O czym jest film „Arrival”?

O czym jest „Arrival”

„Arrival” jest jednym z najpiękniejszych filmów o kontakcie, ale nie z kosmitami, tylko z innym poziomem świadomości. Nie opowiada o „obcych”. Opowiada o języku, który reorganizuje świadomość.

One nie uczą Louise słów. Uczą ją sposobu widzenia, który:

  • nie jest linearny
  • nie dzieli rzeczywistości na „przed” i „po”
  • nie jest oparty na oddzieleniu
  • nie chroni ego przed prawdą
  • otwiera percepcję na całość

W filmie te istoty chyba przyjmują formę, która jest dostosowana do percepcji człowieka. Jeszua w przekazach mówi, że nie widzimy Rzeczywistości takiej jaką ona jest, tylko przez „przysłony”.

W przekazie filmu one nie są „stworami” czy „potworami” są po prostu inną geometrią świadomości, która potrzebuje jakiejś maski wizualnej, dostosowanej do ludzkiego sposobu widzenia.

One uczą, że świadomość może przekraczać zwykłą, linearną percepcję.

Ich język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale zmienia sposób jej doświadczania. Louise zaczyna „pamiętać” przyszłość tak, jak pamięta się przeszłość.

Lęk rodzi się z błędnej interpretacji. Ludzie widzą broń tam, gdzie być może chodzi o narzędzie, dar albo metodę komunikacji. W tym filmie akurat zagrożeniem okazują się nie obcy, lecz ludzka panika, podejrzliwość i potrzeba natychmiastowej kontroli.

Heptapody przygotowują ludzkość do współpracy ponad granicami. Kryzys może zostać rozwiązany dopiero wtedy, gdy państwa przestają działać osobno i zaczynają wymieniać się fragmentami wiedzy.

Heptapody i myślenie Goethego

Przez wzgląd na osobiste zainteresowania, szczególnie ciekawe jest to, że heptapody uczą trochę myślenia Goethego. Między wierszami pytanie, które pojawia się w tym filmie nie brzmi: „Jak uniknąć bólu?”, lecz: „Czy mimo bólu wybieram pełnię doświadczenia?”.

Chodzi więc o objęcie całości życia – nie tylko tego, co piękne, jasne i dające poczucie sensu, lecz także straty, lęku, przemijania i bólu. Pod tym względem film pozostaje zbieżny z nauczaniem Drogi Serca, w którym miłość nie wybiera jedynie tego, co przyjemne i bezpieczne, ale obejmuje wszystko.

Dotyczy to również tego, co popędowe, cielesne i niewygodne. Trochę przypomina to żart o mnichach i medytacji buddyjskiej: cały system duchowych przekonań może wyglądać na niewzruszony, dopóki do świątyni nie wejdzie wystarczająco atrakcyjny „bodziec popędowy”.

Wtedy okazuje się, czy osiągnięty spokój rzeczywiście obejmuje całość ludzkiego doświadczenia, czy był jedynie spokojem możliwym do osiągnięcia jedynie pod nieobecność tego, co naprawdę poruszające.

Być może właśnie to jest owym uchem igielnym: momentem, w którym człowiek przestaje próbować ocalić siebie przez odrzucanie zarówno różnych części siebie samego, jak i części swojego doświadczenia.

Miłość obejmuje całość, a przez to przestaje być przez jakąkolwiek część tej całości ograniczana. Nie usuwa lęku czy bólu, lecz przekracza jego władzę nad świadomością.

Dla mnie jest to wejście w tę część Christ Mind w relacji z drugim człowiekiem. To perspektywa, z której nie identyfikujemy się już wyłącznie z lękiem, stratą i potrzebą kontroli, lecz potrafimy objąć je szerszą świadomością.

Nie wiem czy lęk znika na stałe, zmienia się raczej pozycja, z której go przeżywamy: nie jest już jedyną siłą wyznaczającą nasze widzenie świata, innych ludzi i samych siebie. Można wtedy patrzeć na ludzi zupełnie innymi oczami – nie wyłącznie przez pryzmat zagrożenia, winy, obrony czy własnych interesów, ale naprawdę widzieć to co przez nich przyświeca. Promienność.

Zapewne bycie „tą rybą”, która nie daje się natychmiast złapać na każdy haczyk ego, wymaga praktyki. Leży to jednak w naszym najlepszym interesie, choćby ze względu na zwykłe samopoczucie. Wyjście poza ograniczenia ego nie oznacza jego zniszczenia. Chodzi raczej o to, by nie reagować automatycznie na każdą jego standardową zagrywkę: lęk, osąd, potrzebę kontroli, poczucie niegodności, porównywanie się do kogoś czy przymus obrony obrazu siebie.

„Zapomniałam jakie to uczucie kiedy mnie obejmujesz”

Ciekawe jest to, że w końcowej scenie tego filmu pada zdanie: „Zapomniałam, jakie to uczucie, kiedy mnie obejmujesz” i brzmi jednocześnie jak początek miłości i wspomnienie po jej zakończeniu.

To jest właśnie paradoks, choć film oglądałam kilka lat temu, to ta scena nawet po latach powoduje;

Luise nie przewiduje przyszłości, ona ją pamięta. To już się wydarzyło.

W tym filmie, to jest takie dziwne, że Louise mówi „tak” całej tej historii nie dlatego, że nie zna zakończenia, przed którym mogłaby przecież umknąć, lecz właśnie pomimo tego, że je zna i tak je wybiera.

Dlatego końcowa scena jest „końcowa” jedynie z perspektywy konstrukcji filmu. W linearnym porządku wydarzeń Louise obejmuje Iana po raz pierwszy, a jednocześnie już „pamięta” ich wspólne życie, narodziny i śmierć córki oraz późniejsze rozstanie.

Dla niej ten pierwszy uścisk zawiera więc zarazem początek relacji i tęsknotę za czymś, co dopiero ma zostać utracone.

Przedziwny film.

To właśnie jest chyba najbardziej obce ludzkiemu umysłowi, bo ten „inny sposób” percepcji;

  • nie dzieli życia na etapy,
  • nie ucieka od przyszłego bólu,
  • nie tłumi wiedzy o tym, co nadejdzie,
  • nie potrzebuje chronić się przed własnym losem.

Louise widzi całe swoje życie „z góry” – w tym cierpienie, stratę dziecka, samotność.
I co robi?

Ona dalej to wybiera.

Świadomie.
Bez ucieczki.
Bez obron.
Bez prób uniknięcia przyszłego bólu.

Intuicja z Czerwonej Księgi

Pojawia się pytanie, które można sobie zadać dla intelektualnej rozrywki: czy mając pełną wiedzę o przyszłym cierpieniu, wybralibyśmy życie dokładnie takim, jakie ono będzie?

Louise z filmu wybrała to życie. Ze świadomością straty.

Od początku wie, że ich córka umrze młodo na rzadką chorobę, ale mimo tej wiedzy decyduje się z Ianem założyć rodzinę. Kiedy później wyjawia mu, że znała przyszłość i nie powiedziała mu o losie córki, Ian nie potrafi jej tego wybaczyć i odchodzi.

Więc ona wybrała, nie dlatego, że będzie „dobrze”. Lecz dlatego, że miłość nie jest negocjacją z przyszłością. Myślę, że można tak to czytać.

Najważniejszy przekaz filmu jest taki, że strach przed przyszłością zamyka serce. Akceptacja przyszłości – otwiera. Nawet jeśli ta przyszłość, nie jest taka jaką chcieliśmy, żeby była.

Louise kocha i wybiera dlatego, że dla niej miłość sama w sobie jest celem. Nie jest drogą do szczęścia czy jakiegoś innego celu poza miłością. Nie jest ucieczką od bólu. Nie jest próbą przechytrzenia losu, życia, demiurga, Abraxasa czy kogokolwiek można próbować przechytrzyć.

Film mówi chyba całkiem jasno, że kiedy przestajesz się bać tego, co będzie, to wtedy możesz naprawdę kochać. 

Refleksja o Jezusie

Dla mnie ciekawe jest to, że Jezus pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w historii, a jednak jego właściwe przesłanie bywa omijane.

Myślę, że próbował przekazać ludziom coś naprawdę ważnego, ale nauki Neville’a Goddarda są dla wielu znacznie łatwiejsze do zastosowania, ponieważ obiecują wpływ na rzeczywistość, spełnianie pragnień i sprawczość. Co nie jest niczym niewłaściwym.

Jezus jest jednak pod tym względem bardzo niewygodny dla współczesnej duchowości. Nie pyta przede wszystkim, jak zdobyć to, czego pragniemy, lecz kim musimy się stać, aby przestać być rządzonymi przez lęk, osąd, winę i potrzebę kontroli.

„W porządku. Zobaczmy, co robi ten mały cień… Malutkie źdźbło trawy… No dobrze, zajmijmy się tym cieniem i tym, i tamtym, i tamtym… Jak wiele źdźbeł trawy, jak wiele cieni jest w tej istocie, która wydaje się przesłaniać Jaźń?”

Czy to ma jakiekolwiek znaczenie?

Ty jesteś zajęty rodzeniem Chrystusa! Co się dzieje, gdy to się rzeczywiście wydarza? Po pierwsze – słuchaj uważnie – nic nie będzie dla ciebie nie do przyjęcia.

Droga Serca, Lekcja 7
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

Jezus nie oferuje tylko narzędzia do zmiany okoliczności naszego życia, ale domaga się przemiany całego sposobu widzenia. Łatwiej jest więc przyjąć duchowość, która mówi: „Twoje myśli tworzą rzeczywistość”, niż taką, która mówi: „Kochaj nieprzyjaciół, zrezygnuj z odwetu, przebacz i pozwól umrzeć temu, z czym dotąd się utożsamiałeś”.

Pierwsza narracja wzmacnia poczucie osobistej mocy. Druga podważa samą strukturę ego, które chciałoby tę moc posiadać i nie przeżywać pełni doświadczenia, lecz to, co mu nie zagraża. I to też nie jest nic niewłaściwego, że jako ludzie czujemy potrzebę ochrony tego konstruktu świadomości.

Być może właśnie dlatego Jezus jest tak sławny, a jednocześnie tak rzadko naprawdę słuchany.

Najmocniejszy kontrast jest chyba właśnie między duchowością jako narzędziem realizacji pragnień a duchowością jako zgodą na przemianę samego pragnącego.

#PlanPojednianiaChallenge

Podobne wpisy

  • Boginie. Którą Jezus obudziłby najpierw?

    Za co lubię Żonglera? Za to, że Żongler inscenizuje rzeczywistość, w której X już się wydarzyło, i pozwala czytelnikowi na chwilę do tej rzeczywistości wejść. Na przykład okładka bieżącego numeru z komunikatem do psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów nie jest po prostu artykułem o hipotetycznym powrocie bogiń. Udaje autentyczny magazyn wydawany wewnątrz świata, w którym ten…

  • |

    Czy przekazy Jezusa są sprzeczne? Przemyślania na temat „Planu Pojednania” i Helen Schucman

    Czym jest przekaz? W moim rozumieniu „przekaz” to szerokie spektrum doświadczeń wewnętrznych, a nie jeden, jednolity fenomen. Każdy człowiek doświadcza jakiejś formy wewnętrznego wglądu – różnimy się raczej intensywnością, formą i sposobem interpretacji niż samym faktem istnienia tych doświadczeń. Przekaz to doświadczenie napływu treści, impulsu lub formy, które to treści nie powstają w trybie intencjonalnym….

  • ||

    Pomysł na film

    Instrukcja obsługi do filmu Widz będzie potrzebował pewnej „instrukcji obsługi”. Bez niej część motywów – List 6, archetypy, linie czasu czy wewnętrzna przemiana – mogłaby sprawiać wrażenie przypadkowych lub wyłącznie fantastycznych. Tymczasem siła dobrego filmu polega na tym, że widz wierzy w opowiadaną historię, nawet jeśli przekracza ona granice jego codziennego doświadczenia. Dlatego warto osadzić…

  • |

    Prawda nie przechodzi przez system

    Czy Prawdy można nauczyć? A może można ją jedynie rozpoznać w doświadczeniu? Jung, Goethe, Eric Berne, Ewangelia Marii i Szósty List z „Nowych Listów Jeszuy” prowadzą mnie do jednego pytania: co może stać się z człowiekiem, gdy żywe doświadczenie zaczyna mówić głośniej niż system przekonań, w którym dotąd żył? System przekazuje wiedzę. Narracja nadaje jej…

  • |

    „Żongler” (The Quibbler) i jego rola

    W uniwersum Harry’ego Pottera „Żonglera” redaguje Ksenofilius Lovegood, a większość czarodziejów traktuje gazetę jak brukowiec najgorszego sortu – pełen teorii spiskowych, dziwacznych doniesień i fantazji samego wydawcy. Żongler był więc gazetą, której nie dało się traktować poważnie. I jednocześnie miejscem, w którym od czasu do czasu pojawiały się istotne informacje. Problem polegał na tym, że…