|||

Introspekcja. Słyszę głosy ale tego nie leczę

Słowniczek

Niezbędne pojęcia, konieczne dla zrozumienia tekstu, potencjalnych przyczyn słyszenia głosów.

Psychiatra R.D Laing uważał, że pozostawienie rozwoju ostrych zaburzeń umysłowych i emocjonalnych własnemu biegowi może dać pozytywne rezultaty. Nie musi stać się upadkiem, może być przełomem.

Ale oczywiście może też zakończyć się leczeniem psychiatrycznym. Zalecana ostrożność i zachowanie zdrowego rozsądku.

„głęboko pod powierzchnią przeciętnego sumienia jakiś głos szepce cicho: Coś tu się nie zgadza, i to niezależnie od tego, jak bardzo opinia publiczna czy kodeks moralny popierają naszą prawość. (…) istnieje prawo poza ludzką moralnością, poza ludzkim pojęciem prawa – prawo, którego nie sposób oszukać”.

Carl Gustav Jung, O rozwoju osobowości, s. 51

„osoba, której sądy oparte są na uprzedzaniach i „wyrobionych poglądach”, a nie na wnikliwej obserwacji tego co rzeczywiście się dzieje

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej?

„ktoś kto obserwuje wydarzenia na Ziemi, nie kierując się uprzedzeniami i wyrobionymi poglądami.”

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej?

„Zdecydowana większość ludzi przystosowała się tak bardzo, że porzucili wszystko co jest „ich” (…) Ich dotychczasowe odczuwanie miłości i nienawiści zostało tak bardzo zmniejszone, tak bardzo stłumione, że są one objawem przewlekłej, łagodnej schizofrenii.”

„Cała kultura napędzana jest określonym rodzajem patologii i organizuje swe środki, by oferować zaspokojenia dopasowane do patologicznego modelu. (…) przeciętna jednostka nie doświadcza już izolacji i oddzielenia, jakie odczuwa osoba w pełni schizofreniczna. Czuje się swobodnie, mając wokół siebie tych, którzy cierpią na podobne deformacje psychiczne; w rzeczywistości to w pełni zdrowa osoba czuje się wyizolowana w chorym społeczeństwie”

Erich Fromm, w wywiadzie dostępnym tutaj oraz „Anatomia ludzkiej destrukcyjności”

„Człowiek nie dysponuje świadomością tak rozległą, jaka byłaby niezbędna do uświadomienia sobie prawdziwych przeciwieństw tkwiących w naturze ludzkiej, (…) Im większa jest nieświadomość, tym większa dynamika. Dlatego w miarę, jak wzrasta stopień odszczepienia świadomości od nieświadomości, rośnie też niebezpieczeństwo infekcji psychicznej, a tym samym psychozy masowej. W chwili utraty idei symbolicznych pomosty do nieświadomości zostają zerwane. Już żaden instynkt nie chroni przed niezdrowymi ideami i wzniosłym pustosłowiem

Carl Gustav Jung, Aion. Przyczynki do symboliki Jaźni

Według Erica Berna, osiągnięcie autonomii życiowej ujawnia się poprzez wyzwolenie, czy też odzyskanie trzech zdolności: świadomości, spontaniczności oraz intymności. Mówimy tu o „odzyskaniu” ponieważ na pewnym etapie życia, utrata autonomii jest niezbędna do zapewnienia biologicznego i społecznego przetrwania.

Podczas pierwszych dwudziestu czy trzydziestu lat życia, nie jest możliwe ani jej odzyskanie ani zauważenie własnych gier. Na poziomie psychologicznym, dla większości jest to niemożliwe bez względu na wiek.

Eric Berne, W co grają ludzie. Psychologia Stosunków międzyludzkich

„Odcięcie wczesnego programowania rodzicielskiego i zastąpienie go innym, bardziej przystosowanym w procesie regresji (szczególnie u schizofreników).”

E.Berne, „Dzień dobry i co dalej”

„Skwera nie należy mylić ze zdezorientowanym schizofrenikiem, którego Rodzic nie działa wcale, a Dorosły bardzo słabo, przez co musi zmagać się ze światem jako zagubione Dziecko„.

„Ciekawe, że na co dzień epitet „skwer” używany jest wyłącznie w stosunku do mężczyzn lub, w rzadkich przypadkach, do męskich kobiet.”

Eric Berne, W co grają ludzie. Psychologia stosunków międzyludzkich

Gdy analityk mówi: „Celem życia większości istot jest wypełnianie dyrektyw rodziców”, egzystencjalista sprzeciwia się: „Lecz nie jest to cel w tym sensie, w jakim ja używam tego słowa”. Analityk odpowiada: „Jeśli znajdziesz lepszy cel, daj mi znać„. Ma bowiem na myśli to, że jednostka nie jest w stanie nawet zacząć myśleć o lepszym celu, póki zadowala się wypełnianiem rodzicielskich dyrektyw. Analityk proponuje autonomię. Egzystencjalista pyta: „Tak, ale zastanawiam się co zrobić z autonomią jeśli się ją już ma?”. Analityk odpowiada: „Na ten temat, nie wiem ani trochę więcej niż ty, wiem tylko, że niektórzy ludzie są mniej godni pożałowania niż cała reszta, mają bowiem w życiu więcej możliwości wyboru„.

Eric Berne, Dzień dobry i … co dalej?

Spontaniczność dla Berna oznaczała wybór, po prostu: wolność wyboru. Umiejętność wyrażania własnych uczuć z dostępnego asortymentu wzajemnie sprzecznych i wykluczających się stanów ego. (uczucia Rodzica, uczucia Dorosłego i uczucia Dziecka). Zob: stany ego.

„Świadomość oznacza zdolność widzenia ekspresu do kawy i słyszenia śpiewu ptaków na własny sposób, a nie tak jak nas nauczono. Można zasadnie przyjąć, że niemowlęta słyszą i widzą inaczej niż dorośli i że ludzie w pierwszych latach życia kierują się bardziej poczuciem piękna niż intelektem”

„Człowiek świadomy jest żywy, ponieważ wie, jak czuje, wie, gdzie jest i co się dzieje w danej chwili. Wie, że po jego śmierci drzewa rosnąć będą nadal, lecz jego już nie będzie i już ich nie zobaczy. Dlatego teraz chce je widzieć najintensywniej, jak potrafi.”

Eric Berne, W co grają ludzie. Psychologia Stosunków międzyludzkich

„Intymność to spontaniczna, wolna od gier otwartość osoby świadomej, osiągnięcie ejdetycznej percepcji nieskażonego Dziecka w całej jego naiwności żyjącego tu i teraz.

Ponieważ intymność jest w istocie funkcją naturalnego Dziecka (choć wyrażaną w matrycy psychospołecznych uwikłań), zazwyczaj zostaje spełniona, jeśli nie zakłócą jej gry. Tym, co ją niszczy, jest na ogół przystosowanie się do wpływów Rodzica. Niestety, jest to zjawisko prawie powszechne.

Lecz zanim tak się stanie, większość dzieci okazuje miłość, która, jak dowiedziono eksperymentalnie, jest sednem intymności.

E. Berne, W co grają ludzie, s. 151 – 152

„To wszystko zaczęło się sześć miesięcy temu, kiedy to patrzyłam na swój ekspres do kawy i po raz pierwszy naprawdę go zobaczyłam. I wiesz, jak jest teraz, wiesz, że słyszę śpiew ptaków i patrzę na ludzi, a oni są wtedy prawdziwymi ludźmi i co najważniejsze ja też jestem wtedy naprawdę. I nie tylko wtedy, ale i teraz tutaj jestem naprawdę.”

Eric Berne, W co grają ludzie? Psychologia stosunków międzyludzkich s. 146

Słyszę głosy ale (już) tego nie leczę

Głosy w głowie można potraktować jak:

  1. zburzenie psychiczne
  2. chorobę psychiczną
  3. zdolność psychiki

W popularnonaukowych opracowaniach internetowych dominują pierwsze dwie opcje, z uwzględnieniem drugiej, więc tekst powstaje dla równowagi.

Czy to schizofrenia?

Schizofrenia oraz zaburzenia psychotyczne diagnozowane są 4,6 razy częściej niż przed pandemią Covid19. Badania (Wanhong Zheng, West Virginia University, pismo MedRxiv)1 przeprowadzono na osobach, które przed infekcją nie miały diagnozowanej schizofrenii, ani choroby afektywnej dwubiegunowej, depresji, zaburzeń osobowości czy traumy/wstrząsu psychicznego.

Nasuwa się więc logiczne pytanie czy słyszenie głosów jest równoznaczne z koniecznością diagnozowania schizofrenii w każdym przypadku?

Temu kto nigdy tego nie doświadczył na samym sobie, tego rodzaju możliwość wydaje się być całkowicie fantastyczna, albowiem normalny człowiek „wie przecież co myśli”. Ta dziecięca naiwność „normalnego człowieka” stanowi absolutną regułę. Dlatego po kimś kto nigdy nie miał tego rodzaju doświadczenia, nie można się spodziewać, że zrozumie (…)

Carl Gustaw Jung, Archetypy i symbole. Pisma wybrane, s. 84,85

Przyzwolenie na słuchanie głosów

Aby odblokować zdolność introspekcji, słuchać dialogów i obserwować obrazy – potrzebne jest przyzwolenie. Każdy z nas może dać je sobie oczywiście sam ale z reguły jest bardziej efektywne kiedy zrobi to terapeuta.

Dzieje się tak z przyczyn, powiedzmy, że formalnych:

Ponieważ ludzie, którzy mówią do siebie uważani są powszechnie za wariatów, niemal każdy nosi w sobie zakaz słuchania głosów ze swej głowy. Zdolność tę można szybko odzyskać, jeśli otrzyma się odpowiednie pozwolenie (…)

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 318

Potrzebujemy dwóch przyzwoleń.

  1. Przyzwolenie na słuchanie dialogu
  2. Przyzwolenie by nie wypełniać nakazów Rodzica

Kiedy mówimy „Rodzica” nie mamy na myśli literalnie biologicznego rodzica. Ale stan ego „ja Rodzic” (Stany ego).

Chciałoby się wręcz wysunąć twierdzenie, że to nie rodzice, lecz drzewa genealogiczne, dziadkowie i pradziadkowie, babki i brababki są prawdziwymi rodzicami dziecka i lepiej tłumaczą jego indywidualność (…). A zatem prawdziwa psychiczna indywidualność dziecka stanowi kombinację czynników zbiorowych, które w psyche rodziców istnieją jedynie potencjalnie (…) Fakt, że takie treści istnieją u nie dysponującego jeszcze świadomością dziecka, to fakt bogato udokumentowany.

Carl Gustav Jung, O rozwoju osobowości, s. 56

Tradycja introspekcji czyli bezpośredniego obserwowania tego co dzieje się w środku nas samych, została we współczesnej psychologii zastąpiona metodą swobodnych czy też wolnych skojarzeń.

Psychiatra Eric Berne uważa jednak, że jest to o tyle dobra metoda, o ile „dobra” jest stojąca za nią psychopatologia czyli: zmiana ról, intruzje, życie za kulisami.

Czasami jednak, na pewnym etapie, brakuje oczywistej i „wystarczająco dobrej” psychopatologii, żeby swobodne skojarzenia były metodą sprzyjającą odzyskiwaniu autonomii życiowej i sprawdzeniu jak funkcjonuje konkretny umysł.

Odnośnie tego co definiujemy jako schizofrenię, należy odnotować trzy kwestie:

  1. Historia leczenia „typowego schizofrenika”, który wymaga leczenia klinicznego i farmakoterapii, najczęściej sięga już czasów szkolnych. Zaburzenia i problemy natury psychicznej pojawiają się stosunkowo wcześnie. Z reguły już w pierwszej połowie życia. W rodzinach schizofrenicznych brakuje często jakichkolwiek autentycznych, szczerych relacji interpersonalnych.
  2. Według dostępnych badań, tylko jedna trzecia osób, które mają doświadczenie słyszenia głosów wymaga interwencji psychiatrycznej. Pozostali żyją normalnie. Słyszenie głosów nie jest więc równoznaczne z koniecznością diagnozowania schizofrenii.
  3. Istnieje zjawisko „przewlekłej łagodnej schizofrenii” i „psychozy masowej„, które dotyczą określonego sposobu funkcjonowania społeczeństwa. Czyli chorego społeczeństwa, które nie wie, że jest chore – a inni się nie orientuję: „braku kontrastu”. Możliwe, że rodzice – odwrotnie niż w pierwszym przypadku byli już wystarczająco dobrzy i pozwolili dziecku to zauważyć. Nie znaczy to oczywiście, że nie przekazali potomstwu patologicznych wzorów.

Patologiczne wzory musiały zostać przekazane, ponieważ według Berna „podczas pierwszych dwudziestu czy trzydziestu lat życia niezbędne dla biologicznego i społecznego przetrwania.” (Berne)

Stanowią kluczowy element socjalizacji, każda forma psychoterapii jest wymagającym procesem ponieważ:

Kiedy procesy patologiczne znajdują odzwierciedlenie we wzorach społecznych, tracą swój jednostkowy charakter. Przeciwnie, chora jednostka czuje się w takim społeczeństwie jak w domu, otaczają ją bowiem inne, podobnie chore jednostki. Cała kultura napędzana jest określonym rodzajem patologii i organizuje swe środki, by oferować zaspokojenia dopasowane do patologicznego modelu. (…) przeciętna jednostka nie doświadcza już izolacji i oddzielenia, jakie odczuwa osoba w pełni schizofreniczna. Czuje się swobodnie, mając wokół siebie tych, którzy cierpią na podobne deformacje psychiczne; w rzeczywistości to w pełni zdrowa osoba czuje się wyizolowana w chorym społeczeństwie – i może cierpieć na tak wielkie trudności w komunikacji z innymi, że w ich rezultacie niewykluczone jest nawet popadnięcie w psychozę.

Erich Fromm, Anatomia ludzkiej destrukcyjności

Żaden rodzic nie miał wystarczającego doświadczenia z dziećmi, zanim te pojawiły się na świecie. Dlatego, biorąc pod uwagę popularność usług terapeutycznych czy seriali o tematyce okołoterapeutycznej coraz więcej ludzi doskonale rozumie, że:

Dużą częścią dorosłości jest oduczenie się wielu rzeczy, których cię nauczono, przez ludzi, którzy nie wiedzieli co robią

Tomasz Gładysz, Uwierz w siebie, znaleziono na: źródło

W takim przypadku, chcąc wyjść z „przewlekłej łagodnej schizofrenii”, i „psychozy masowej”, które są zjawiskami społecznymi, introspekcja może pozwolić nam zdjąć pokrywę z „czarnej skrzynki” i pozwolić bezpośrednio sprawdzić jak funkcjonuje konkretny umysł.

Niezależnie od pomysłu na poznawanie siebie czy osiągnięcie życiowej autonomii, słuchanie głosów ze swojej głowy, a nawet kilkakrotne ich usłyszenie – bez względu czy poddajemy je własnej obserwacji czy diagnozie – jest po prostu ekstremalnie niekomfortowe. Zgodnie z zasadą, że nikt przecież nie zagląda do czarnych skrzynek, jeśli nie doprowadzi się do poważnej awarii samolotu.

Do awarii można doprowadzić prosto, wystarczy nie stosować mniej lub bardziej prymitywnych metod walki z niepokojem.

To poważnie narusza poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza jeśli całe życie, wszystko co mieliśmy w głowie, zwykliśmy uważać za własne myśli, z którymi – siłą rzeczy – byliśmy silnie zidentyfikowani.

Sam ten akt może pozwolić na zorientowanie się, jak funkcjonują sterowniki skryptu życiowego, ograniczające życiową autonomię.

Można to szczególne doświadczenie potraktować jako element, kontrowersyjnego, ale jednak: rozwoju osobistego.

Pamiętając oczywiście, że żyjemy w czasach, w których każdy aspekt ludzkiego życia, rzecz jasna poza „praktykowaniem psychiatrii” może być postrzegany jako patologia.

Psy cyrkowe skaczą, gdy treser strzeli z bata, ale naprawdę dobrze wyszkolony pies wykonuje skok bez bata

George Orwell, Folwark zwierzęcy

Kontrowersyjny rozwój osobisty

Tam gdzie pojawiają się kontrowersje, w kwestiach dotyczących zdrowia psychicznego szczególnie, tam pojawia się również pewnego rodzaju ryzyko psychologiczne.

Ostatecznie, ktoś przecież robi te statystki pacjentów szpitali psychiatrycznych:

Rozwój taki mógłby być niebezpieczny w wypadku człowieka, którego osobowość nie jest ugruntowana (…) proces ozdrowienia mobilizuje te siły do własnych celów (…) tam gdzie nasz rozsądek, nasza wola i nasze dobre zamiary nigdy nie zdołają się przebić, wyobrażenia te pochodzą bowiem z owych głębi i przemawiają takim językiem, którego nasz dzisiejszy umysł wprawdzie już nie pojmuje, który jednak by tak rzec, porusza to, co w człowieku najbardziej wewnętrzne (…) – to koncentracja i integracja sił, które w miarę rozwoju przyczynią się do powstania nowego ładu2

C. G. Jung, Praktyka Psychoterapii, Przyczynki do problematyki psychoterapii i do psychologii przeniesienia, s. 24

Rozwój taki jest więc możliwy jeśli człowiek wykazuje gotowość i determinacje do zburzenia iluzji na jakich zbudował swoje postrzeganie świata.

I kiedy nie obowiązują go już te same przesłanki, które są stosowane do klientów usług terapeutycznych nastawionych zbiorowo tj. nie potrafiących ani myśleć, ani czuć inaczej niż tylko na drodze projekcji. Czyli wtedy, kiedy jak pisał Jung, postrzeganie świata, nie jest zredukowane do przesłanek ogólnych, które obowiązują człowieka nastawionego zbiorowo.

wielkimi zbiorowiskami ludzkimi żądzą prawa psychologii stada (…). Człowiek w ogóle ma cechy prymitywne, należy więc stosować do niego metody techniczne. Ba, popełnimy błąd w sztuce, stosując do człowieka metody inne niż „techniczne poprawne” czyli takie, które zostały uznane za powszechnie skuteczne i wiarygodne.

C. G. Jung, Praktyka Psychoterapii, Przyczynki do problematyki psychoterapii i do psychologii przeniesienia, s. 16-17

Psychoterapia może odblokować inne funkcje psychiki niż dominujące myślenie i dać nam dostęp do naszej „czarnej skrzynki” bardziej bezpośrednio niż przez metodę swobodnych skojarzeń.

„Zobaczyliśmy ekstremalne przypadki chorób psychicznych i uwierzyliśmy, że podzielony umysł oznacza zawsze coś złego. (…) Bycie „panem swojego umysłu” jest wygodne – znacznie łatwiej jest kontrolować cały umysł niż zbiorowisko bytów w wewnętrznej społeczności. Trzymamy się więc tego paradygmatu jednolitej osobowości i daje nam to uczucie bezpieczeństwa. (…) Carl Jung również był przekonany, że nasza osobowość składa się z wielu różnych części. Jung rozmawiał z nimi i odkrył, że w jego psychice są rzeczy, których on nie tworzy samodzielnie, ale które mają swoje własne życie.”

Michał Pasterski, Nasze umysły składają się z części

Uczciwie mówiąc każda interwencja terapeutyczna może pobudzić, zarówno to Carl Jung nazywał procesem indywiduacji czyli proces stawania się całością, jak i utajnioną psychozę, która może przejść w stadium pełnoobjawowe.

Trudno wyrokować we własnej sprawie, dlatego dyletancka zabawa metodami terapeutycznymi – a nawet praktykami duchowymi – jest raczej niewskazana.

Psychoanalityk Franz Alexander w tekście „Trening buddyjski jako sztucznie wywołana katatonia” argumentował, że medytacja buddyjska prowadzi od melancholii poprzez katatonię do schizofrenii. Mimo negatywnej wymowy artykułu, Goleman (1998, s. 201) dostrzegł w nim „uderzające podobieństwo pomiędzy metodą psychoanalizy a doktryną buddyzmu w zakresie przezwyciężania rzeczywistego oporu i narcyzmu tak, że jest się zdolnym do przypomnienia sobie przeszłości zamiast powtarzania jej w procesie regresji

Sieradzan, J. (2016). Psychologia a buddyzm. Czego psycholodzy mogą się nauczyć od buddystów a buddyści od psychologów? Podstawy Edukacji. Zrównoważony rozwój, 9, 65–80

W związku faktem, że każda myśl jest powiązana z jakąś reakcją uczuciową (psychologia niemiecka mówi o apercepcji) to kiedy, przestajemy identyfikować się ze swoimi myślami i zrywamy związek z reakcjami uczuciowymi uprzednio z nimi powiązanymi – procesowi mogą towarzyszyć mniej lub bardziej intensywne objawy ze spektrum lęku.

Głosy w głowie

Większość ludzi jest obciążona Rodzicielską dyrektywą, zakazującą słuchania głosów z głowy. „Jeśli słyszysz głosy, jesteś szalona”.

  • Wewnętrzne Dziecko lęka się tego co usłyszy, a
  • Dorosły uwięziony pomiędzy dwoma stanami ego tj. wewnętrznym Rodzicem i Dzieckiem, znajduje się w psychicznym potrzasku i próbując dla swojej sytuacji znaleźć racjonalne wytłumaczenie

Reasumując wolimy głosów nie słuchać, by podtrzymać iluzję autonomii życiowej i jednorodności osobowej. Czy też zostać aktorem na scenie teatru świata. W roli.

Iluzja jednorodności osobowej jest w społeczeństwie zachodnim powszechna, wydaje się normą, chyba jedynie na zasadzie braku kontrastu.

A może to zawsze były głosy?

Można zrobić prosty test. Jeśli to my tworzylibyśmy własne myśli, z łatwością można byłoby przewidzieć, nie tylko co za chwilę pomyślimy, ale nawet jaka będzie następna.

Jednak nie da się tego zrobić bo one, po prostu się pojawiają (skądś) i natychmiast łączą z jakąś reakcją uczuciową (prowadząc nas dokądś) – mamy więc wynik w postaci reakcji czy nawet całej drogi życiowej, choć cały proces rozgrywał się na poziomie nieświadomości.

Która u większości ludzi jest już oderwana od świadomej orientacji w świecie ale nieświadomość ma charakter kompensacyjny. Czyli: im mniejszy świadomy kontakt z… nieświadomością, tym bardziej dynamiczne jej działanie i wpływ na życie.

Jeśli jednak możliwość słyszenia głosów się odblokowała, można zacząć od strony understandingvoices.com ale Eric Berne krótko wyjaśnia temat w dziale „Kukiełka brzuchomówcy”.

Czytając dalszą część tekstu dobrze filtrować go w oparciu o cytat Josepha Cambella:

patrząc wstecz na to, co wydawało się nam naszą unikalną, nieprzewidywalną i niebezpieczną wędrówką, przekonujemy się w końcu, że jest to jedynie ciąg typowych przeobrażeń, jakie przechodzą mężczyźni i kobiety w każdym zakątku świata, we wszystkich stuleciach, z których zachowały się jakieś przekazy i w każdej, choćby dziwacznie przebranej, kulturze.

Joseph Cambell, Bohater o tysiącu twarzy, Mit i sen s. 25

I pamiętać, że jedną z najbardziej spektakularnych historii, o przechodzeniu zaburzeń lękowych całkowicie „na ostro”, bez leków, jest postać człowieka, który zrobił to na pustyni, a jego przyjście na świat zwiastowało Nową Erę. Naszą erę.

Prawdziwa i iluzoryczna autonomia życiowa

Pola oznaczone jako „urojenia” i „iluzje” są przyczyną trwania w błędnych przekonaniach. Trwa w nich większość członków społeczeństwa. Nawet jeśli intuicyjnie wiedzą, że są błędne. Jednak intuicja rzutowana jest nieświadomości więc większość ludzie raczej nie ufa własnym intuicyjnym spostrzeżeniom.

Relatywnie niewielki odsetek populacji Ziemi ma jakieś bezpośrednie powiązanie z siłami działającymi w tym istnieniu więc większość zdana jest na łaskę, lub niełaskę własnego myślenia czyli jakichś postrzeżeń powiązanych z osądami. Myślenie jest zaprogramowane rodzicielsko i społecznie.

Filozof na przykład – pisze Eric Berne – może podniecać się swoim „myślę więc jestem„, ale analityk skryptów życiowych, może wejść w polemikę z zasadnym pytaniem „Tak, ale SKĄD masz wiedzieć, co masz myśleć?”. Inny słowy, zostałeś zaprogramowany do myślenia w określony sposób.

Filozof powie „Tak, ALE nie to mam na myśli”, ponieważ oboje zaczęli grać w grę „tak, ale” wydaje się, że ta rozmowa prowadzi donikąd.

Analityk skryptów życiowych może powiedzieć coś, co na pewno nie spodoba się filozofowi np. jeśli PRZESTANIESZ myśleć tak, jak nakazali ci twoi rodzice, możesz myśleć lepiej.

Filozof na 99,9% zaprotestuje, jak to się często czy zawsze zdarza, akcentując, że on już podąża swoimi nieutartymi ścieżkami myślowymi. Własnymi. Jest autonomiczny.

Analityk będzie jednak zmuszony powiedzieć mu, że to jest rodzaj iluzji, a nawet jeszcze więcej, że jest to rodzaj iluzji, na który filozof nie może sobie pozwolić.

Filozofowi zgodnie z przewidywaniami zaprotestuje, ale analityk nie może ignorować swojej wiedzy, ich polemikę należałoby więc odłożyć na czas, kiedy – pisze Berne – filozof zacznie samego siebie traktować nieco poważniej.

Zubożenie emocjonalne polega więc na tym, że dysponując 4 funkcjami psyche, używamy jednej, dominującej, programowanej. Doprowadza to do upośledzenia innych funkcji poznawczych.

Funkcja czucia jest jednak czymś pierwotnym i znosi się z funkcją myślenia. Nie można myśleć i czuć jednocześnie, wiara, że można jest złudzeniem, czystą fikcją.

Jung pisał, że ta funkcja u każdego człowieka jest jak otwarta rana. Może przez nią wejść… wszystko. Psychodeliczny film „Być jak John Malkovich” obrazuje problematykę i nie polecam go oglądać, szczególnie, kiedy słyszy się głosy.

I właśnie w tym kontekście – kwestii dogmatycznej wiary czy religii – nie ma sensu chwilowo poruszać;

Kultura chrześcijańska w zaskakująco dużej mierze okazała się pusta: to tylko położona na zewnątrz politura, tymczasem człowiek wewnętrzny pozostał przez nią nietknięty. Stan duszy nie odpowiada temu w co człowiek z pozoru wierzy (…) wszystko pozostało na zewnątrz, w obrazie, i w słowie, w Kościele, i w Biblii. Ale środek pozostaje pusty.

C.G.Jung, Psychologia, a Alchemia, s. 21
  • Erich Fromm nazywa to zjawisko „łagodną, przewlekłą schizofrenią„,
  • Carl Gustav Jung zjawiskiem „psychozy masowej„.
  • Eric Berne o takich ludziach mówi, że „nie są prawdziwymi ludźmi” ale, że stanowią większość społeczeństwa postuluje, żeby jednak czegoś się o nich dowiedzieć.

Dotykamy popularnego w literaturze i sztuce więc oklepanego motywu „jednostka kontra społeczeństwo”. Większość społeczeństwa postępuje w myśl rodzicielskich dyrektyw. Ciągnących się z pokolenia na pokolenie, przekazywanych wzorów. Sama psychoterapia zmienia te przekonania bardzo wolno lub wcale.

Jeśli pewien sposób zachowania, doświadczania siebie i innych ludzi dotyczy wystarczającej dużej członków ilości społeczeństwa uznaje go za normę, właściwą danemu kontekstowi społeczno kulturowemu. Dlatego mówimy o defekcie nerwicy.

Na drodze socjalizacji, „uspołecznienia” intuicja zostaje prawie całkowicie zablokowana, okaleczone zostają również inne funkcje psychiki (czucie, doznawanie).

Największy kontrast może więc rzeczywiście zachodzić między osobą „chorą”, a jej otoczeniem, które uznawane jest za „zdrowie” czy „normalne”.

Urojenia, idee, iluzje

Wracając do grafiki dotyczącej urojeń i iluzji.

  • Jednostki traktują urojenia tak, jakby te były ich własnymi ideami, opartymi na obserwacji i ocenie podczas gdy faktycznie to idee narzucone przez rodziców.

  • Idee są do tego stopnia zakorzenione w psychice, że jesteśmy przekonani, że stanowią część naszego prawdziwego „ja” a tymczasem obrazują jego utratę.

  • Iluzje natomiast są ideami wewnętrznego Dziecka, które akceptujemy jako Dorośli i dla których usilnie próbujemy znaleźć racjonalne wytłumaczenie

W toku tekstu stanie się jasne, że ten ostatni aspekt powoduje, że próbując odzyskiwać autonomię potrzebujemy wsparcia osoby kierunkowo wykształconej, o ile nie mamy dostępu do Boga.

Choć Heraklit głosił, że każdy człowiek ma możność poznawania samego siebie (…) nie oznacza to, iż potrafi siebie ostatecznie zgłębić, bowiem: „Choćbyś wszystkie drogi przeszedł, nie dotrzesz do granic duszy; tak głęboki jest jej logos„.

Edukator.pl, Heraklit z Efezu, Edukator /Baza wiedzy /Filozofia /Portrety filozofów /Heraklit z Efezu /

Dusza jest pomostem między świadomością, a nieświadomością. Artyści mają mają elastyczną granicę więc potrafią pewnie stany przesublimować w twórczość:

Zostajemy wrzuceni w ciąg wewnętrznych przeobrażeń, o których pisze Joseph Cambell, i ten ciąg wydarza się, nawet w tak dziwacznie przebranej kulturze jak zachodnia.

Czyli jeśli, jak w kulturach pierwotnych nie dostarczymy czegoś co jest niezbędne do rozwoju naszej psychiki (w formie obrzędu lub rytuału), to będzie musiało pojawiać się wewnątrz (chrzest jest poza świadomością dziecka, odbywa się za wcześnie).

Dysponujemy jednak tak wielką wiedzą o ludzkiej psychice, nawet jeśli dostępną w większości ludziom kierunkowo wykształconym, że przez pewne etapy nie trzeba przechodzić samemu tj. bez wsparcia psychoterapeuty.

oddanie oznacza, że nie wyjdziesz z pomieszczenia, gdy podniosą się krzyki. Krzyki, o których tu mówimy, to zgiełk w twym własnym umyśle, w twoim ciele, w twych emocjach. Zostaniesz więc z nimi, będąc szczerym wobec siebie (…) co ja daję, nad tym czuwam. I co wraz z tobą stwarzam, tego nie porzucę.

Copyright by Jayem, Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy www.DrogaMistrzostwa.pl, Droga serca, lekcja 2

Jest to po prostu część procesu i nawet osoby niewierzące, mocno osadzone w procesach intelektualnych mogą podjąć refleksję nad fragmentem Pan jest moim pasterzem i czy ta „ciemna dolina” nie była historią o zetknięciu się z psychiką potencjalną czyli z własną, dynamiczną nieświadomością daną wprost.

Chodziło o długotrwały proces wewnętrznej przemiany i przerodzenia się w inną postać. Ową „inną istotą” jest inny w nas, przyszła, szersza i większa osobowość (…) Procesy przemiany chcą ich zbliżyć do siebie, jednakże sprzeciwia się temu świadomość, ponieważ ten drugi zrazu wydaje się obcy i niesamowity, a my nie możemy pogodzić się z myślą, że nie jesteśmy jedynymi panami we własnym domu. Jako ego wolimy być zawsze tylko sobą i niczym innym.

Carl Gustaw Jung, Archetypy i symbole. Pisma wybrane, s. 147

Żaden neurotyk nie chce się wyleczyć

W kontekście społecznym trudno być reakcjonistą. Ale, żeby wyleczyć zaburzenia lękowe w procesie psychoterapii, bez leków, trzeba być naprawdę zdeterminowanym.

Dzieje się tak z przyczyn prozaicznych choć nieoczywistych:

  • „Neurotyk” jak stwierdziło wielu klinicystów, nie chce się wyleczyć. Chce po prostu wiedzieć jak być lepszym neurotykiem.3
  • Jedynie najsilniejszych psychicznie ludzi stać na absurdalną grę jaką jest życie bez żadnych iluzji.4 W przeciwieństwie do zwykłych gier międzyludzkich opisanych w dziale w co grają ludzie. Nie każdy potrafi odnaleźć się w absurdzie. Przynajmniej nie tak od razu.
  • Potrzeba transcendencji i czci w społeczeństwach zachodnich zanika, jednak akt introspekcji czyli zaglądania do wnętrza siebie, pozwala uznać, że jeśli Boga nie ma, to z pewnością należałoby go – po zetknięciu z psychiką potencjalną – wymyślić.

Kontaminacje i skażenia

Tak więc urojenia i iluzje, można nazwać łącznie kontaminacjami lub skażeniami. [powrót do grafiki: autonomia życiowa]

iluzja autonomii życiowej polega zatem na błędnym przekonaniu, że cały obszar zaznaczony jako D1 jest nieskażonym i autonomicznym Dorosłym ale w rzeczywistości obejmuje duże obszary należące do Rodzica lub Dziecka.

Prawdziwa autonomia polega jedynie na umiejętności dostrzegania tych granic. Czyli mamy świadomość, że zacienione obszary należą do innych stanów ego. I choć prawdziwa autonomia również jest w jakimś sensie iluzją, i być może tę iluzję najtrudniej jest porzucić, to przynajmniej mamy więcej możliwości rzeczywistego wyboru. I
jesteśmy „mniej godni pożałowania niż cała reszta”.

Florence dobrze oddala problematykę i końcowe rozczarowanie w piosence Third Eye.

Dialogi wewnętrzne (stopnie)

Pierwszym psychoanalitykiem, który na nowo ożywił tę tradycję i zajął się badaniem dialogów wewnętrznych był Paul Federn5. Takie badanie pozwala Dorosłemu w stanie ego „Ja Dorosły” na poznanie:

  • Jak buduje wypowiedzi
  • Jakie głosy kierują jego zachowaniem
  • Skąd się biorą w nim obrazy

Ktoś kto ma małe Dziecko, z łatwością może zauważyć jak wyglądają dialogi wewnętrzne jeszcze przed pełnym ukształtowaniem się osobowości. Czyli zanim jeszcze uznamy to za dziwactwo.

Najpełniejszy rozkwit mówienia do siebie i odpowiadania głosom z głowy (a przynajmniej wtedy jest to najłatwiej obserwować) przypada mniej więcej na okres od 2 do 4 roku życia.

I stopnień dialu wewnętrznego:

„W pierwszym stopniu słowa przemykają przez głowę Jedera (każdego z nas, przyp. red) niczym cień, bezcieleśnie i niepostrzeżenie dla zmysłów”

II stopnień dialu wewnętrznego:

„Przy drugim Jeder wyczuwa lekkie ruchy mięśni aparatu głosowego: szepce do siebie samego nie otwierając ust. Obserwuje się tu niewielkie, niedokończone ruchy języka”

III stopnień dialu wewnętrznego:

Trzeci stopień dialogu wewnętrznego, obserwuje się „w stanach zburzenia emocjonalnego, nawet w miejscach publicznych. Ludzie odwracają się „za rozmawiającym ze sobą” i są w stanie posądzić go o szaleństwo”.

IV stopień dialogu wewnętrznego

Głos wydobywa się z wnętrza czaszki i jest to zazwyczaj głos Rodzica. To zjawisko nazywa się halucynacją. Dialog można podjąć ze stanu ego Dziecka. To może pomóc odkryć jak przedstawiają się wspomnienie już sterowniki skryptu ograniczające życiową autonomię.

Ten głos – czy nawiązujemy dialog czy nie, czy go słyszymy czy po prostu traktujemy jak własną myśl – zawsze wpływa na jakieś aspekty naszego zachowania, ponieważ jest elementem struktury osobowości.

Jako dobrze ustrukturalizowani Dorośli, powinniśmy po prostu umieć obiektywnie pośredniczyć między tym głosem „pokoleniowym”, a własnym…

W związku z faktem, że większość ludzi swoją wiedzę psychiatryczną czerpie raczej z „Lotu nad kukułczym gniazdem” niż wielusetletniej tradycji powstałych na ten temat prac, procesowi towarzyszy poczucie osamotnienia.

Jednocześnie mając już wiedzę jest to proces wymagający spokoju, przestrzeni i towarzyszy mu całkiem naturalne uczucie lęku. Ego traktuje te treści jako „ciało obce”.

Program treningowy dla psychoanalityków powinien zawierać studia z zakresu historii, historii religii, mitologii, symbolizmu

Erich Fromm, O sztuce słuchania. Terapeutyczne Aspekty Psychoanalizy, s. 92

Można zwrócić się do Jezusa

Niemal każdy powiedział kiedyś do siebie

Berne pisze, że niemal każdy z nas powiedział kiedyś do siebie „nie powinieneś był tego robić„, a może nawet, niektórzy z nas, stwierdzili, że odpowiadają sami sobie: „przecież musiałem!” lub „nie miałem wyjścia”, „co mogłem zrobić?”.

  • w krytycznym momencie spekulant giełdowy mógł usłyszeć coś co definiuje jako własną myśl np. „nie sprzedawaj! kupuj!”
  • hazardzista „postaw wszystko na jedną kartę! poszczęści ci się”
  • Mężczyzna zmieni się w gwałciciela ulegając myśli „chwyć ją za kark i przeciągnij do siebie”
  • Ktoś od lat niepijący „daj spokój, jeden drink…”
  • Wieczny samotnik czy też incel, jeśli ulegnie natarczywej myśli, że „wszystkie kobiety są takie same”.

Takie sytuacje pozwalają nam później wygłaszać truizmy w stylu:

  • „Dziwne, że stracił wszystko, do tej pory świetnie szło mu na giełdzie”,
  • „Andrzej lubił hazard ale… co go podkusiło, żeby ryzykować wszystko?”,
  • „Marek lubił dziewczyny ale… ale nie wierzę, że ją zgwałcił”,
  • „Ale on nie pił od sześciu lat”.
  • „On chyba sobie szuka matki… no musi iść na psychoterapię. Totalnie nieświadomy”.

Może gdyby nie identyfikować się z własnymi myślami i umieć wyodrębniać głosy, czy też obserwować myśli, czasem już zachowanie czujności wystarczy – można by ich po prostu nie słuchać lub im nie ulegać.

Zdaje się, że tym jest autonomia. A usłyszenie głosu pomaga ją odzyskać i zrozumieć, co miał na myśli Jung, kiedy pisał

„Wiadomo, że człowiek nie rozumie nic, co jest związane z psychologią, jeżeli sam jej nie doświadczy. (…) Istnieją nawet etapy osiągalne tylko dla niewielu (…) Normalny człowiek to fikcja, choć istnieją pewne powszechnie obowiązujące prawa.”6

Demon

Tekst o demonie został przeniesiony. Znajdziesz go pod linkiem:

Demony, potwory i wróżki

I bez wiedzy psychiatrycznej, ludy pierwotne wiedziały jak ważne jest odcięcie mentalnej pępowiny, która wiąże nas z Rodzicami niczym magiczne zaklęcie. Z głosem pokoleń.

Stąd specjalne duchowe „rytuały przejścia” i obrzędy, które umożliwiały psychiczne duchowe przeobrażenie i uwolnienie mężczyzn spod zgubnego wpływu nieświadomości i duchowej opieki matki.

Tak, aby odzyskali faktyczną autonomię, w efekcie przestali szukać w kobietach protekcji (ochrony) matki i byli zdolni do przyjęcia kobiety niespokrewnionej, zarówno na poziomie fizycznym, co jest dość łatwe, (mój tata zwykł był mawiać, że coś jest proste jak du^@!%ie) i duchowym, co jest trudniejsze, bo najpierw trzeba mieć jakiekolwiek przesłanki, żeby uznać siebie, za istotę duchową.

Dostąpienie zaszczytu

Berne pisze, że niewielu ludzi na Planecie Ziemia dostępuje zaszczytu, jakim jest zniesienie programowania skryptowego czyli rodzicielskiego.

Mówi się, że w nachodzącym stuleciu, stosując programowanie genetyczne, będzie się hodować dzieci w butelkach (…). Faktycznie już teraz wszyscy wychowywani są w „butelkach” zgodnie z przepisami podanymi przez Państwo i rodziców: podlegają programowaniu skryptowemu.

Wszystkie nabożne epitafia (…) sprowadzają się do: „wychowany został w butelce i tam pozostał„. I tak oto pozostają, leżąc na cmentarzach w rzędach i szeregach grobów, pod krzyżami lub innymi symbolami; wszyscy opatrzeni tym samym mottem. Jedynie tu i ówdzie czeka nas niespodzianka: „Wychowany został w butelce, ale z niej wyskoczył!

Wielu ludzi odmawia sobie tego, nawet jeśli w butelce nie ma korka.

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 229

Te same lęki, które dotyczą dwuletnich/trzyletnich dzieci mogą pojawić się u człowieka Dorosłego. Najczęściej wśród nocnych lęków występują: pomarszczone postacie, smoki, potwory ale też księżniczki, czarodzieje itp.

Kiedy coś takiego wydarzy się u człowieka Dorosłego, może to oznaczać, że przestaje żyć wg Rodzicielskich dyrektyw i odzyskuje autonomię życiową, nie blokując już doświadczeń archetypowych, pozwalając sobie wbrew zasadom „ego świata” na rozwój świadomości poprzez poznanie nieświadomości.

Najwidoczniej jest w wyobrażeniach towarzyszących inicjacji coś tak niezbędnego dla psychiki, że jeśli nie dostarczy się ich z zewnątrz, poprzez mit i obrzęd, to muszą się one pojawić z wewnątrz, (…) gdyż w przeciwnym wypadku nasza energia pozostanie uwięziona w banalnym, od dawna należącym do przeszłości, pokoju z zabawkami — na dnie morza (…)

Joseph Cambell, Bohater o tysiącu twarzy

Zadanie terapeuty

To co zostało już do tej pory wyszczególnione pozwala zrozumieć dlaczego psychoterapia „zawsze jest o Rodzicach”, pisanych dużą literą. Jak pisał Eric Berne każdemu Dorosłemu trudno znieść to „że jego dobra matka go oszukiwała”.

Jednym z zadań terapeuty jest zapewnienie ochrony pacjentom, którzy chcą funkcjonować niezależnie od swych Rodziców – brzuchomówców i usiłują być prawdziwymi ludźmi, a nie tylko czyimiś kukiełkami (…). Głosy Rodziców mówią ludziom co mogą, a czego nie mogą robić, wyobrażenia Dziecka zaś przedstawiają to co naprawdę chcą oni robić. Pragnienia przejawiają się wzrokowo, a nakazy zaś słuchowo.

Eric Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 318

Złe strony rozwiązań farmakologicznych

Rozwiązania farmakologiczne mogą przeciąć ten węzeł gordyjski zamiast go rozwikłać. Obecnie panuje tendencja normalizowania przyjmowania leków psychoaktywnych więc plusy tego rozwiązania są znane. Skupimy się negatywach.

Eric Berne wymienia złe strony rozwiązań farmakologicznych.

  • Leki zazwyczaj tłumią całą osobowość włączając w to również głos Dorosłego
  • Utrudniają psychoterapię, ponieważ Rodzicielskie głosy stają się słabiej słyszalne.
  • Skryptowe dyrektywy mogą więc zostać przed terapeutą ukryte lub przyćmione
  • Gdy zaprzestanie się zażywania leku, głosy, do których uzyskaliśmy dostęp, ciągnące się 5 pokoleń wstecz, najczęściej powracają ze zdwojoną siłą.
  • Co więcej, mogą nawet mścić się na wewnętrznym Dziecku za swobodę jakiej doświadczyło w trakcie „uśpienia”.
  • Berne nie odwołuje się wprost do książki Adoulsa Huxleya „Nowy Wspaniały Świat”, ale stosuje grę słów, która naprowadza uważnego czytelnika tę pozycję.

Inne złe strony rozwiązań farmakologicznych

Na podstawie: Via Medica Journals, Władysław Sterna (Wielospecjalistyczny Szpital Wojewódzki Sp. z o. o. w Gorzowie Wielkopolskim), Anna Sterna (Oddział Leczenia Zaburzeń Nerwicowych i Osobowości w Międzyrzeczu) Psychoterapia a farmakoterapia – czy można je łączyć? Do pobrania tutaj

  • ustąpienie objawów na skutek leczenia farmakologicznego nie jest równoznaczne z ustąpieniem samego zaburzenia.
  • Farmakoterapia nie leczy tylko hamuje ujawnianie się objawów. Pacjenci nie zdają sobie z tego sprawy i ustąpienie objawów traktują jako wyleczenie co rodzi oczywiste komplikacje
  • Poprzez łagodzenie objawów następuje zmniejszenie motywacji do uzyskania wglądu i wprowadzenie realnych zmian w życiu
  • szybka poprawa samopoczucia po lekach wzmacnia tendencję do uzyskiwania natychmiastowej gratyfikacji, a w ten sposób osłabiać udział w terapii.
  • leki rzecz jasna łagodzą objawy zaburzeń takich jak schizofrenia, ChAD, zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, ale leki nie są pomocne w utrzymujących się trudnościach psychospołecznych, interpersonalnych, niemożności rozwiązywania bieżących problemów życiowych
  • to, czego pacjent nauczy się w procesie psychoterapii połączonym z farmakoterapią, będzie możliwe do wykorzystania, tylko gdy będzie przyjmował leki;
  • farmakoterapia skutkuje mniej świadomą kontrolą objawów, co daje większe ryzyko nawrotu choroby po odstawieniu leków
  • zalecenie leku przez psychoterapeutę pogłębia stan zależności wobec niego i powoduje bardziej autorytarny jego odbiór
  • uzależniające działanie niektórych leków (BZD, ben- zodiazepiny) przeszkadza w przyjmowaniu pomocy psychoterapeutycznej
  • psychoterapeuta i farmakoterapeuta działają z różnych perspektyw i odwołują się do innych teorii ludzkiego zachowania się
  • psychoterapeuta pomaga w ciężkiej pracy introspekcji dotyczącej wewnętrznych konfliktów, których uwarunkowanie ma miejsce w życiu człowieka — tę pracę mogą zakłócać leki
  • Psychoterapia jest bardziej partnerska.
  • Farmakoterapia autorytarna
  • powyższy dualizm dość typowy dla naszej kultury wskazuje na dwa różne style decyzyjne oraz dwie różne drogi dojścia do rozwiązania problemu, a to nie pomaga pacjentowi
  • Biblia mówi o: grzechu pokoleniowym,
  • Psychoterapeuci o traumie trangeneracyjnej,
  • Filozofowie o tym, że jesteśmy odpowiedzialni
  • za cały świat, który odbieramy więc również za weryfikacje tego, czego zostaliśmy nauczeni. I że to jest nasza odpowiedzialność.

Początkowo przed nieświadomością chronią nas właśnie Rodzice. Mężczyzn później – ich żony lub używki (alkohol, marihuana). Może żony, chronią te same rzeczy.

Może w ogóle instytucja małżeństwa została tak pomyślna, żeby przerzucać na siebie objawy nerwicy – nawiązując do metafory „gorącego ziemniaka”. Czy nerwica jest objawowa czy formie kulturowo ukształtowanego defektu – nieistotne.

Dalsze badanie może wykazać, że pewne typy nerwic, jak na przykład nerwica obsesyjna, rozwijają się częściej na podstawie jednostronnego przywiązania do ojca, podczas gdy inne, jak histeria, alkoholizm (…) również różne depresje – są wynikiem jednostronnego skupienia emocjonalności na matce.

Erich Fromm, O sztuce miłości

Ostateczna konfrontacja

O ostateczna konfrontacja czyli wyleczenie to coś czego unikają lekarze czy pychoterapeuci. Dlatego Ziemia – pisał Berne – jest pełna odwaznych schizofreników i ich mniej odważnych psychoterapeutów.

Zwróćmy uwagę, dojrzały człowiek według prawa jest człowiekiem:

  • umysłowo sprawnym i osiągnął określony wiek poświadczający dojrzałość. W Polsce w wieku lat 18.
  • W prawie żydowskim to chłopiec, który ukończył 13 rok życia.
  • Jednak wg Rodzica osoba dojrzała to taka, która „postępuje tak jak ja”, a niedojrzała, jeśli kroczy własnymi drogami.

Choć autor bloga nie jest chrześcijaninem, to może to chodziło Jezusowi z rodzicami i ze stawaniem się jak dzieci? Natomiast pewne paradoksalne prawdy, które niosą mity czy religie rzeczywiście trudno jest zrozumieć. I czasami warto przedłożyć słowa Chrystusa ponad ciasnotę umysłową jego komentatorów.

W owym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa, pytając: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?” On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.” (Mt 18, 1-5).

Jezus z Nazaretu, Biblia

Jest w nas przecież i dziecko, i starzec, i młodzieniec, i ktoś, kto umrze, i kto wątpi, i kto ma nadzieję, i kto nie ma już żadnej.

Życia nie da się przed nikim zasłonić, a tym bardziej przed dzieckiem. Nie ma takiej kurtyny, żeby można było zasłonić. Dziecko nawet przez kurtynę widzi.

Wiesław Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli

Nie wykluczone, że dzięki introspekcji, będzie można będzie udzielać posłuchu miłym i pomocnym głosom wewnętrznym. 🙂

Portia Nelson „Autobiografia w pięciu krótkich rozdziałach”

Rozdział I
Idę ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. Wpadam w nią. Jestem zagubiona… bezradna. To nie moja wina. Wygrzebuję się całą wieczność.

Rozdział II
Idę tą samą ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. Udaję, że jej nie widzę. Znowu w nią wpadam. Nie mogę uwierzyć, że jestem w tym samym miejscu. Ale to nie moja wina. Znów długo wyłażę.

Rozdział III
Idę tą samą ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. Widzę ją. Ale znów wpadam… to przyzwyczajenie. Mam otwarte oczy. Wiem, gdzie jestem. To moja wina. Wyłażę natychmiast.

Rozdział IV
Idę tą samą ulicą. W chodniku jest głęboka dziura. Omijam ją.

Rozdział V
Idę inną ulicą.

Patrząc z boku, w pewnym sensie nawet najbardziej banalna osoba jest niezmiernie interesująca, gdy ujrzymy ją w pełni, jako tę właśnie osobę, jako tę właśnie żyjącą istotę, która została wrzucona w ten świat w miejscu nie przez nią wybranym i obcym, torującą sobie drogę wśród różnych przeszkód

Erich Fromm, O sztuce słuchania, Terapeutyczne aspekty psychoanalizy

  1. Polska Agencja Prasowa, https://www.pap.pl/aktualnosci/ryzyko-schizofrenii-wieksze-u-osob-ktore-przeszly-ciezkie-zakazenie-covid-19 []
  2. C. G. Jung, Praktyka Psychoterapii, Przyczynki do problematyki psychoterapii i do psychologii przeniesienia, s. 24 []
  3. E. Berne, Dzień dobry i co dalej, s. 399 []
  4. Tamże, s. 184 []
  5. I. Stewart, V. Jones, Analiza transakcyjna dzisiaj, s. 316 []
  6. Carl Gustav Jung, Dzieje Gnozy []

Podobne wpisy