Trickster
Trickster jest często zapisywany też jako archetyp trickstera.
To postać znana z mitologii, folkloru i psychologii analitycznej. Figura oszusta, błazna, prowokatora, który łamie zasady i miesza porządki, ale właśnie przez to wprowadza ruch i zmianę.
Trickster podważa to, co zbyt sztywne lub „święte na serio”, przekracza granice między dobrem i złem, kulturą i naturą, powagą i żartem, bywa chaotyczny, ambiwalentny moralnie, czasem jest śmieszny, czasem niepokojący, ujawnia cień systemu, bo pokazuje jego słabe punkty.
Nie myśli „po ludzku”.
W psychologii głębi trickster jest związany z bardziej pierwotnymi warstwami psychiki – energią, która nie została jeszcze ucywilizowana przez normy ego.
Nie jest negatywny, choć w społeczeństwie wolność np. myślenia – zauważyłam, że jest postrzegana jako zagrażająca.
Funkcją tricstera jest rozbijanie stagnacji, nawet jeśli robi to w sposób powszechnie uznany za niewygodny.
Jak sobie z nim radzić?
Z tricksterem nie można „walczyć”, ani nie trzeba sobie z nim szczególnie radzić, ale naprawdę warto nauczyć się go rozpoznawać, ograniczać i wykorzystywać względnie świadomie.
Jego energia może być twórcza, ale bez granic łatwo zamienia się w totalny chaos, prowokację dla samej prowokacji albo usprawiedliwianie destrukcji.
Najważniejsze jest rozróżnienie między tricksterem jako funkcją psychiczną – pewną elastycznością intelektualną, humorem, podważaniem skostniałych reguł, twórczym nieposłuszeństwem, a tricksterem jako identyfikacją – „jestem ponad zasadami”, „wszystko wolno”, „skoro burzę schemat, to na pewno słusznie, a jeśli już coś burzyć to najlepiej wszystko”.
Pomaga tu kilka rzeczy.
Po pierwsze pytać, co konkretnie trickster próbuje rozbić. I pogodzić się z tym, że czasami nie ma odpowiedzi, ale jest jakiś silny przymus w środku.
I czasami nie da się tego impulsu stłumić.
Warto też czasem odraczać działanie. Trickster lubi natychmiastowość. Samo zatrzymanie reakcji na godzinę, dzień albo noc często pokazuje, czy za impulsem stoi „twórczy ruch”, czy tylko silna potrzeba rozładowania napięcia.
Na blogu ryzyko bywa mniejsze, bo wpis można poprawić albo usunąć. W życiu jednak, niektórych słów, decyzji i gestów nie da się już cofnąć. Można później naprawiać skutki albo nadać temu „nowe znaczenie”, ale nie można sprawić, że coś nigdy się nie wydarzyło.
W duchowości często mówi się o iluzji kontroli i jest w tym dużo prawdy. Nie mamy kontroli nad wszystkim. Nie znaczy to jednak, że mamy zrezygnować z rozeznania i przewidywania możliwych konsekwencji.
Iluzją jest kontrola absolutna, ale nie każda forma samokontroli.
Warto jednak nie być nadmiernie przywiązanym do własnego obrazu siebie, bo trickster działa najlepiej tam, gdzie ego potrafi na chwilę ustąpić mu miejsca, ale nie oddaje mu całej władzy.
Głównie chodzi o to, żeby on nie „przejmował” decyzji o dużych konsekwencjach.
Warto też sprawdzać skutki. Energia trickstera jest często bardzo lekka, wesoła i niefrasobliwa – taka „whatever” – i bardzo chce się za nią pójść, zatopić w niej, być nią.
Ale to jest chochlik, psotnik, zawadiaka, który lubi sprawdzać, co się stanie, kiedy coś przewróci, przesunie albo pokaże się z zupełnie innej strony i … sprawdza reakcję.
W pisaniu zwykle można pozwolić tricksterowi na więcej. To stosunkowo bezpieczna przestrzeń, w której można uczyć się tej energii, obserwować jej sposób działania i lepiej rozumieć relację między pojawiającą się treścią psychiczną a własnym „ja”.
Nie każda myśl, obraz, impuls czy zdanie, które się pojawia, musi być od razu naszym stanowiskiem albo prawdą o nas. Czasem jest tylko głosem jednej z części psychiki, chwilową perspektywą albo materiałem do dalszego rozeznania.
Ale jeśli się nie pokaże i jakoś nie objawi, to trudno rozpocząć proces integracji tej energii.
W realnym życiu konsekwencje bywają jednak większe, zwłaszcza kiedy trickster myli prawdę z efektownością albo szczerość z potrzebą wywołania reakcji.
Nie znaczy to, że trzeba odbierać mu humor.
Przeciwnie – jego poczucie absurdu bywa bardzo ożywcze. Dlatego pewnie często pozostajemy wobec niego ambiwalentni: z jednej strony nie chcemy, żeby nas opuścił, bo wnosi lekkość, ruch i świeżość, a z drugiej trochę się go boimy, kiedy czujemy, że naprawdę się pojawił.
Myślę, że ucząc się tej energii dobrze pamiętać, że coś może być jednocześnie zabawne i destrukcyjne, celne i okrutne, prawdziwe i jednocześnie naprawdę źle użyte.
Wewnętrzny trickster może mieć głos, ale nie powinien sam podejmować decyzji. Potrzebuje obok siebie części dorosłej, która nie ograniczy go całkiem, ale umie ważyć ryzyko, chronić relacje i rozumie konsekwencje.
Bo tak, ego nie jest jedynym panem we własnym domu, ale „bez przesady”.
