Nie zawsze możemy wybrać. Ale często możemy
Kilka miesięcy temu mój nauczyciel angielskiego, który jest socjologiem – może stąd ta szczerość – powiedział coś, co zabrzmiało zaskakująco dobrze:
If I have a choice between being a piece of shit – which I sometimes am – and choosing differently, then I choose not to be one.
Samoświadomość nie czyni nikogo złym, tylko … samoświadomym. Czasem właśnie to sprawia, że przy kimś można wreszcie przestać się bać. Przy nim mój układ nerwowy totalnie się rozluźnia.
Nie zawsze mamy swobodę wyboru tego jacy jesteśmy. Nie każdą reakcję potrafimy zatrzymać i nie w każdej sytuacji mamy dostęp do wszystkich swoich możliwości i zasobów.
Ale bardzo często jakiś wybór jednak istnieje.
Nie zawsze możemy wybrać inaczej.
Ale często tak.
Na te momenty, w których nie potrafiliśmy wybrać inaczej, polecam patrzeć z ciekawością. Zwyczajnie: Dobrze. Tak zdecydowałam. Tak się zachowałam. To zrobiłam. Trudno.
Nie po to, żeby się natychmiast usprawiedliwić, ale też nie po to, żeby urządzać sobie wewnętrzny proces sądowy. Raczej po to, żeby zobaczyć, co wtedy przejęło stery, czego broniliśmy, czego się baliśmy i jaki skrypt właśnie został uruchomiony.
A te chwile, w których naprawdę mieliśmy wybór i podjęliśmy właściwą decyzję, warto zauważać równie uważnie. Nie wiem, czy istnieją „właściwe wybory” w jakimś absolutnym sensie.
Są jednak wybory uczciwe, odważne, przyzwoite albo zwyczajnie zgodne z tym, kim chcemy być.
Są przecież zachowania, po których można popatrzeć w lustro i poczuć dumę.
I za takie momenty warto się wewnętrznie nagradzać. Nie z pychy, lecz po to, żeby układ nerwowy również dostał informację: tak, tędy chcę iść.
To był wybór, który chcę umieć powtórzyć.
