Teledysk do Listu 6
- Przemyślenia o kobiecie w typie siostry Faustyny i teledysk do Listu 6
- Promowanie Listu 6. Hotel Pojednanie? Wyspa Projekcji? Rolnik szuka Autonomii?
Przemyślenia o kobiecie w typie siostry Faustyny i teledysk do Listu 6
Przemyślenia są takie, że kobieta w typie siostry Faustyny może łatwiej zostać przyjęta jako „duchowa”, bo pasuje do znanego obrazu świętości.
Madonna, Rihanna czy Beyoncé komplikują ten obraz, bo pokazują, że to, co erotyczne, dumne, a nawet więcej: naprawdę widowiskowe i bardzo ziemskie, również może należeć do pełni człowieczeństwa, a często nawet bardziej należy do tej pełni niż jednostronna świętość.
Jeśli miałabym zrobić teledysk do Listu 6 z „Nowych Listów Jeszuy” to nie musiałabym go robić, bo powstał. Kto jednak zrozumie, o co chodzi gwiazdom tego formatu?
Madonna:
No hesitating
Grab a boy
Justin Timberlake:
Then grab a girl
Nie twierdzę, że teledysk świadomie odwołuje się do Listu 6. Dostrzegam jednak podobną intuicję, mianowicie poczucie, że czas ucieka, a ludzkość zbliża się do momentu, w którym będzie musiała dokonać wyboru.
Podobne przeczucia pojawiają się zresztą nie tylko w kulturze popularnej, lecz także w myśli wybitnych filozofów, psychologów i artystów.
Ród ludzki żyje w zaślepieniu. Żyjemy jedynie na powierzchni, tylko w dziś, myśląc tylko o jutrze. Obchodzimy się grubiańsko z tym co przeszłe, nie zajmując się zmarłymi i ich żądaniami.
Chcemy jedynie wykonywać taką pracę, której efekty będą widoczne i namacalne. A przede wszystkim chcemy, żeby nam płacono. Dlatego wydaje nam się KOMPLETNĄ NIEDORZECZNOŚCIĄ dokonywanie jakiegoś ukrytego działa, które w żaden WIDOCZNY SPOSÓB nie służy człowiekowi.
C.G. Jung, Czerwona Księga, s. 385
Te żądania zmarłych to też są…

Dlatego powinieneś żywić GŁĘBOKĄ CZEŚĆ i SZACUNEK dla tęgo co stworzone, żeby PRAWO MIŁOŚCI za sprawą przywrócenia do pierwotnego stanu tego, co niskie i minione, stało się wyzwoleniem i zbawieniem, nie zaś przekleństwem za sprawą nieograniczonej władzy zmarłych.
Jednak duchy tych, którzy z powodu naszej obecnej NIEPEŁNOŚCI, przed czasem zostają wydane na pastwę ŚMIERCI, będą ciemnymi tłumami zamieszkiwać pod dachami naszych domów i natrętnymi lamentami i zawodzeniami atakować nasze uszy,
aż w końcu zapewnimy im WYZWOLENIE i ZBAWIENIE poprzez przywrócenie do stanu pierwotnego POD PRAWEM MIŁOŚCI i tego, co od zamierzchłych czasów zostało stworzone.
To co nazywamy POKUSĄ jest żądaniem zmarłych, którzy przed czasem i niespełnieni odeszli z tego świata z powodu winy dobra i prawa.
Albowiem, żadne dobro NIE JEST TAK DOSKONAŁE, żeby nie mogło wyrządzić krzywdy i niesprawiedliwości oraz nie łamało tego, co nie powinno być złamane.
Jest taki rodzaj koniecznego, a jednak UKRYTEGO i BARDZO SZCZEGÓLNEGO DZIEŁA, którego musisz dokonywać potajemnie, ze względu na zmarłych. (…)
I zanim nie spełni on tego żądania, nie będzie mógł powrócić do swego zewnętrznego dzieła, albowiem zmarli mu na to nie pozwolą. Dlatego będzie w milczeniu zagłębiał się w sobie, zgodnie z ich nakazem, po czym dokonywał tego co tajemne po to, żeby zmarli w końcu odeszli od niego i go zostawili.
Tak więc nie spoglądaj tak często przed siebie, lecz raczej za siebie i w siebie, żebyś był pewien, że dosłyszysz lament zmarłych.
Do drogi Chrystusa przynależy to, że wniósł on ze sobą W GÓRĘ niewielu żywych, za to wielu zmarłych.
Wchodzę w PRAWDĘ kiedy schodzę W DÓŁ.
C.G. Jung, Czerwona Księga, s. 385
Ten fragment jest w sposób niezwykły zbieżny z Listem 6. W obu przypadkach pojawia się myśl, że to, co wyparte, niedopełnione i pozostawione bez uznania, nie znika.
Domaga się nie usunięcia, lecz objęcia i przywrócenia do całości „pod prawem miłości” (cokolwiek to znaczy). Jung pisze o ukrytym dziele dokonywanym ze względu na zmarłych. List 6 mówi podobnie o konieczności pojednania z tym, co zostało odrzucone, potępione i skazane na nieistnienie czy jakąś formę niebytu.
W obu tekstach zbawienie nie polega więc na zwycięstwie dobra nad złem, a już na pewno nie na byciu „dobrym”.
A to akurat kolejna świetna informacja dla wszystkich grzeszników.

Wszystko polega na takim przekształceniu świadomości, aby także to, co niskie, minione i niespełnione, mogło zostać włączone w większy porządek.
Jako ludzkość najczęściej odpowiadamy jednak na ten lament próbą jego wyciszenia. Wydaje nam się, że wystarczą lepsze leki, sprawniejsze tłumienie objawów i szybszy powrót człowieka do zewnętrznego dzieła.
Tymczasem zarówno Jung, jak i List 6 sugerują, że czasem objaw nie jest wyłącznie zakłóceniem, lecz żądaniem tego, co nie zostało jeszcze usłyszane.
Upowszechnienie kultury, w tym pojęciu kryje się jakaś zabójcza bzdura (…) Nie jestem reakcjonistą w tym sensie, że bynajmniej się nie łudzę, że można i trzeba czynnie temu przeciwdziałać. Nie chce mi się tłumaczyć czemu nie można.
Sławomir Mrożek, Dziennik. Tom 1. 1962-1969
Nie można przeciwdziałać ewolucji gatunku. Chcę mieć tylko prawo do powiedzenia sobie, że bynajmniej ewolucja nie musi oznaczać lepszości.
Ja też raczej przyglądam się temu, jak konsekwentnie próbujemy zagłuszać lament, zanim zapytamy, czego właściwie się od nas domaga i kto tak lamentuje.
Wciąż widzę duchy, zjawy ludzi, którzy wołają o pomoc
Bisz, Blady Król
Nie umiem ich tak zostawić, wiem, że nie mają nikogo
A mało kto tak potrafi nikim być jak ja będąc sobą
Nie wiem jak mogłam zapomnieć o Biszu #PlanPojednaniaChallenge
Wracając do wątku: spotkanie Jezusa z kimś takim jak np. Beyoncé nie służyłoby potwierdzeniu istniejącej już pobożnej tożsamości, lecz objęciu całej osobowości – także seksualności, ambicji, gniewu, próżności, potrzeby ekspansji i władzy.
Byłaby to prawdziwa rewolucja w pojmowaniu pobożności: nie jako konieczności odcinania części siebie, lecz jako ich przemiany i włączenia w większą całość.
Taką pobożność znacznie łatwiej byłoby również promować.
Być może bowiem człowiek pije z kałuży właśnie wtedy, gdy wmówiono mu, że nie ma dostępu do źródła.
Nie chodziłoby więc o to, żeby kobiety z tego wszystkiego „oczyszczać”, czy palić na stosach (starym dobrym zwyczajem) tylko żeby te energie przestały być odcięte od świadomości i odpowiedzialności.
Więc może problemem nie jest to, że Jezus „nie trafia” do takich kobiet, bo przecież Madonna chyba miała z nim jakieś spotkania III stopnia (Like A Prayer (Official Video). U Rihanny w teledyskach pojawia się motyw krzyża. Może więc kultura religijna po prostu nie umie rozpoznać Go tam, gdzie kobieta nie przypomina symbolu świętości.

Promowanie Listu 6. Hotel Pojednanie? Wyspa Projekcji? Rolnik szuka Autonomii?
Wiele współczesnych formatów telewizyjnych opiera się na eskalowaniu konfliktów, ponieważ to właśnie konflikt najskuteczniej przyciąga uwagę. Trudno czynić telewizji zarzut z tego, że żyje z oglądalności, reklam i zainteresowania odbiorców.
Można jednak wyobrazić sobie format, w którym te same sytuacje stają się materiałem edukacyjnym: zatrzymanie sceny, nazwanie mechanizmu, pokazanie alternatywnego sposobu komunikacji i powrót do rozmowy.
Tam też i tak byłby konflikt więc pewnie taki format również przyciągnąłby uwagę.
Propozycje tytułów:
- Love Island: List 6
- Hotel Pojednanie
- Wyspa Projekcji
- Rolnik szuka Autonomii
- Ślub od Pierwszego Przebaczenia
- Kto wyjdzie z Gry?
- Big Brother: Wszyscy są tobą
- The Voice of Ego (i nikt nie odwraca fotela)
- Mam Talent… do Projekcji
- Azyl dla Kompleksów Autonomicznych
- Zdrady, Skrypty i Pojednanie
- Dom Wielu Pokoi (jako nawiązanie do pracy z umysłem)
Taki program byłby nieco mniej sensacyjny, ale dobry reżyser na pewno poradziłby sobie i z tym. Program mógłby uczyć ludzi rozpoznawania wzorców także we własnym życiu.
Berne pewnie miałby z tego sporo satysfakcji. Zamiast wykorzystywać gry psychologiczne tylko jako paliwo dla oglądalności, wykorzystuje się je jako okazję do rozwijania świadomości.
Większość odcinków polegałaby na tym, że uczestnicy próbują rozpocząć kolejną grę psychologiczną, a prowadzący co chwilę przerywa i to ma wymiar edukacyjny czyli: „To była gra „Patrz, co przez ciebie zrobiłem”.
Lektor: „Uczestnicy od pięciu minut próbują rozwiązać konflikt.”
Uczestnik: „No tak, ale gdyby nie oni…”
🚨 STOP!
Na ekran wjeżdża grafika:
Gra psychologiczna wykryta: odmiana „Gdyby nie ty”.
Prowadzący:
„Cofamy scenę. Spróbuj jeszcze raz, tym razem mów o sobie, a nie o tym, co oni zrobili”
Druga próba.
„Dlaczego ty nie…”
🚨 STOP!
Być może jest próba zaproszenia do gry: „Dlaczego ty nie… – Tak, ale…”
Prowadzący:
„To pytanie brzmi jak prośba o rozwiązanie, ale uczestnik prawdopodobnie odrzuci każdą propozycję. Zobaczmy.”
Ekspert;
„Proszę spróbować odpowiedzieć.”
— „Może mogłabyś…”
— „Tak, ale…”
— „To może jednak…”
— „Tak, ale…”
— A co jeśli…
— Niby tak, ale…
🚨 Gra potwierdzona. +10 punktów dla widzów, którzy rozpoznali ją przed ekspertem.
Myślę, że to byłaby wspaniała rozrywka dla całej rodziny. I tak byłaby jakaś „drama”, ale wymiar edukacyjny pozostałby zachowany.
Niesamowite połączenie.
