Kłątwołamacz. Jakie to głupie.

Joseph Cambell

Joseph Campbell, Amerykański profesor, pisarz, religioznawca, antropolog i myśliciel. Uznawany za jednego z najwybitniejszych mitografów XX w

Niezręczność czy głupi błąd, pozornie czysty przypadek, ujawnia świat, którego istnienia nikt by nie podejrzewał, i jednostka — niejako wbrew swej woli — zostaje uwikłana w stosunki z siłami, których nie rozumie. Jak wykazał Freud, głupie błędy nie są dziełem czystego przypadku. Są one rezultatem stłumionych pragnień i konfliktów. Są falami pojawiającymi się na gładkiej powierzchni życia, wytwarzanymi przez źródła, których istnienia nawet nie podejrzewamy. A źródła te mogą być bardzo głębokie, tak głębokie jak sama dusza. Głupia pomyłka może okazać się kluczem otwierającym wrota przeznaczenia.


J. Cambell, Bohater o tysiącu twarzy, s. 50

Eric Berne

Eric Berne
Eric Berne twórca analizy transakcyjnej i transakcyjnej teorii gier

Skrypt może stwierdzić, że pacjentowi nigdy nie będzie wolno wyzdrowieć. Terapeuta jest w stanie pokonać i taką klątwę lecz wymaga to niezwykłej mocy i umiejętności. Musi zdobyć całkowite zaufanie Dziecka pacjenta, gdyż sukces może osiągnąć tylko wtedy, gdy będzie pokładało zaufanie w nim, niż w biologicznych rodzicach, którzy podyktowali mu skrypt. (…) Różnicę pomiędzy „klątwołamaczem” (wyzwolenie zewnętrzne lub „wycięcie”) i skryptową antytezą (wyzwalacz zewnętrzny lub „odcięcie”), można zilustrować następująco: Śpiąca Królewna została skazana na stuletni sen, po którym zbudzi się pod warunkiem, że pocałuje ją książę. Całujący ją książę był wyzwolicielem zewnętrznym: remedium znoszącym klątwę, a wpisanym w skrypt. Gdyby książę przybył (…) i rzekł: „Przecież wcale nie musisz tu leżeć!„. Byłaby to, o ile by zadziałała skryptowa antyteza czyli odcięcie, czynnik zewnętrzny, nie zawarty w skrypcie, który jednak może go przełamać.


Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 405

Erich Fromm

Erich Fromm.
Niemiecki filozof, psycholog i psychoanalityk. Artur Rojek pytał czy „wiedział jak żyć”.

Carl Gustav Jung

Nie ma chyba takiego kontaktu pomiędzy dwiema istotami, który by nie wywarł wpływu na obie te istoty. Żadne spotkanie pomiędzy ludźmi (…), nie pozostawia, żadnej ze stron niezmienionej – nawet jeśli zmiany te, będą tak minimalne, że ich skumulowany efekt (…) będzie zauważalny dopiero później

Erich Fromm, O sztuce istnienia
Carl Gustav Jung, psychiatra, uważany za jednego z trzech, obok Zygmunta Freuda i Alfreda Adlera twórców psychologii

Współczesna kobieta uświadomiła sobie niezaprzeczalny fakt, że tylko w stanie miłości może osiągnąć to, co w niej najwyższe i najlepsze. Ta wiedza prowadzi ją do następnej prawdy, że miłość stoi ponad prawem. Poczucie, iż jest się powszechnie szanowaną osobą staje się przyczyną buntu i kobieta zaczyna tę reakcję utożsamiać z opinią publiczną. To nie byłoby jeszcze takie złe. Gorszy jest fakt, że opinia publiczna płynie w jej krwi. Przychodzi do niej jak głos wewnętrzny, jak pewnego rodzaju sumienie i to jest siła, która ją wstrzymuje.

Carl Gustav Jung, Dzieje Gnozy. O naturze kobiety

Człowiek stojący na podwyższeniu i rozdający swoje dobra biednym jest od ludzi oddzielony wielkością swojej cnoty, i im bardziej zapomina o sobie i poświęca się dla innych, tym bardziej jest wewnętrznie wobec nich wyobcowany.

Tamże

Słowo „ludzki” brzmi bardzo pięknie, lecz rozumiane poprawnie nie oznacza niczego szczególnie pięknego czy cnotliwego, lecz po prostu zwyczajną przeciętność. Jest to krok, którego nie mógł zrobić Zaratustra, krok ku „Najbrzydszemu Człowiekowi”, który jest prawdziwym człowiekiem. Nasz opór i strach przed podjęciem tego kroku pokazują, jak wielkie jest przyciąganie i kusząca moc naszej głębi. Odcięcie się od niej nie jest żadnym rozwiązaniem, jest to jedynie udawanie, zasadnicze niezrozumienie jej znaczenia i wartości (…) gdzież znajdziemy wysokość bez głębokości i skąd wziąć światło, które nie rzuca cienia? Nie ma dobra, które nie posiadałoby jako swego przeciwieństwa zła. „Żaden człowiek nie może zostać wybawiony od grzechu, którego nie popełnił”, mówi Karpokrates. (…)

Jeżeli człowiek odrzuci swą wyjątkowość, to kroczy wprost do najniższego poziomu ludzkiego i ostatecznie kończy w bagnie nieświadomości.


Tamże

Co się dzieje gdy kobieta zaczyna stawać się sobą? (…) To coś nowego, że kobiety wywalczają świadomość (…) wiele z tych bohaterek napędza ich własna – typowa dla obecnych czasów – nerwica.

Pia, Skogemann, Psychologia współczesnej kobiety, s. 120

James Hillman

Amerykański psycholog żydowskiego pochodzenia. Studiował na paryskiej Sorbonie i na Uniwersytecie w Dublinie. Uczeń Carla Gustava Junga.
Amerykański psycholog żydowskiego pochodzenia. Studiował na paryskiej Sorbonie i na Uniwersytecie w Dublinie. Uczeń Carla Gustava Junga.

Terminy „anima” i „animus” pochodzą od łacińskich słów określających, odpowiednio, „duszę” i „ducha”. (…) (…) Hiszpański filozof José Ortega y Gasset napisał, że w długim życiu zakochujemy się tylko parę razy. Jest to rzadkie i brzemienne losem zdarzenie, które niezmiernie głęboko nas dotyka i porusza. Kiedy przydarza nam się taka miłość, to z żadnego innego powodu, jak tylko z powodu wyjątkowości i unikalności jej obiektu. Tylko ta osoba, żadna inna. Żadne przymioty i zalety, ani głos, ani biodra, ani konto w banku, żadne projekcje pozostałe po wcześniejszych zauroczeniach czy kopie rodzinnych wzorów zachowań – a tylko jedyność i wyjątkowość tej jednej osoby, którą wybrało oko naszego serca. Bez poczucia nieuchronności przeznaczenia przy dokonywaniu takiego wyboru nie ma mowy o prawdziwej, namiętnej romantycznej miłości. W tego rodzaju miłości mamy do czynienia nie tyle z osobistą relacją czy genetyczną epistazą, co ze swoistą dajmoniczą spuścizną, będącą jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem, darem odziedziczonym po niewidzialnych przodkach.

James Hillman, Kod duszy

Czy pozwolisz mi zaczerpnąć trochę wody?

«Czy pozwolisz mi zaczerpnąć trochę wody?» «Pozwolę — zgodziła się — ale tylko wtedy, kiedy pocałujesz mnie w policzek». «Nic z tego» — powiedział. «A więc nie pozwolę ci wziąć wody». «Daję słowo — mówił dalej — że prędzej umrę z pragnienia, niż cię pocałuję!» Potem wrócił do braci i powiedział im, że nie znalazł wody.

Następnie wybrali się po wodę Olioll, Brian i Fiachra i tak samo trafili do tej studni. Każdy z nich prosił wiedźmę o wodę i każdemu stawiała ten sam warunek, ale żaden z nich nie zdecydował się na pocałunek. Na końcu poszedł Niall i też trafił do tej studni. «Daj mi wody, kobieto» — zawołał. «Dam ci — odparła ale podaruj mi pocałunek». «Nie tylko cię pocałuję, ale nawet uściskam» — powiedział. (…)

Takie jest samo życie. Boska strażniczka niewyczerpanego źródła — bez względu na to, czy jest taka, jak odkrył ją Fergus, czy Akteon, czy Książę Samotnej Wyspy — wymaga od bohatera tego, co trubadurzy i minnesingerzy określali mianem „łagodnego serca”. Nie może jej Zrozumieć ani odpowiednio usłużyć ktoś, kto jak Akteon kieruje się zwierzęcą żądzą, ani ktoś, kto jak Fergus odczuwa do niej niepohamowany wstręt; osiągnąć to można tylko łagodnością, tym, co w miłosnej poezji dworskiej Japonii od dziesiątego do dwunastego stulecia nazywa się awar („łagodnym współczuciem”).

Spotkanie z boginią (która ucieleśniona jest w każdej kobiecie) jest ostatecznym sprawdzianem talentu bohatera i pokazuje, czy potrafi on zdobyć dar miłości (miłosierdzia—Amorfati), która jest samym życiem traktowanym jako opakowanie wieczności.

A kiedy ów wędrowiec jest nie młodzieńcem, lecz dziewczyną, to jest ona dzięki swym zaletom, urodzie lub tęsknocie predysponowana do tego, by stać się małżonką nieśmiertelnego. Wówczas boski małżonek zstępuje z niebios i – czy chce ona tego, czy nie – wiedzie ją do swego łoża. I jeśli wcześniej unikała go, to teraz z jej oczu opadają łuski, jeśli zaś szukała go, to jej pragnienie zostaje spełnione.

Joseph Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, s. 92-93

Natalia de Barbaro

Dziewczynka, chcąc choć przez chwilę się ogrzać, karmi swoje złudzenia. Chce ciepła, ale bezwiednie robi coś, co sprawia, że jest jej jeszcze zimniej; zapałek jest coraz mniej, a ich płomień szybko gaśnie (…) „Akceptować w sobie pustkę jest to sprawa nadprzyrodzona” – napisała Simone Weil, francuska filozofka i mistyczka. „Jednakże potrzeba najpierw jakiegoś wyrwania, czegoś rozpaczliwego, żeby powstała pustka. Pustka: noc duszy.”

Kobiecie, której nigdy nie poznałam, przyśnił się sen. Razem ze swoim mistrzem nurkowała pośród raf koralowych. W końcu dopłynęli do miejsca, gdzie rafy były trujące. Kobieta chwyciła swojego przewodnika za kostkę – on wyznaczał drogę, a ona w pełni mu ufała. I wtedy przewodnik gwałtownie skręcił, kierując ją tam, gdzie rosła owa trująca, ostra rafa koralowa. Zraniła ją głęboko, zaczęła krwawić. „Dlaczego to zrobiłeś?”, spytała, kiedy z powrotem znaleźli się na brzegu. „Tylko zraniony uzdrowiciel uzdrawia” – odpowiedział.

To zdanie ze snu kobiety stało się tytułem wykładu Christine Downing, psycholożki i jungistki. Dedykuję je Wam, których nie znam, które przeszłyście podobną drogę. Doświadczenie rany daje nam możliwość uzdrowienia, także siebie samych – zostajemy własnymi uzdrowicielkami. Rzadko komu udaje się przejść przez życie suchą stopą; a zresztą – czy warto? Moje rozmówczynie znalazły w sobie, poza głodem, także miłość do siebie, która pozwoliła im opatrzyć ranę i zatamować krwawienie. Znalazły też w sobie rozsądek, odwagę, wytrwałość i bystrość umysłu.

Gdyby stanęły teraz przede mną, pokłoniłabym się im głęboko. 

Natalia de Barbaro, Dorosłe dziewczynki z zapałkami

Niemożliwość pożegnań

Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać mu na to, żeby był, jaki jest. 

William Wharton, Tato

Nie żałuj umarłych, Harry, żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości. 

J.K. Rowling, Harry Potter i Insygnia Śmierci

Lepiej kochać, a potem płakać. NASTĘPNA BZDURA. Wierzcie mi, wcale nie lepiej. Nie pokazujcie mi raju, żeby potem go spalić. 

Harlan Coben, Nie mów nikomu
I pewnie dlatego nie mógł się za siebie oglądać Orfeusz, a jednak to zrobił, i chyba wiem czemu

Podobne wpisy