Odpowiadam krótko na pytanie o sens życia

  • Carl Gustav Jung uważał, że życie ma sens i nie ma go. Wierzył jednak, że sens przeważy i że wygra bitwę.
  • Erich Fromm stał na stanowisku, że życie ma tylko taki sens, jaki potrafi nadać mu sam człowiek.
  • A Eric Berne uważał, że;

Wszyscy mężczyźni i kobiety mają swe tajemne ogrody, których bram strzegą przed inwazją wulgarnego tłumu profanów. Są one obrazami tego, co chcieliby robić, co sprawia im przyjemność.

Szczęśliwcom udaje się znaleźć właściwy czas, miejsce i osobę i dopiąć swego, pozostając w nich, podczas gdy cała reszta musi włóczyć się smętnie na zewnątrz, wokół murów (ogrodu przyp. red.).

Ta książka mówi właśnie o zewnętrznych transakcjach, które mogą wysuszyć lub utrzymać przy życiu kwiaty owego wewnętrznego ogrodu.

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 159

Jest to podejście nieco odmienne od tego, które Berne przedstawiał w książce W co grają ludzie. Opieram się na swoim wrażeniu, a ono jest takie, że kiedy kończył pisać tamtą książkę, był człowiekiem bardziej rozczarowanym własnymi relacjami.

Później jego ton staje się mniej podejrzliwy wobec bliskości, jakby dopuszczał możliwość, że nie każda relacja musi kończyć się grą, rozczarowaniem albo powrotem do skryptu.

Być może więc nie zmieniła się ani jego teoria, ani samo podejście.

Być może nie zmienił nawet zdania.

Mogło zmienić się po prostu jego osobiste doświadczenie miłości, intymności i pozostawania z drugim człowiekiem „wewnątrz ogrodu”, zamiast jedynie analizowania murów, które ludzi od siebie oddzielają.

Wszystkie zaprezentowane wyżej odpowiedzi na pytania o sens życia, wydają mi się bardzo SENSowne i mogą być użyteczne na różnych etapach podroży. Zauważyłam jednak, że czasem na pytanie o sens odpowiada się również pytaniem:

„A czy życie w ogóle musi mieć sens?”.

I pomyślałam, że nie, życie nic musi – nie musi mieć też sensu, ale chyba dobrze by było, gdyby go miało?

Stendhal opowiada nam, na sposób francuski i romantyczny, o rodzeniu się miłości w świecie, w którym kobiety i mężczyźni nieustannie znajdują się pod czujmy okiem innych, a podstęp jest nakazem chwili. (…) Najpierw widzi ją po raz pierwszy, jak idzie lub zatrzymuje się, przychodzi mu do głowy myśl: „Może to właśnie ona”? Już ta refleksja sprawia, że życie nabiera SENSU, ale jeśli ma zbyt wiele wątpliwości NIE POWINIEN POSUWAĆ SIĘ DALEJ, co najwyżej ukradkiem spojrzeć na jej twarz, żeby mógł do końca życia hołubić słodki żal.

A jeśli odważy się na ryzyko rozczarowania, jakie zawsze niesie rozmowa, w efekcie może dowiedzieć się więcej: że „To mogłoby być to”.

Eric Berne, Seks i kochanie, s. 212

Poniższe zdanie z Drogi Przemiany bardzo dobrze wyjaśnia zarówno poczucie nieszczęścia, jak i doświadczenie „krzyżowania”, które wielu z nas może znać z procesów transformacji.

„Korona cierniowa” symbolizuje skutek wywołany myślami, przy których się upierasz, kiedy trwasz w osądzaniu, gniewie, krzywdzie czy lęku. To znaczy wówczas, gdy postanawiasz wypierać się Miłości.

Natomiast „gwoździe” zwyczajnie reprezentują to, co unieruchamia cię w tym wymiarze, horyzontalnym wymiarze ciała i czasu, który chce przybić twe stopy do świata. Nazywają to „twardym stąpaniem po ziemi”.

Jednak czubek twej głowy nad tobą otwiera się ku Niebu. Jesteś wolny, by przyjąć Miłość Boga, by wybrać tylko miłujące myśli, by spoglądać łagodnie na wszystkich i na wszystkie wydarzenia, widząc tylko doskonałą niewinność.

Droga Przemiany, Lekcja 3
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Niedawno widziałam film, w którym podważano samą zasadność poszukiwania sensu. Rozumiem tę perspektywę, bo być może potrzeba znalezienia jednej, ostatecznej odpowiedzi bywa kolejną próbą podporządkowania życia oczekiwaniom umysłu.

Nie znaczy to jednak, że pytania o sens jest bezwartościowe. Są bardzo wartościowe. Bardzo się cieszę, że tylu ludzi je sobie zadawało podczas swojego pobytu tutaj. Na przykład Viktor Frankl.

Wracając na zakończenie do Erica Berne’a – miał trzy żony. Może m.in. dzięki temu jego teoria i cała go twórczość – nie brzmi jak sterylny wykład człowieka, który wszystko miał poukładane, tylko też jak zapis bardzo realnego zmagania się z własnym skryptem i z sobą samym.

Z dużym prawdopodobieństwem Berne, podobnie jak wielu twórców, zakodował własne doświadczenia w języku analizy transakcyjnej. Oczywiście dzielił się wiedzą jako naukowiec i psychiatra, ale jego twórczość nie ograniczała się do opisywania prostych czy złożonych transakcji.

Myślę, że podobnie jak mnie, bardziej interesowało go to, co właściwie dzieje się między ludźmi wtedy, gdy życie przestaje mieścić się w prostym schemacie wymiany. I dlaczego pewne spotkania prowadzą nas znacznie dalej, niż wynikałoby to z ich pozornie zwyczajnego przebiegu.

W jego twórczości podoba mi się również to, że była nośnikiem osobistego sposobu widzenia ludzi, relacji, seksualności i społecznych konwencji.

Płacisz tyle samo, gdy zabawa była żadna i gdy było to najbardziej ekscytujące zdarzenie twojego życia. W tej dziedzinie nie ma zniżki za nudę, ani premii za ekstazę. Prawnicy używają także zwrotów „przestępstwo przeciw naturze” choć natura nigdy nie wniosła żadnej skargi.

Eric Berne, Seks i kochanie, s. 12

Mając trzy żony, poza praktyką zawodową, życie osobiste na pewno również dostarczało mu najwyższej jakości materiału do analizy.

Może właśnie dlatego Berne jest dla mnie jednym z najciekawszych psychiatrów: nie opisuje człowieka tylko z pozycji obserwatora „przypadku”, ale potrafi też opisywać z pozycji kogoś, kto wie, że każdy z nas ma swój wewnętrzny ogród i swoje gry, które prowadzi tuż przy jego bramie.

Analiza transakcyjna jest świetna, bo nigdy nie brzmi jak odklejona teoria ponad życiem, często bardziej jak próba zrozumienia, dlaczego tak często sami nie umiemy wejść tam, gdzie najbardziej chcemy być.

(1) Ludzie tacy mogą funkcjonować na podstawie przeciwskryptu, a pozorna rebelia jest tylko objawem uruchomienia skryptu.
(2) Możliwa jest również sytuacja odwrotna; ludzie mogli żyć zgodnie ze skryptem, a teraz właśnie przełączają się na przeciwskrypt.
(3) Mogli odnaleźć klątwołamacz i uwolnić się od skryptu.
(4) Dyrektywy skryptowe pochodzące od każdego z rodziców mogły być u nich różne; przełączają się więc z jednego zestawu na drugi.
(5) Mogą jedynie realizować szczególną dyrektywę skryptu, która mówi im: „buntuj się”.
(6) Człowiek może okazać się „porażką skryptu” – osobą, która straciła wiarę w nakazy skryptu i po prostu go zaniechała.
(7) Mógł on również wyzwolić się i „wydostać ze skryptu” dzięki własnym wysiłkom, wspomaganym psychoterapią.
(8) Lecz ten przypadek należy ostrożnie odróżniać od „przejścia do antyskryptu”. (…) A zatem nieposłuszeństwo wobec rodzicielskich instrukcji, daje w rezultacie program działający równie pewnie, jak całkowite wobec nich posłuszeństwo. Tam więc gdzie „wolność” jest przekorą pozostaje w istocie jedynie złudzeniem (…) zmiana taka – odwrócenie karty drukowanej, nie zaś jej podarcie – to antyskrypt, który stanowi wielce interesujące pole badań.

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 163

Podobne wpisy