Dlaczego Jezus był zagrożeniem?

Przemyślenia o Jezusie i cytat

Historia Jego śmieci nie jest przecież o tym, że „źli ludzie zabili dobrego człowieka”.

W wielu tradycjach Mistrz bywa kimś, kogo można podziwiać z bezpiecznego dystansu.

Jezus trudniej zostaje w dystansie, bo On właściwie pyta bezpośrednio: czy naprawdę chcesz kochać tak, jak Ja kochałem? Czy tylko chcesz mnie czcić?

Myślę, że On faktycznie szukał leaderów, a nie wyznawców i nie followersów. Nikt normalny się oczywiście na tę rolę nie będzie pisał, ale myślę, że faktycznie On nie potrzebował, żeby Go „wyznawać”.

Ukrzyżowanie Go jest mocnym symbolem.

To jest obraz tego, co ludzkość robi z miłością, prawdą i niewinnością w świecie skryptów, kiedy pewne wartości podchodzą za blisko mechanizmów obronnych ego. Eric Berne pisał o tym w książce „Seks i kochanie”.

Hawkins z kolei pozwolił sobie na brutalną uwagę, że desperacko pragniemy pozostać nieświadomi. Nie rozumiałam go, ale chyba domyślam się o co mu chodziło.

Myślę, że wokół Jezusa do dziś uruchamia się, może o wiele mniejszy niż kiedyś, ale wciąż specyficzny rodzaj nieco prześladowczej energii. Od czasów szkolnych nie mogłam pojąć, dlaczego ludzie go zabili.

Co właściwie do tego doprowadziło? Jak to możliwe, że człowiek, który mówił o miłości, niewinności, przebaczeniu, odpuszczaniu win, który nauczał o Królestwie Bożym, uzdrawiał – został potraktowany jak największe zagrożenie?

Nigdy żaden ksiądz nie odpowiedział mi na to pytanie w sposób przekonujący. Stąd też, Jego historia nigdy nie miała dla mnie większego sensu.

Dopiero po wielu latach poszukiwań i trafieniu na List 6 z „Nowych Listów Jeszuy” stało się to dla mnie niemal oczywiste.

Wiele tradycji mówi, że nasz cel to rozpoznanie własnej ciemności i odrodzenie się z niej. Może to jest jakaś metoda, bo jeśli rozpozna się ciemność w sobie, to nie ma się już takiej potrzeby, żeby widzieć zło w innych.

Miłość, którą proponuje Jezus – w tym Liście – rozbrajała cały system logiki według której działa ludzkie ego, idee postępowania według prawideł skryptu, winę, wszelkiego rodzaju moralizatorstwo, które często jest tylko nienawiścią, która chodzi w przebraniu cnoty, potrzebę potępiania, przemoc ukrytą pod religijnością i lęk człowieka przed własną niewinnością oraz potrzebę kontroli, która podszywa się pod świętość albo sprawiedliwość.

I w końcu Jezus proponuje doświadczenie żywego Boga jako czysto seksualnej energii życia, którą musimy wypierać w społecznej grze.

Nie tylko w mojej opinii to prowadzi do określonych konsekwencji dla całych społeczeństw, które są zorganizowane wokół seksualnych zakazów i nakazów;

Pomocne może się okazać, jeśli pomyślimy o współczesnym zjawisku, które można porównać ze składaniem dzieci w ofierze, mianowicie o wojnie. Mieszanina ekonomicznych interesów, ambicji i próżności przywódców oraz sporo głupich błędów po obu stronach wywołały wojnę.

Ale kiedy już wybuchła (a nawet odrobinę wcześniej), stała się zjawiskiem „religijnym”. Państwo, naród, duma narodowa stały się bożkami, a obie strony chętnie poświęcały swe dzieci w ofierze tym bożkom. (…)

Z pewnością byli kochani przez swych rodziców, a jednak ich miłość – szczególnie tych, którzy byli mocno przesiąknięci tradycyjnymi pojęciami – nie sprawiła, by się zawahali, wysyłając swe dzieci na śmierć, nie zawahali się też młodzi, którzy bez zastanowienia poszli, by zginąć.

Na wojnie człowiek jest znowu człowiekiem, otrzymuje szansę wyróżnienia się spośród innych, niezależną od statusu społecznego, jaki przypisany jest cywilom. Zaakcentujmy to mocniej: wojna jest pośrednim buntem przeciwko (…) nudzie władającymi życiem społecznym w okresie pokoju (…).

Fakt, że wojna ma te pozytywne cechy, stanowi raczej smutny komentarz do naszej cywilizacji. Gdyby życie cywila zawierało elementy przygody, solidarności, równości oraz idealizmu, które odnajdujemy na wojnie, można zapewne wnioskować, że niełatwo byłoby wówczas zmusić ludzi do walki.

Erich Fromm, Anatomia ludzkiej destrukcyjności

Wstrząsający jest ten cytat.

Inni Mistrzowie pewnie też budzili opór, ale Jezus szczególnie mocno obnaża mechanizm, że człowiek potrafi nienawidzić w imię dobra i krzywdzić innych w imię Boga.

Chyba też o tym jest ta piosenka.

Czy nie nastał czas, by sprowadzić swą moc poprzez stworzenie matrycy, za pośrednictwem której kobiety przyciągane by były, by łączyć się z wami w coraz większej liczbie?

Wszystkie zaś oddane temu, by – jak by to ująć – już dłużej nie ulegać, już dłużej nie kroczyć obok patriarchalnej świadomości, czy to ukazującej się w formie męskiego, czy kobiecego ciała, ale by raczej zacząć odnajdywać sposoby na kreatywne wyrażanie tego, co wiecie, że jest prawdziwe:

Życie jest święte; wojna nigdy nie doprowadziła do pokoju; nie ma potrzeby, by panować nad Ziemią, ale jest potrzeba, by żyć w harmonii z Ziemią.

Przekaz „Boska Kobiecość”
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy
www.DrogaMistrzostwa.pl

Myślę, że nieustannie warto przypominać, za Frommem, że samo „powszechne uznanie” nie ma nic wspólnego ze zdrowiem psychicznym, bo ludzie mogą współdzielić wiele patologii umysłowych, ale to nie czyni ich zdrowymi.

Przekonania mogą być „powszechne”, a to nie znaczy, że są zdrowe. Że służą rozwojowi i wzrostowi człowieka.

Społeczny dowód słuszności jest jedną z fundamentalnych zasad, które rządzą ludzkim zachowaniem. Jeśli wszyscy wokół coś uznają, powtarzają i potwierdzają, jednostka zaczyna traktować to nie jako wybór czy możliwość, ale jako rzeczywistość.

W ten sposób zbiorowa iluzja może stać się „normalnością”, ale iluzje są żywe, bo są zasilane tym, że w nie wierzymy. Być może właśnie dlatego w przekazach Jeszuy tak mocno powraca motyw konieczności tego nieustannego „objawiania”.

Jung zwracał uwagę, że w niektórych przypadkach nerwica nie jest o „szaleństwie”, ani o „popędzie”, ani o wyhamowanych instynktach, ale może faktycznie w największej mierze jest o konieczności zrealizowania kulturowego celu życia.

Objawianie jest pęknięciem

Objawianie, nie jest tylko przekazaniem nowej informacji. Jest pęknięciem w systemie uzgodnionej zbiorowości.

Przychodzi nie po to, żeby dostarczyć kolejnej opinii, lecz żeby złamać zasadę, według której człowiek uznaje za prawdziwe to, co zostało wystarczająco szeroko potwierdzone przez innych.

Bo dopóki człowiek szuka prawdy przede wszystkim w społecznej zgodzie, albo w jej ramach dopóty pozostaje zależny od świadomości zbiorowej – nawet wtedy, gdy ta zbiorowość jest głęboko chora.

Pisanie „po procesie” ma często formę dość precyzyjnej mapy dla innych, a pisanie „ze środka procesu” ma bardziej formę świadectwa. I to drugie jest mniej eleganckie, mniej zamknięte, może nie jest bardzo spójne, może wymaga korekty, może bywa pisane w lekkiej panice, ale czasem bywa tak, że jest przez to bardziej autentyczne.

Bóg nie przychodzi po to, żeby człowieka złamać, zawstydzić albo potępić, ale po to, żeby oczyścić w nim to, co od dawna i tak nie pozwala mu naprawdę żyć.

Można powiedzieć, że Jezus we współczesnych przekazach dotyka miejsca, w którym człowiek najbardziej chce pozostać „dobry”, a jednocześnie zachować prawo do nienawiści.

On to rozbraja. I myślę, że to jest jeden z wielu powodów, że nawet gdyby On pojawił się tu dziś, to ludzie może i poszliby do Kościoła, ale nie poszliby za Nim.

Podobne wpisy