce najgorszych: kręgarzy, znachorów i szarlatanów

Osoba ze skryptem przegrywającym w ogóle nie pójdzie do terapeuty lub celowo znajdzie terapeutę niekompetentnego. W tym drugim wypadku czyli jeśli terapia zawiedzie lub terapeuta ciągle będzie „zawodził” taka osoba znajdzie sobie wiele powodów do ponurej satysfakcji.

Może np. szczycić się tym, że za „x” lat bezskutecznej terapii, zapłacił „Y” złotych. I znajdzie w tym swoją skryptową ulgę.

Zawodowy pacjent

Berne pisze, że pacjent, który przeszedł długi okres terapii albo też leczył się u kilku terapeutów staje się „zawodowym pacjentem”.

Taki pacjent pod koniec drugiej wizyty u kolejnego terapeuty, powinien już zostać poinformowany, że jest zawodowym pacjentem. On sam zapewne zdaje sobie z własnej sytuacji i wystarczy uczciwie mu powiedzieć:

Jesteś zawodowym pacjentem i sądzę, że powinieneś z tym skończyć. (…) Powinien wtedy zrozumieć to, że nie może się wstydzić własnego Dziecka i tłumić go w czasie terapii, gdyż nie jest ono wcale dziecinne czy niedojrzałe w powszechnie przyjmowanym sensie tych słów lecz zagubione. Pod owym zagubieniem kryje się przecież cały czar, spontaniczność i kreatywność prawdziwego dziecka.

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 359

Właściwie proces psychoterapii jest głównie zorientowany wokół, nie wprost zadawanych pytań:

  • Jak iść do przodu…
  • …jednocześnie zapierając się rękami i nogami o ściany tunelu?
  • Jak poczuć się lepiej
  • .. ale tak, żeby się jednocześnie nie wyleczyć?
  • Jak nakłonić innych ludzi…
  • …żeby nie robi fal na wodach z gówna, w którym stoisz po uszy?
  • Jak żyć wśród oszustów…
  • …w świecie, który jest jednym wielkim oszustwem?

Podobne wpisy