Demon śpiewa Queen, a ja czytam Kurs Cudów
Kilka miesięcy temu zobaczyłam poniższy podpis. W tej samej chwili wiedziałam, że jeśli kiedyś o tym nie napiszę, umrę niespełniona.

Osobiście uważam, że fakt, iż demony śpiewają Queen albo robią sobie różnego rodzaju żarty, jest akurat jednym z naszych najmniejszych problemów – zarówno indywidualnie, jak i kolektywnie.
Czytam właśnie Kurs Cudów, Podręcznik dla nauczycieli i myślę, że chyba można funkcję „nauczyciela Bożego” przyjąć na pół etatu.
Może taka funkcja rzeczywiście jest potrzebna, bo nie każdy dotrze ze swoim przekazem do tych samych ludzi. Pani Ania trafi do wielu osób i dla części z nich jej świadectwo może być naprawdę cenne.
Ja jednak nie zgadzam się z nią w kwestii demonów, więc nie jest nauczycielką dla mnie. Tak samo mój sposób narracji prawdopodobnie nie trafiłby do niej.
Nie musi to jednak znaczyć, że któraś z nas „naucza” z gruntu błędnie, albo że któreś świadectwo jest fałszywe. Być może po prostu odpowiadamy na inne potrzeby, poruszamy się w innych językach i dochodzimy do zupełnie odmiennych wniosków.
Jako ludzie mamy do tego prawo.
Moje „demony” również nie pojawiły się spontanicznie ani wskutek rytuału. Wyłoniły się po dwóch, a może nawet trzech latach względnie świadomej pracy nad wyodrębnianiem myśli w głosy i próbą rozpoznania sterowników skryptu.
Był to więc rodzaj celowego eksperymentu na własnej psychice – dość ryzykownego, ale jednak podjętego z określoną intencją.
I zamykając „te drzwi” mam refleksję odnośnie nauczania czegokolwiek. To jest trudne, ale przy otwartym umyśle nie jest wykluczone, że być może jakiś wąski fragment np. jej doświadczenia wzbogaciłby moją perspektywę, gdybym posłuchała więcej, a moje spojrzenie też mogłoby oświetlić inne rejony jej doświadczenia.
Myślę, że jako ludzie nie musimy się ze sobą zgadzać we wszystkim, żeby coś sobie nawzajem pokazać.
Odnośnie kursowego nauczania-uczenia się, kiedy człowiek idzie na zwykłe studia humanistyczne – niekoniecznie szczególnie wymagające, raczej takie jak kulturoznawstwo albo inny kierunek wybierany czasem przez ludzi bez sprecyzowanego pomysłu na siebie – otrzymuje przynajmniej jakąś strukturę.
Są wykładowcy, profesorowie, bibliografie, pomoce naukowe i określone ramy. Oczywiście te ramy z konieczności bardzo ograniczają materiał.
Bo czym właściwie jest „kulturoznawstwo”? Całej kultury nie da się objąć jednym programem studiów. Trzeba ją podzielić, uporządkować i zamknąć w pewnym zestawie pojęć.
Jednocześnie podejrzewam, że dużą część materiału z takich studiów człowiek mógłby opanować samodzielnie – w pół roku intensywnej pracy. Na kierunkach humanistycznych przede wszystkim się czyta, porównuje, interpretuje i próbuje zrozumieć, co autor miał na myśli.
A jak się ma jakąś swoją myśl, to próbuje się ją dodać, do tego co już zostało przedstawione jako obowiązujące.
Z Kursem Cudów jest jednak trochę inaczej.
Nie dość, że opowiada on o umyśle zdolnym do tworzenia cudów – co już samo w sobie powoduje mindfuck – to jeszcze prowadzi czytelnika przez znacznie więcej warstw, pojęć i tradycji, niż wynikałoby z samego tekstu podyktowanego Helen Schucman.
A Podręcznik dla nauczycieli jest miejscami tak poplątany, że naprawdę pozostaje się przeżegnać i zaufać, że człowiek nie wkręcił się właśnie w jakiś wielopiętrowy żart i jeszcze zrobił to „sam sobie” czyli na własne życzenie.
„Funkcja nauczyciela Bożego” (kiedy to zapisuję, pojawia mi się na twarzy kpiący uśmiech, konkretnie na słowa „nauczyciela Bożego”), bo mój demon najwyraźniej nie zamierza odpuścić, ale nie odnoszę wrażenia, żeby sam Jezus wymagał tego, żeby on cokolwiek odpuszczał.
On chce współpracy, potrzebuje jego impulsu, bo nic nie jestem w stanie bez niego zrobić. Właściwie Jezus niczego od człowieka nie wymaga poza odrobiną uczciwości wobec siebie i chęci aby współpracować. Podejrzewam nawet, że byłby zachwycony, gdyby do pracy nad Planem Pojednania zgłosiło się jak najwięcej demonów.
Mam też nieśmiałą intuicję, że artyści bywają ze swoją ciemną stroną na całkiem sensownej stopie porozumienia. Być może dlatego potrafią ją przetwarzać, zanim ciemna strona zacznie przetwarzać ich.
Może nie trzeba od razu robić z funkcji Nauczyciela Bożego pełnoetatowej nowej tożsamości. Może można przyjąć ją na pół etatu. Choćby po żeby stworzyć przeciwwagę, dla powszechnego straszenia demonami.
Nie da się realizować Pojednania z poziomu lęku, choć jednocześnie nie można go wyeliminować. Jednak jak mielibyśmy zaprosić do współpracy niemal czyste Id czyli swojego potwora, a jednocześnie wyłączyć z tego Planu demony? To niemożliwe. One nie są przypadkowym dodatkiem ani przeszkodą, którą należy usunąć.
One są głównymi beneficjentami przemiany, jaką Pojednanie ma przynieść.
Większym problemem jest to, że człowiek tak bardzo boi się własnej psychiki, do tego stopnia, że każdą autonomiczną, niepokorną albo ironiczną część siebie woli natychmiast uznać za obcą i niebezpieczną.
Myślę, że większość z nas byłaby trochę bardziej zła, agresywna, nieprzyzwoita albo po prostu mniej wygodna dla otoczenia, gdyby nie mieszczańska moralność i lęk przed oceną.
Nie znaczy to przecież, że bez tych ograniczeń stalibyśmy się totalnymi potworami. Pewnie nie, ale raczej że dopuścilibyśmy do głosu trochę więcej złości, egoizmu, pożądania, ambicji i niezgody – wszystkiego tego, co trzeba było odciąć, żeby uchodzić za dobrego, grzecznego, rozsądnego i godnego miłości.
Może więc moja półetatowa funkcja nauczyciela Bożego polegałaby właśnie na tym, żeby od czasu do czasu stanąć po stronie demonów, bo one nie mają tu chyba żadnego adwokata, poza Jezusem z Drogi Mistrzostwa.
Jeśli nigdy nie uwzględniamy ich potrzeb, zaczynają brać sobie to, do czego – we własnym przekonaniu – również mają prawo. A jeśli przez długi czas nie znajdują żadnego ujścia, potrafią zacząć niszczyć człowieka od środka.
Czasem trzeba więc przestać uciekać przed wszystkim, co nie pasuje do naszego obrazu światła, dobra i duchowego rozwoju.
Ja często pytam siebie: „Czym się dziś karmię?” Bo demony także muszą stopniowo przyzwyczaić się do innego pokarmu niż ten, którym dotąd nauczyły się nasycać.
Zmiana diety widocznie też jest procesem.
❤️
