Piękne przesłanie dla nas wszystkich
Bardzo bym chciała, żeby każdy, kto tu trafi, pamiętał o przesłaniu z książki Marty Dahlig i Ewy Dahlig pt., „Chłopiec, który zniknął”.
Czytam tę książkę często mojej córce i za każdym razem coś mnie w niej porusza. Jest mi przykro, kiedy widzę, że dziecko tak wcześnie zaczyna uczyć się oddalać od siebie – dopasowywać, odczytywać oczekiwania, rezygnować z kawałków własnej spontaniczności, żeby zasłużyć na akceptację ludzi albo uniknąć ich odrzucenia.
A jednocześnie wiem od Erica Berne’a, że to „programowanie” jest konieczne bo stanowi o biologicznym i społecznym przetrwaniu. Dziecko przyjmuje skrypt, bo dzięki niemu może należeć, rozumieć świat, przewidywać reakcje dorosłych i innych dzieci, znaleźć dla siebie miejsce albo próbować to robić.
Zanim człowiek w ogóle zauważy, że gra – często dopiero około dwudziestego, trzydziestego roku życia – ten skrypt przez lata wydaje się po prostu „mną”. I może właśnie dlatego tak bardzo zależy mi na tym miejscu. Na tym blogu. Na tych cytatach.
Na tych małych przypomnieniach, że pod naszym dopasowaniem, wstydem, lękiem i rolami wciąż istnieje coś prawdziwego. Nawet kiedy tego nie widzimy, albo wątpimy czy to istnieje.
Czasem zupełnie gubimy siebie, próbując dopasować się do świata albo wstydząc się tego, jacy bywamy. A przecież to, jacy jesteśmy – także z tym, co niedoskonałe, trudne, krzywe czy „nieładne” – jest częścią ceny, którą płacimy za bycie tutaj, na Ziemi.
Dlatego chciałabym, żeby dwa cytaty zostały na dłużej. Dla mnie bardzo mocno łączą się z terapią, z powrotem do siebie, odwagą do podążania niełatwą ale własną drogą i do zgody na to, że autentyczność nie zawsze wygląda tak, jak oczekuje świat. Czasem nie można być autentycznym i jednocześnie być takim jakim nas pragną.

Rozgląda się Chłopiec… To drzewo w pobliżu
przemawia doń cichym szelestem:
– Od dawna tu stoję, przyglądam się światu.i cieszy mnie to, jakie jestem.
Nie rosnę pod chmury, nie sięgam do nieba,
lecz za to mnie słońce nie pali.
Nie jestem też mocne, więc wiatr mnie wygina,
lecz nigdy nie zdoła powalić.A chociaż niektóre z mych liści są brzydkie,
Marta Dahlig, Ewa Dahlikg, Chłopiec, który zniknął
zeschnięte, sczerniałe i krzywe,
to ja – dzięki nim – mogę być, jakie jestem.
Więc jestem po prostu prawdziwe!
Ta książka może być pięknym prezentem – także dla samego siebie. Słucham przesłań, czytam przesłania, wracam do różnych nauczycieli, tekstów i fragmentów, które pomagają mi lepiej rozumieć siebie, życie i to, co dzieje się pod powierzchnią codzienności.
I naprawdę czuję, że ta książka też jest przesłaniem. Nie tylko bajką dla dziecka. Nie tylko ładną historią o Chłopcu, który szuka własnej drogi. Ale cichym przypomnieniem, że można wracać do siebie POWOLI.
Czasem dorosły człowiek potrzebuje dokładnie tego samego, czego potrzebuje dziecko, bardzo prostych słów, które przypominają, że własna droga istnieje.
I może czasem warto – kiedy jeszcze nie widzimy własnej drogi – wybrać drogę mniej uczęszczaną.
