Nie Goethe tworzy Fausta, lecz psychiczna komponenta Faust tworzy Goethego.
Oznacza to otwartą walkę oraz otwartą współpracę w jednym. Tak najwyraźniej powinno wyglądać życie ludzkie. To pradawna gra młota i kowadła. Położone między nimi i cierpiące żelazo ma stać się niezniszczalną całością, „indywiduum”. (…) Nie mogę podać recepty w jaki sposób doprowadzić do zharmonizowania danych świadomych i nieświadomych (…). Zadanie lekarza może tu polegać na tym, by pomocnie stać u boku tego procesu.
C.G. Jung, Archetypy i nieświadomość zbiorowa, s. 300
Wydaje mi się, że znam nieco lepsze sposoby niż samo „pomocne stanie u boku” albo przyjęcie, że „tak po prostu musi być”. Będę dawać znać.
Uważam, że ludzie powinni zacząć jednoczyć się wokół wspólnego namysłu nad ludzką psychiką i naszą prawdziwą naturą – nie tylko po to, by lepiej opisywać zachodzące w nas procesy, lecz także po to, by szukać sposobów przechodzenia przez nie z mniejszą liczbą niepotrzebnych ran.
- Uwielbiam twórczość Junga
- Diabeł symbol siły 😈
- Gdyby zaplątał się tu jakiś wizjoner albo prorok…
- Kiedy ktoś szuka ulgi po „spotkaniu z archetypem”
- Dlaczego Jezus tak naciska na seks?
- Zachowanie spokoju
- Przewodnictwo dla mężczyzn
- Cytat Junga, o którym mowa
Uwielbiam twórczość Junga
Uwielbiam twórczość Junga za sposób myślenia i za radykalne odwrócenie perspektywy.
Według niego artysta czy jakiś prorok – nie jest suwerennym geniuszem, który wymyśla swoje dzieło.
Jest raczej kimś w rodzaju medium, przez które próbuje wyrazić się coś większego od niego samego – archetyp, duch epoki, nieświadomość zbiorowa, psychiczna potrzeba narodu.
Od trzech lat zastanawiam się nad tym, czym właściwie jest artyzm i jak wygląda od środka doświadczenie człowieka twórczego.
Zastanawiam się nieustannie.
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że artyście bywa momentami naprawdę nieprzyjemnie, bo nie do końca kontroluje to, co przez niego przechodzi.
W efekcie jego dzieło zaczyna żyć własnym życiem, ludzie pewnie często rozumieją konkretny rodzaj twórczości lepiej niż on sam, a czasami konsekwencje np. historyczne ujawniają się dopiero po dziesięcioleciach.
Trochę to przerażające kiedy się czyta, że twórca staje się „narzędziem swojego dzieła”. To jak z tym zdaniem z Czerwonej Księgi: „Dzięki mojemu porozumieniu z diabłem wziął on nieco z mojej powagi, a ja nieco z jego radości.”
Jung pisze, że to przydało mu odwagi. 😈🫶

Carl Gustav Jung (psychiatra) autor zdania „Mefistofeles jest Szatanem przebranym w moją wężowość”, możliwe że widział Jezusa…podobnie jak Eric Berne.
Jeśli ktoś naprawdę schodzi do nieświadomości po materiał twórczy, albo po prostu z konieczności, albo dlatego, że zwyczajnie zabłądził – to nie wyciąga stamtąd wyłącznie mandali.
Wyciąga również jakieś paradoksy, niesamowite pokusy i sprzeczności, dziwaczne historie i „rzeczy”, o które człowiek by siebie nawet nie podejrzewał. A potem jeszcze musi z tym … żyć.
Fragment o Fauście, który cytuję na końcu wpisu, zafascynował mnie od razu, bo Jung sugeruje, że gdy zbiorowa świadomość narodu schodzi z właściwej drogi, zaczynają budzić się archetypy mędrca, zbawcy, maga, kusiciela czy diabła.
I być może szukają ludzi, przez których mogą się wypowiedzieć.
Nie chodzi tu jednak o „diabła” rozumianego jako postać z rogami, stojącą po przeciwnej stronie dobra.
Diabeł symbol siły
Bardziej interesuje mnie diabeł jako figura graniczna – symbol siły, która konfrontuje człowieka ze sobą, z cieniem, instynktem, pokusą, materią, ciałem, przyjemnością, pragnieniem i tym wszystkim, co zostało wypchnięte poza obraz „dobrego” człowieka.
Czyli wtedy zakładam, że po prostu nie projektuję już na tych „tępych, nieoświeconych grzeszników” na zewnątrz mnie, tylko odważnie rozpoznaję w sobie tę część, która bywa totalnie ślepa, niedojrzała, reaktywna, uwikłana, głupawa i daleka od ideału, który chciałaby przedstawić światu.
W tym sensie nie idziemy w stronę prostego podziału na niebo i piekło, dobro i zło, mądrość i głupotę, świętość i upadek. Idziemy raczej w stronę integracji przeciwieństw: sprowadzania nieba na ziemię, a nie utrzymywania wiecznej nierównowagi między duchem a materią.
Często jest chyba tak, że nagle pojawiają się pisarze, albo prorocy, jacyś wizjonerzy, reformatorzy, ideolodzy itd., a później historycy próbują zrozumieć, co się właściwie wydarzyło, albo ludzie myślą dlaczego stało się tak jak się stało.
Jung pisał o narodach, które schodzą ze ścieżki, bo żył w czasach, w których kultura była dużo bardziej lokalna. Goethe siłą rzeczy pisał bardziej do Niemców, Dostojewski do Rosjan, Mickiewicz do Polaków.
Dzisiaj internet sprawił, że wiele procesów przestało być narodowych, a stało się globalnych.
Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet i nie zaglądam do mediów społecznościowych. Scrolluje za to dużo YouTuba, słucham ludzi, dużo muzyki i rozmów przy stole.
I czasami mam wrażenie, że gdy Jung pisał o narodzie schodzącym z właściwej drogi, to dziś należałoby mówić raczej o całej cywilizacji.
Być może właśnie dlatego tyle osób próbuje sobie przypomnieć, kim właściwie jest człowiek i po co tu jest. Nie wszyscy, ale ogólnie ludzie się nad tym zastanawiają.
Jaki to ma SENS?
Odnośnie YouTuba, kiedy patrzę na to, co mi się wyświetla w propozycjach, to wydaje mi się, że współczesny świat przeżywa kryzys orientacji.
Kiedy pytania o SENS wracają, zwykle nie trzeba długo czekać na pojawienie się artystów, wizjonerów, reformatorów i proroków. Czasami prawdziwych. Czasami nie.
Ale sam fakt ich pojawiania się jest już interesującym sygnałem.
Wizjoner ma wizje. Nie musi mieć racji.
Wracając do artystów według Junga mają przesrane. Nawet nie dlatego, że są niezrozumiani. Tylko dlatego, że czasami są pierwszymi ludźmi, przez których przechodzi coś, czego cała kultura jeszcze nie jest świadoma.
Gdyby zaplątał się tu jakiś wizjoner albo prorok…
Gdyby więc przypadkiem zaplątał się tutaj jakiś artysta, wizjoner, reformator albo ktoś, kto od kilku lat próbuje zrozumieć, dlaczego jego własna psychika zachowuje się jak eksperymentalny teatr jednego aktora, to mogę podrzucić trzy pozycje: Kurs Cudów, Droga Mistrzostwa oraz List 6 z „Nowych Listów Jeszuy”.
Zaczęłabym od Listu bo jest krótki.
Mogłabym nawet podzielić się z takim prorokiem, wizjonerem, reformatorem, albo właśnie artystą – swoimi notatkami z procesu.
I postarałabym się ograniczyć do minimum fantazję przeniesieniową;

Mam już wszystko zaplanowane.





Przy okazji: gdzieś przeczytałam, że przejęcie kontroli nad zachowaniem przez archetyp – według źródeł jest „do leczenia” ponieważ RZEKOMO wynika z niskiego poziomu indywidualnej świadomości jednostki.
Ale świadomości jednostki „czego”?
Ogólnie świadomości czy świadomości czegoś konkretnego? Nie wiem siebie? Swoich obron? Otoczenia?
Do czego odnosi się ocena dotycząca „niskiego poziomu świadomości jednostki”?
Mam dwie teorie. Pierwsza dotyczy walki ego z archetypem, a drugą teorię podam za chwilę.
Odnośnie „przejęcia” ego przez archetyp – Jung nie twierdził, że każde tego typu doświadczenie jest jednoznacznie patologiczne. Bez archetypów i objawień, które ze sobą czasem niosą – nie byłoby przecież religii, sztuki, mitów, wielkich idei, odkryć ani procesów transformacji.
Mówi się przecież o „szale twórczym”. To jest silny nacisk.
Problem pojawia się wtedy, gdy człowiek jest przez archetyp całkowicie opętany, czyli nie potrafi już odróżnić: własnej osoby od archetypu, własnych ograniczeń od jego wielkości, własnych myśli od tego, co do niego przychodzi.
A im bardziej to tłumi tym jest gorzej.
Jung nazywał to inflacją ego. I wszyscy się tego boją, ale … przecież bez inflacji – nic nie może wydostać się na powierzchnię. Prawie żadna warta uwagi myśl, nigdy nie pochodziła z logicznej analizy.
Przykre jest to, że tylu terapeutów zbyt szybko „diagnozuje”, bo musi mieć na człowieka ramę. Jung zauważył, że efekcie niszczy się w ludziach to, co w nich rzeczywiście indywidualne i zdolne do rozwoju.
Kiedy ktoś szuka ulgi po „spotkaniu z archetypem”
Z pewną ulgą trafiłam na podręcznik Bodynamic. Mam wrażenie, że autorzy próbują opisać to samo zjawisko, które Jung ujmował językiem archetypów, a Joseph Campbell językiem podróży bohatera – będącej w gruncie rzeczy opowieścią o spotkaniu człowieka z siłami archetypowymi i jego przemianie pod ich wpływem.
Różnica polega na tym, że Bodynamic próbuje przełożyć te doświadczenia na język bardziej praktyczny, psychologiczny i osadzony w funkcjonowaniu człowieka.
„Druga teoria” – bardzo robocza – jest taka, że doświadczenie nazwane „przejęciem ego przez archetyp” może nie być dokładnie tym, co wymaga leczenia, i nie świadczy o „niskim poziomie świadomości” ale jest testem … zaufania.
Wrażenie walki nie jest może między ego a archetypem, ale między EGO, a JA.
- Ego – świadome myślenie, analiza, planowanie.
- Ja – to warstwa zdolna do natychmiastowego działania, zanim Ego zdąży coś wymyślić „po swojemu” i zabezpieczyć się z każdej strony. „Ja” zarządza energią o wysokim poziomie intensywności. To „ja” jest poza ego. Działania „Ja” są kierowane INSTYNKTAMI (wiec archetypami, które są formami ich przejawienia (psychiczną formą instynktu).
- Wyższe Ja – coś, co może całkowicie przejąć ster w sytuacjach granicznych, gdy zwykłe zasoby człowieka się wyczerpują. Czyli to „wyższe ja” przejmuje działanie (całkowicie), kiedy nawet to „ja”, które i tak jest poza ego – nie może kontynuować działania.
Cytat z podręcznika Bodynamic;
Definicja z punktu widzenia „pół-sekundowego opóźnienia” Libeta Benjamin Libet jako pierwszy zbadał i opisał 0,55-sekundowy interwał opóźnienia, który występuje pomiędzy impulsem do działania a świadomym działaniem wynikającym z tego impulsu.
Bodynamic International ApS. (2020) Psychoterapia somatyczna i analiza. Podstawowy podręcznik nauczania: struktury charakteru, modele komunikacji, kształtowanie granic. 8. wydanie. Kopenhaga: Bodynamic Books.
Libet argumentuje, że „Świadomość nie może rozpocząć działania, ale może zdecydować, że podjęcie działania przez człowieka nie zostanie zrealizowane”, ponieważ „świadomość świadomej woli dokonania czynu pojawia się tylko na 0,15–0,2 sekundy przed działaniem”.
James Clark Maxwell filozofuje i bada teorię stworzoną przez Libeta w tej samej książce. Maxwell wierzy, że istnieje wyższa instancja, którą nazywa Ja, którą nasz organizm aktywuje, gdy człowiek musi podejmować decyzje i dokonywać wyborów tak szybko, że nie ma czasu na wykorzystanie Ego z jego opóźnieniami; i że to Ja jest poza Ego.
W Systemie Bodynamic wierzymy w tę „teorię” i rejestrujemy, jak dana osoba, szczególnie w sytuacjach szokowych, stresowych lub w sytuacji przeżycia szczytowego, działa tak szybko i kompetentnie, że często słyszymy od naszych klientów: „Nie wiedziałem, że byłem w stanie to zrobić”.
Wiemy, że w sytuacjach szoku, stresu i doświadczenia szczytowego „normalne” procesy myślowe Ego są eliminowane przez czynniki takie jak nadmierna produkcja hormonów stresu i prawdopodobnie jeszcze inne czynniki.
Z naszej pracy praktycznej wiemy również, że najtrudniej jest sprawić, aby Ego zaakceptowało, że istnieje wyższa instancja poza samym Ego.
Wyższe JA / Większe JA Wyższe Ja jest częścią osoby, która „przejmuje” działanie, kiedy Ja nie może już tego działania kontynuować. Niektórzy autorzy opisywali ten proces jako „dysocjację”, podczas gdy inni pisali, że osoba „wychodzi poza ciało”.
Ważne jest to, że ten stan istnienia oferuje nowe informacje z dziedziny kolektywnej nieświadomości oraz te dotyczące innych poziomów świadomości, które są bardziej duchowe. Ten stan istnienia może pozwolić Ja na krótki odpoczynek – wyspę spokoju w samym środku intensywnego stresu – i tym samym zaoferować nową wiedzę i nową energię, czyniąc ogólne doświadczenie doświadczeniem często nazywanym „duchowym”.
Autorzy: Lisbeth Marcher, Sonja Fich, Steen Jorgensen, Erik Jarlnaes, Ditte Marcher i in.; red. Yorgos Piaditis, Titika Katopodi, Lene Wisbom. ISBN 978-87-996062-4-5.
Dlaczego Jezus tak naciska na seks?
Poza tym co zostało napisane wyżej, ze względu na wdrukowania;
Tworzymy tego rodzaju systemy kodowania zarówno w przypadku Ja, jak i Wyższego Ja, ale kody tworzone na tych poziomach angażują duże ilości hormonów stresu. Aby uzyskać dostęp do tych kodów, musimy stworzyć ustawienie o podobnie intensywnej energii.
Bodynamic International ApS. (2020) Psychoterapia somatyczna i analiza. Podstawowy podręcznik nauczania: struktury charakteru, modele komunikacji, kształtowanie granic. 8. wydanie. Kopenhaga: Bodynamic Books.
Ponieważ te wysokoenergetyczne kody pojawiają się w inny sposób niż kody rozwojowe, i z uwagi na fakt, że musimy uzyskiwać do nich dostęp w inny sposób, nazywamy je Wdrukowaniami, żeby odróżnić je od zwyklejszych kodów rozwojowych.
Autorzy: Lisbeth Marcher, Sonja Fich, Steen Jorgensen, Erik Jarlnaes, Ditte Marcher i in.; red. Yorgos Piaditis, Titika Katopodi, Lene Wisbom. ISBN 978-87-996062-4-5.


Zachowanie spokoju
Jest szczególnie ważne, gdy przez człowieka próbuje wyrazić się coś większego niż jego codzienna osobowość, wtedy największym problemem często nie jest sam przekaz, nawet nie jego forma.
W takich procesach problemem jest wstyd, który pojawia się, gdy ego zaczyna utożsamiać autora z „dziełem”. Na szczęście byłam na świetnych warsztatach ze wstydu u Barbary Korenfeld, ale gdyby ktoś nie był, to z tymi „energiami” jest tak, że nie wszystko, co przechodzi przez człowieka, jest o konkretnym człowieku.
Czasem można, a nawet trzeba się zdystansować od swoich … memów.
Czyli nie wszystko, co przechodzi przez autora, opisuje autora. Czasami dzieło jest po prostu przestrzenią. Tak jak blog jest przestrzenią, a nie konkretną osobą – nawet kiedy administruje nim osoba.
Dlatego warto pamiętać, by nie mylić dzieła z jego twórcą.
Ogólnie chodzi o to, żeby nie utożsamiać się nadmiernie z tym, co przychodzi, tylko pozwolić temu przepłynąć, a jak to człowieka trzyma to po prostu pozwolić temu zostać zapisanym, namalowanym czy opublikowanym … zgodnie z duchem czasu.

Ja robię tak, że TWORZĘ sobie mema, a potem robię 2 kroki w tył.
Przewodnictwo dla mężczyzn
„Świadomość nie może rozpocząć działania, ale może zdecydować, że podjęcie działania przez człowieka nie zostanie zrealizowane”, ponieważ „świadomość świadomej woli dokonania czynu pojawia się tylko na 0,15–0,2 sekundy przed działaniem”.


Myślę, że niektóre archetypy są bardzo pragmatyczne. Np. widzą człowieka z blogiem, kanałem na YouTube, jakimś projektem duchowym i ew. z podstawową znajomością Photoshopa i mówią: „Dobra. Ten się nada. Zrobimy mu takie zamieszanie w głowie, żeby GŁUPIO MU BYŁO iść z tym do psychiatry. Hehe.”
Może jest tak, że czasem archetyp musi dostać mikrofon, albo tekst czy wpis, albo zmontowany film… I to jest ta „współczesna ofiara”, którą składamy BÓSTWU.
A po „złożeniu ofiary” wszyscy spokojnie mogą wrócić do swoich zajęć.
Na zakończenie, muszę powiedzieć, że „to wszystko” – coraz bardziej wygląda mi na sytuację, w której Jeszua po prostu chciał wrócić po Marię Magdalenę, ale zorientował się, że po dwóch tysiącach lat zrobiły się pewne „zaległości organizacyjne i logistyczne”.
I teraz ONI SIĘ OBUDZILI we dwójkę i trwa wielka rekrutacja ochotników do nadrobienia ich straconego czasu. To jest moja spekulacja. Niezależnie, od trafności rozważań, zawsze warto prosić o Miłosierdzie;


Cytat Junga, o którym mowa
Archetyp sam w sobie nie jest ani dobry, ani zły. Jest moralnie obojętnym numenem, który dopiero w zetknięciu ze świadomością staje się dobry albo zły lub przybiera postać dwojni przeciwieństw.
Carl Gustav Jung, Archetypy i symbole. Pisma wybrane, s. 401-402
O tym opowiedzeniu się za dobrem lub złem decyduje, świadomie lub nieświadomie, ludzka postawa.
Istnieje wiele takich praobrazów, wszystkie one jednak tak długo nie pojawiają się w snach jednostki ani w dziełach sztuki, dopóki nie zostaną pobudzone do tego przez świadomość schodzącą z właściwej drogi.
Jeśli jednak świadomość zbłądzi, przyjmując jakąś jednostronną, a więc fałszywą postawę, „instynkty” te ożywiają się i za pomocą obrazów manifestują się w snach jednostki i wizjach artystów i proroków, aby w ten sposób przywrócić równowagę psychiczną.
Tak psychiczna potrzeba narodu urzeczywistnia się w dziele pisarza, i dlatego dzieło naprawdę i w rzeczywistości znaczy dla poety więcej niż jego osobisty los, bez względu na to, czy jest, czy nie jest on tego świadomy.
Jest on w najgłębszym znaczeniu tego słowa narzędziem i dlatego podlega swemu dziełu. Dlatego też nigdy nie możemy spodziewać się po nim interpretacji jego własnego dzieła.
Nadając mu kształt zrobił maksimum tego, na co było go stać.
Interpretację musi więc przejąć potężny podziemny nurt, staje się często bezradnym obserwatorem wydarzeń.
Rozrastające się dzieło jest losem pisarza i określa jego psychologię.
Nie Goethe tworzy Fausta, lecz psychiczna komponenta Faust tworzy Goethego.
A czym jest Faust? Faust jest symbolem, nie tylko semiotycznym znakiem czy alegorią czegoś od dawna znanego, lecz wyrazem żywego praczynnika duszy niemieckiej, któremu Goethe musiał pomóc się narodzić.
Czyż jest do pomyślenia, by Fausta czy Zaratustrę mógł napisać nie-Niemiec? Oba te dzieła czynią aluzję do czegoś, co wibruje w duszy niemieckiej, do „pierwotnego obrazu”, jak to kiedyś określił Jakub Burckhardt, postaci lekarza i nauczyciela z jednej, a posępnego czarownika z drugiej strony, do archetypu zarówno mędrca, pomocnego i przynoszącego zbawienie, jak maga, pozera, kusiciela i diabła.
Obraz ten od niepamiętnych czasów ukryty jest w nieświadomości, gdzie śpi, dopóki nie zbudzi go łaska lub niełaska epoki, a chwila ta nadchodzi wtedy, gdy jakiś wielki błąd sprowadza naród z właściwej drogi.
Tam bowiem, gdzie otwierają się bezdroża, potrzeba wodza i nauczyciela, a nawet lekarza. Zwodnicze manowce są trucizną, która jednocześnie mogłaby być lekarstwem, a cień zbawcy jest diabelskim niszczycielem.
Ten paradoks obserwujemy przede wszystkim na przykładzie mitycznego lekarza: leczący rany lekarz sam jest ranny (klasycznym tego przykładem jest Chiron). W świecie chrześcijańskim jest to rana w boku wielkiego lekarza-Chrystusa.
Faust jednak — rzecz znamienna — nie nosi rany nie jest dotknięty problemem moralnym: można być zarówno człowiekiem ufnym, jak i diabelskim, jeśli potrafi się rozszczepić swą osobowość, i tylko wtedy jest się zdolnym czuć „sześć tysięcy stóp poza dobrem i złem”.
(…) Ale któż jeszcze poważnie wierzy w to, że pisarz wypowiada prawdę wszystkich?
