||

Jakie warunki muszą zaistnieć, żeby integrować w sobie impulsy agresywne?

Integrowanie mordercy w sobie

Sam impuls agresywny nie stanowi problemu. Agresja jest elementarną częścią ludzkiego wyposażenia psychicznego – sygnałem mobilizacji, wzrostu napięcia, gotowości do obrony lub działania.

Kluczowe pytanie brzmi nie: „czy pojawił się impuls?”, lecz: „o czym on informuje?”. Czasami wskazuje na realne przekroczenie granicy – wtedy pełni funkcję regulacyjną i ochronną.

Jest informacją, że coś narusza integralność jednostki.

Innym razem nie odnosi się do sytuacji zewnętrznej, lecz do wewnętrznej dynamiki: uruchomionego wstydu, zazdrości, poczucia bezradności czy dawnego konfliktu.

W takich przypadkach reakcja agresywna nie mówi tyle o drugim człowieku, ile o nierozpoznanym napięciu wewnątrz. Dojrzałość polega na umiejętności odróżnienia jednego od drugiego.

Używa się czasem języka potocznego typu „morderca w sobie”, „mordercze myśli” itd. Psychologicznie najbezpieczniej rozumieć to jako: kontakt z impulsami agresji, fantazjami zniszczenia, ale nie jako literalną tożsamość.

Wystrzegajcie się tych, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Albowiem nieuczciwy umysł zawsze jest w konflikcie. Odcina się od swojej ludzkiej seksualności. Odcina się od swojego gniewu, smutku, zranień i swych morderczych myśli. (…)

Droga Przemiany, Lekcja 10
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Marek Konieczniak oraz Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

integracja cienia nie polega więc na „odcinaniu się” od ludzkiego doświadczenia, ale po prostu na uznaniu, że:

tak, psyche zawiera impulsy agresywne, ale jednocześnie wraz z tym uświadomieniem – praca własna polega na wzmocnieniu zdolności wyboru i hamowania działania.

Czyli integrujemy konkretną energię, nie zachowanie.

Impuls, którego nie wolno poczuć w ciele, wraca w działaniu albo w projekcji. Impuls rozpoznany przestaje domagać się ekspresji w formie.

Można stworzyć warunki, żeby o tym rozmawiać, żeby spokojnie integrować, bez przeciążenia, można sobie w tym pomagać. Jakiś czas temu, na herbatce z dziewczynami integrowałam w sobie mordercę i niszczyciela światów.

W ten sposób umysł będzie się stawał coraz bardziej przezroczysty. Nauczysz się patrzeć na swe mordercze myśli i te wszystkie ohydne, nieduchowe rzeczy, które starałeś się zepchnąć do piwnicy.

I coraz bardziej, gdy mówisz sobie prawdę o nich, coraz bardziej, gdy znajdujesz jednego lub dwóch przyjaciół chętnych, by podzielić się z tobą prawdą o sobie, twój umysł staje się coraz bardziej przezroczysty, a coraz mniej masz jakąkolwiek potrzebę skrywania czegokolwiek.

A umysł, który nie jest dłużej oddany skrywaniu, staje się przezroczysty dla samego siebie i poprzez niego Moc Chrystusa może zacząć działać – z pewnością, z poznaniem, z łaską i ze współczuciem.

Droga Serca, Lekcja 3
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Kluczowe pytanie jest: warunki muszą zaistnieć, żeby to było możliwe?

Ten konkretny proces nie wymaga formalnej terapii ale zwykle wymaga obecności regulującego Innego. I to jest coś, co już intuicyjnie czujemy jako ludzie.

Pisząc o „herbatce z dziewczynami”, nie tylko chcę się pochwalić, że czasem wychodzę z mieszkania, ale chcę również zwrócić uwagę czytelnikom bloga – na aspekt tej regulującej obecności innych ludzi.

Integracja głębokich sprzeczności rzadko zachodzi w pełnej izolacji, bo psyche reguluje się relacyjnie, świadek stabilizuje proces, druga osoba pomaga utrzymać granicę między symbolem a działaniem.

Natomiast „prowadzenie” nie musi oznaczać hierarchii.
Bardziej chodzi o jakość pola relacyjnego.

Symetria godności, asymetria odpowiedzialności

W relacji integracyjnej nikt nie jest „wyżej” ale: ktoś może na chwilę pełnić funkcję bardziej stabilizującą dla drugiej osoby, kiedy ktoś inny odsłania więcej treści.

To zmniejsza ryzyko wchodzenia w ratownictwo czy duchową hierarchię. A przez to nie tworzy sytuacji zależności od drugiej osoby.

Analityk nie boi się swojej własnej nieświadomości, zatem nie boi się również otwierać nieświadomości pacjenta i nie wprawia go to w zakłopotanie (…) we mnie jest wszystko (…) jestem mordercą i jestem świętym, jestem człowiekiem narcystycznym i człowiekiem destruktywnym (…) pacjent nie będzie odczuwał, że mówię tylko o nim, lub że zniżam się do jego poziomu, ale będzie czuł, że mówię o czymś w czym uczestniczymy oboje. Stary Testament mówi: „Kochajcie obcego, ponieważ byliście obcy w Egipcie, a zatem znacie duszę obcego” (Deut. 10:19)

Erich Fromm, O sztuce słuchania, terapeutyczne aspekty psychoanalizy, s. 91

Wpadło mi do głowy takie powiedzenie „szczęśliwy starzec, jak przeżyje marzec”.

Zdolność świadków do niewchodzenia w rolę interpretatora

To bardzo ważne. Osoba towarzysząca powinna umieć: nie analizować nadmiernie, nie nadawać sensów za kogoś, nie „duchowo tłumaczyć” czyichś impulsów.

Integracja dzieje się w obecności – nie w nadinterpretacji.

Brak fascynacji cieniem

Relacja musi być wolna od zachwytu nad „mrokiem”.

Jeśli grupa zaczyna: estetyzować agresję, romantyzować destrukcję, traktować ją jako oznakę głębi, proces przestaje być integracyjny i zaczyna być performatywny.

Obecność zwyczajności

To może brzmieć prosto, ale jest kluczowe. Integracja cienia potrzebuje też: śmiechu, herbaty, obgadania chłopaków (mój ulubiony punkt) i ogólnie: zwykłej rozmowy po.

Bo psyche też potrzebuje sygnału: „hej! dziewczyno! życie trwa dalej”.


Bez tego, proces może zostać wciągnięty w patos albo inflację. Patos rzadko sprzyja integracji – wzmacnia raczej identyfikację i podnosi napięcie emocjonalne. Inflacja ego zwiększa podatność na projekcję, ponieważ osłabia zdolność do dystansu wobec własnych treści psychicznych.

Cały proces to jest przeciwieństwo „stawania się kimś większym”, jeśli już to „szerszym”. To jest możliwość chwilowej utraty wizerunku, zagłębiając się we własną dynamikę. W procesie kluczowy jest powrót do rzeczywistości wspólnej.

I to jest niezwykle zdrowy kierunek. Bo prawdziwa integracja cienia zwykle: zmniejsza poczucie wyjątkowości, zwiększa zdolność bycia człowiekiem zwyczajnym.

I to jest dobrze, bo najciekawsi ludzi to z reguły ci mniej ciekawi.

Warunki po stronie integrującego

Ugruntowana struktura „ja”
Osoba musi mieć wystarczającą ciągłość tożsamości i chociaż podstawową zdolność samoregulacji. Bez tego konfrontacja ze sprzecznymi stanami nie prowadzi do integracji, lecz do dezorganizacji i do dezorientacji.

Rozróżnienie porządków
Jasna świadomość różnicy między wewnętrznym doświadczeniem psychologicznym i dotknięciem „stanu” a narracjami mistycznymi czy symbolicznymi. Mieszanie tych poziomów jest destabilizujące i uniemożliwia sensowną rozmowę, a narracja uniemożliwia integrację.

Zdolność do tolerowania ambiwalencji
Możliwość przeżywania sprzecznych emocji w jednym momencie bez konieczności ich natychmiastowego rozstrzygania, usprawiedliwiania, tłumaczenia lub moralnego porządkowania. Bez uciekania się w desperacji do swojej roli. Funkcji itd.

Bezpieczeństwo relacyjne bez infantylizacji
Relacja musi być wystarczająco bezpieczna, ale jednocześnie nie nadmiernie ochronna. Nadmiar regulacji społecznej blokuje dostęp do treści cieniowych.

Adekwatna regulacja pomaga natomiast odsłonić akurat tyle ile może zostać przepuszczone przez system bezpiecznie.

To jest definicja regulowania i przechodzenia procesu bez przeciążenia.

Zgoda na utratę wizerunku
Gotowość do czasowego, chwilowego zawieszenia swojej tożsamości społecznej i obrazu „dobrego”, „dojrzałego” czy „świadomego” człowieka. Można sobie do tego ulubionego obrazu siebie wrócić, ale na czas integrowania konieczne jest zawieszenie go.

Brak presji performatywnej
Rozmowa nie może służyć edukowaniu, imponowaniu innym ani udowadnianiu czegokolwiek. Integracja nie zachodzi w trybie występu. To jest zgoda na: odsłaniam się przed tobą i liczę, że twoja obecność będzie dla mnie regulująca i wspierająca.

Zakotwiczenie w ciele
Dostęp do sygnałów somatycznych i zdolność ich rozpoznawania i nie kontrolowania nadmiernego, ale uruchomienia zdolności do opanowywania siebie. Integracja przeciwieństw nie jest przecież ani procesem czysto poznawczym ani stricte intelektualnym.

Możliwość powrotu do rzeczywistości wspólnej
Kluczowy warunek: osoba musi zachować zdolność do ponownego wejścia w porządek konsensualny.

Bez tej możliwości rozmowa i prowadzenie traci charakter integracyjny. Wymaga to precyzyjnych warunków relacyjnych i psychicznych.

Oświecenie jest stanem, w którym świat – który nie istnieje na zewnątrz ciebie, lecz jest kontekstem, myślami, postrzeganiem, obrazami, które do siebie przyciągnąłeś – nie ma już dłużej nad tobą żadnej władzy.

Droga Przemiany, Lekcja 10
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Marek Konieczniak oraz Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Stawanie się Symbiontem

Mówienie otwarcie o procesach psychicznych i duchowych – bez sensacyjności, ale też bez naiwnego uspokajania – jest formą odpowiedzialności.

Lęk nie rodzi się z samej ciemności, lecz z braku języka, który pozwala ją pomieścić. Nie chodzi o rozumienie intelektualne, lecz o doświadczenie, które nadaje jej sens.

Jeśli, jak sugerował Jerzy Prokopiuk, odzyskiwanie świadomości kolektywnej może dokonywać się poprzez masową edukację, to właśnie rzetelne wyjaśnianie i oswajanie tych zjawisk staje się jednym – nie najważniejszym – ale jednym z elementów realnej pomocy.

W tradycjach mistycznych (chrześcijańskich, gnostyckich, buddyjskich, sufickich) pojawia się wspólny motyw:

To, przed czym uciekasz, staje się twoim nauczycielem.

W języku psychologicznym – cień,
W języku Campbella – jaskinia, do której człowiek boi się wejść,
W języku Eminema czy szerzej popkultury – Venom / potwór,
W języku Berna czy Junga to demon,
W języku Freuda to id w czystej postaci, czyli chyba to samo co potwór/demon,
W języku mistyków – próba, kuszenie, „ciemna noc”.

Ale kluczowy moment nie polega na zniszczeniu potwora. Polega na transformacji relacji z nim.

W filmie Venom przestaje być wyłącznie pasożytem w momencie, gdy między nim a Eddiem pojawia się dialog. Akceptacja smutku, to również danie sobie prawa do momentu „niespodziewanej przyjemności” – kiedyś.

Nie chodzi o to, kto kogo kontroluje, tylko czy jest świadomość negocjacji.

To jest dokładnie moment, w którym energia przestaje być demoniczna, a zaczyna być powoli integrowana. Co jest procesem – rzecz jasna – rozłożonym na całe życie.

I proces ten nie musi być „dramatyczny”.

Bo to dramatyczne w brzmieniu „stawanie się symbiontem”, o którym śpiewa Eminem, jest niczym ponad uznanie własnej odpowiedzialności.

To nie jest gloryfikacja ciemności. To jest odebranie jej totalnej autonomii w ludzkim doświadczeniu.

W filmie i w utworze Eminema Venom nie jest po prostu potworem. Jest czymś, co
też wzmacnia, ujawnia się i radykalizuje to, co już w Eddiem istnieje.

Bohater nie tworzy go od zera. On go amplifikuje. Mistycznie to brzmi jak klasyczny motyw:

to, co uznajesz za „obce”, okazuje się energią twojej własnej psychiki, z której ty sam czynisz potwora, bo uznałeś, że istnieją jakieś demoniczne siły, które mają moc by odciągnąć cię od twojej relacji z Bogiem.


Mistycznie to jest moment przejścia z projekcji do integracji. Bo dopóki:

  • winny jest świat,
  • winny jest diabeł/demon,
  • winny jest system,
  • winny jest cień,

To nie ma wolności. Jest projekcja na „figurę” demoniczną lub „człowieka” czy innych ludzi.

Wolność albo jej zalążek – pojawia się dopiero wtedy, gdy potrafimy powiedzieć: „To też jest we mnie. I ja decyduję, jak tego użyję czy może; pozwolę sobie na odbieranie innych „impulsów”.

Tak więc biegałeś dokoła, próbując zaglądać innym w kieszenie. Starałeś się uwieść niektórych z nich, próbując skłonić ich do poddania, po to, by posiąść ich ubranie (…)

Droga Serca, Lekcja 6
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl

W „Drodze Mistrzostwa” metafora „ubrania” tożsamości wskazuje na identyfikację z formą – próbę zawłaszczenia czegoś/kogoś, zamiast uznania, że źródło jest i zawsze było wewnętrzne.

Bez względu na to jak próbuje przedstawić to umysł. To jest jak rozpracowanie samego siebie.

Campbell dopowiada poniekąd tę strukturę inicjacyjną, bo bohater musi uznać – samodzielnie uznać – że to, czego nienawidzi, jest nim samym.

Jego opory zostają jeden po drugim przełamane. Musi pozbyć się: dumy, cnoty, urody i życia i pokłonić się przed, albo poddać się temu, czego absolutnie nie akceptuje, czego zupełnie nie znosi. Wówczas przekonuje się, że on i jego przeciwieństwo, nie należą do odmiennych rodzajów, ale są jednym ciałem.

Joseph Campbell, Bohater o tysiącu twarzy, s. 85

Kiedy pomiot liryczny śpiewa;

You marvel that? Eddie Brock is you. And I’m the suit, so call me Venom.

„Suit” jest dosłowną ale metaforą. To nie jest demon z piekła, ale ma swoje „przebranie”. To jest energia, która potrzebuje gospodarza. Zawsze tak było. To jest siła bez kierunku, ale tylko do momentu dopóki nie spotka świadomości swojego gospodarza.

Venom z filmu, Jezus z „Drogi Mistrzostwa” i Campbell mówią o tym samym procesie –
o przejściu od walki z własną ciemnością do świadomego współistnienia z nią.

  • Nie chodzi o prywatny raj na ziemi,
  • Nie chodzi o bycie „czystym” duchowo,
  • Nie chodzi nawet o bycie szczęśliwym.
  • Nie chodzi o zniszczenie instynktu.

Chodzi o:

  • uznanie tej energii,
  • przyjęcie odpowiedzialności za nią,
  • odzyskanie możliwości wyboru.

Tylko tyle i aż tyle.

Mistycznie jest to powrót do jedności w sobie. Psychologicznie: integracja. Egzystencjalnie: dorosłość, odpowiedzialność za siebie i innych.

W każdej z tych narracji pojawia się warunek. Jeśli świadomość jest słaba to energia przejmuje stery. Jeśli świadomość jest obecna – energia staje się mocą. To nie dzieje się z poniedziałku na wtorek.

To dlatego mistycy mówili o „czuwaniu”. Campbell pisał o przełamaniu oporu, choć tu zstąpienie w myśli Listu 6 – pewnie bardziej odpowiada temu, co autor miał na myśli. Dla nikogo nie jest to łatwe, zmierzam do tego, że;

Venom bez Eddiego jest destrukcyjny i szuka jednostek „labilnych moralnie”, a z Eddiem – on dalej jest ambiwalentny, ale jest też twórczy. Eddie bez Venoma jest słaby.

Stanie się „symbiontem” nie oznacza więc oddania się mrokowi. Oznacza przyjęcie faktu, że mrok jest po prostu energią – bez świadomości faktycznie mroczną – ale świadomość bez tej energii jest po prostu bezsilna.

Dopiero razem tworzą podmiot zdolny do wyboru.

I wtedy zmiana świata faktycznie zaczyna się od środka – nie jako moralna deklaracja, ale jako realne przesunięcie struktury psychicznej w kierunku zwiększenia świadomości siebie.

Ostatnia uwaga ogólna jest taka, że współczesna kultura wytworzyła dość wysoki poziom wrażliwości na cierpienie jednostki, lecz nie wypracowała równoległych mechanizmów systemowej refleksji nad psychiką władzy.

Tymczasem nieprzepracowany konflikt intrapsychiczny, połączony z dostępem do narzędzi przymusu, ma konsekwencje nieporównywalnie większe niż prywatny kryzys relacyjny.

Skala skutków konfliktu psychicznego jest proporcjonalna do zakresu sprawczości osoby, która go niesie. W życiu prywatnym dotyczy on może kilku relacji.

W strukturach władzy może kształtować losy całych społeczeństw.

Podobne wpisy