My. Nas.

Minuchin: Znowu wam przypomnę, że nie wierzę w „nas”.

Wierzę, że jesteście różnymi ludźmi. Jestem tego pewien. I jestem pewien, że macie różny temperament. Czy moglibyście więc przez tę godzinę mówić każde swoim głosem?

Widać, że Minuchin dobrze się czuje w roli autorytetu terapeutycznego. Mnie, terapeutce młodej i początkującej, osiągnięcie pozycji autorytetu wydaje się raczej kwestią przyszłości. Wiem doskonale, że przez to ograniczam swoje możliwości, pozbawiam się roli lidera w rozmowie terapeutycznej. Wciąż słyszę postmodernistyczne wyjaśnienia, że „nie ma jednej prawdy”. Ale nawet terapeuci postmodernistyczni są autorytetami w swoim gabinecie, bo mają pomysł na to, jak prowadzić sesję (choć niekoniecznie na to, co klient powinien robić).

Salvador Minuchin, Michael D. Reiter, Charmaine Borda, Kunszt terapii rodzinnej, przeł. Anna Tanalska-Dulęba, Wydawnictwo Paradygmat, Warszawa, s. 151

***

Pięć lat, bo ten proces zaczął się jeszcze przed terapią… Wyciągania demona z najgłębszych warstw psychiki tylko po to, żeby usłyszeć jego oficjalne stanowisko.

Nie chcę wracać

Eksperymenty na własnej psychice mają tę przewagę, że kiedy jest się badaczem albo ma się takie zacięcie, nie żałuje się samego odkrycia. Nawet jeśli wynik nie jest tym, na co się liczyło.

Człowiek myśli raczej: „A więc to tak.”

To trochę jak z hipotezą, która się nie potwierdziła. Myślałeś, że rzeczywistość wygląda w określony sposób, a wynik pokazuje coś zupełnie innego. Pomyliłeś się. I tyle.

Ale już wiesz, jak jest.

Jeśli jesteś badaczem, nawet amatorem, nie obrażasz się na rzeczywistość. Cieszysz się, że udało ci się zbliżyć do prawdy. A prawda zawsze przynosi ulgę, nawet jeśli nie jest przyjemna.

Nie dlatego, że rozwiązuje wszystkie problemy, ale dlatego, że kończy walkę z rzeczywistością. Od tej chwili nie musisz już zgadywać.

Samo zakończenie niepewności jest ulgą. Nie dlatego, że wszystko ułożyło się dobrze, lecz dlatego, że coś wreszcie się domknęło.

Podobne wpisy