Gwiazdka, która pokochała noc. O małej gwiazdce, która uczyła się zasypiać
Za siedmioma wzgórzami, za cichym lasem i za jeziorem, które nocą wyglądało jak wielkie lustro nieba, mieszkała mała Gwiazdka.
Nie była jeszcze prawdziwą gwiazdą. Była gwiazdeczką w trakcie nauki. Wieczorami zapalała swoje maleńkie światełko, a nad ranem uczyła się je delikatnie gasić, żeby zrobić miejsce słońcu.
Najbardziej lubiła jednak słuchać Ciszy.
Tak, Cisza mieszkała tam naprawdę. Miała miękkie, srebrne kapcie i chodziła tak lekko, że nawet liście nie słyszały jej kroków.
Każdego wieczoru Cisza odwiedzała wszystkie stworzenia.
Najpierw zaglądała do ptaków.
– Dobranoc, wróbelki.
Ptaki wtulały główki pod skrzydła.
Potem odwiedzała lisy.
– Dobranoc, rude ogonki.
Lisy zwijały się w miękkie kuleczki.
Potem przychodziła do saren.
– Dobranoc, delikatne nóżki.
Sarenki zamykały oczy.
Na końcu przychodziła do Gwiazdki.
– Gotowa na sen?
– Jeszcze troszeczkę… – odpowiadała Gwiazdka. – Chciałabym jeszcze popatrzeć na świat.
Cisza uśmiechała się tylko.
– Świat nigdzie nie ucieknie. Jutro też będzie piękny.
Pewnego wieczoru Gwiazdka zapytała:
– A co dzieje się ze światem, kiedy wszyscy śpią?
– Chodź – odpowiedziała Cisza. – Pokażę ci.
Poleciały bardzo, bardzo powoli.
Nie spieszyły się.
Bo noc nie lubi pośpiechu.
Najpierw zobaczyły wielki dąb.
Wyglądał, jakby nic nie robił.
– Śpi? – zapytała Gwiazdka.
– Odpoczywa. Drzewa też potrzebują snów.
Potem zobaczyły jezioro.
Nie poruszała go ani jedna fala.
– A ono?
– Jeziora śnią o chmurach.
Następnie zajrzały do małego jeża.
Spał zwinięty w kulkę.
Śniło mu się, że spaceruje po pachnącej łące.
Zobaczyły też rodzinę królików.
Każdy oddychał spokojnie.
Wdech…
Wydech…
Wdech…
Wydech…
Gwiazdka sama zaczęła oddychać w tym rytmie.
Wdech…
Wydech…
I nagle zauważyła, że całe niebo oddycha razem z nią.
Chmury płynęły wolno.
Księżyc świecił spokojnie.
Drzewa lekko kołysały się na wietrze.
Jakby cały świat mówił:
Nie trzeba się spieszyć.
Jesteś bezpieczna.
Możesz odpocząć.
Po chwili usłyszały cichy szelest.
To był Wiatr.
Nie ten silny.
Tylko wieczorny, miękki Wiatr.
Niósł ze sobą zapach sosen, trawy i letnich kwiatów.
– Dobry wieczór – wyszeptał.
– Dokąd idziesz? – zapytała Gwiazdka.
– Do wszystkich dzieci.
– Po co?
– Żeby pogłaskać je po policzkach i przypomnieć, że sen jest przygodą.
Gwiazdka bardzo się zdziwiła.
– Naprawdę?
– Oczywiście.
Każdej nocy dzieci wyruszają w podróż.
Jedne odwiedzają kolorowe ogrody.
Inne latają na grzbietach wielorybów zrobionych z chmur.
Jeszcze inne spotykają mówiące koty, spokojne smoki albo przyjazne misie.
Ale żeby tam dotrzeć…
– …trzeba zasnąć? – dokończyła Gwiazdka.
Wiatr uśmiechnął się.
– Właśnie tak.
Polecieli dalej.
Na brzegu lasu siedziała stara Sowa.
Miała ogromne, mądre oczy.
– Dobry wieczór – powiedziała.
– Dobry wieczór – odpowiedziała Gwiazdka.
– Martwisz się czymś?
– Trochę.
– Czym?
– Boję się, że kiedy zasnę, coś mnie ominie.
Sowa zamknęła oczy i chwilę pomyślała.
– Wiesz… świat jest bardzo mądry.
Nigdy nie pokazuje wszystkiego naraz.
Codziennie zostawia trochę piękna na jutro.
Dlatego warto odpoczywać.
Bo jutro też będzie na co popatrzeć.
Gwiazdka długo o tym myślała.
To było bardzo pocieszające.
Kiedy wracały na swoje miejsce na niebie, spotkały Księżyc.
Był ogromny i jasny.
– Dobry wieczór, maleńka.
– Dobry wieczór.
– Wiesz, co jest moim najważniejszym zadaniem?
– Świecić?
Księżyc zaśmiał się cichutko.
– Trochę. Ale wiesz… ja tak naprawdę sam nie świecę.
Gwiazdka spojrzała na niego z zaciekawieniem.
– Naprawdę?
– Naprawdę. Jestem cały z kamienia. To Słońce obdarowuje mnie swoim światłem, a ja tylko przekazuję je dalej.
– To dlatego świecisz tak spokojnie?
– Myślę, że właśnie dlatego. Ale mam jeszcze ważniejsze zadanie, to przypominanie wszystkim, że noc jest bezpieczna.
To jest prawdziwy powód, dla którego świecę tak spokojnie.
Nie za mocno.
Nie za słabo.
W sam raz.
Żeby każdy mógł spokojnie zasnąć.
Gwiazdka spojrzała na wszystkie domy.
W wielu oknach gasły właśnie światła.
Rodzice otulali dzieci kołdrami.
Kot zwijał się na fotelu.
Pies cichutko wzdychał przez sen.
Nawet kwiaty na parapetach wyglądały, jakby odpoczywały.
Cały świat szykował się do snu.
– Chyba już rozumiem – powiedziała Gwiazdka.
– Co rozumiesz? – zapytała Cisza.
– Że sen nie zabiera dnia.
On go delikatnie składa…
…żeby jutro można było rozłożyć nowy.
Cisza pogłaskała ją po świetlistym ramieniu.
– Właśnie tak.
Gwiazdka zamknęła na chwilkę swoje maleńkie oczy.
Jej światełko zrobiło się miękkie.
Coraz spokojniejsze.
Coraz cieplejsze.
Nie zgasło.
Po prostu świeciło ciszej.
Tak jak świecą dobre myśli.
Tak jak świeci miłość.
Tak jak świeci dom, kiedy wszyscy są razem.
A gdzieś daleko pewna dziewczynka leżała już wygodnie pod kołderką.
Jej oddech był spokojny.
Powolny.
Miękki.
Może nawet słyszała, jak Wiatr szepcze jej do ucha:
– Wszystko jest dobrze.
Dzień już wykonał swoją pracę.
Teraz odpoczywają drzewa.
Odpoczywają ptaki.
Odpoczywają gwiazdy.
Odpoczywa księżyc.
Odpoczywa cały świat.
I ty też możesz już odpocząć.
Jutro czeka na ciebie nowa przygoda.
Ale dziś…
dziś noc otula cię najdelikatniejszym kocykiem z ciszy, księżycowego światła i dobrych snów.
Dobranoc.

