Czym jest wierność i miłość. Perspektywa społeczna i mistyczna
Zawsze uważałam, że Bjork jest jakimś błędem w systemie.
Samo słowo „wierność” jest konstruktem społecznym. To pojęcie, które powstało, żeby regulować:
- własność (w dawnych kulturach – kto jest czyim „mężem” i czyje dzieci są „czyje”),
- bezpieczeństwo emocjonalne i poziom lęku,
- strukturę społeczną (np. małżeństwo jako kontrakt, umowa),
- lojalność i zobowiązanie,
- zaspokajanie seksualnych potrzeb w sposób akceptowalny społecznie.
Wierność to nie jest pojęcie duchowe, tylko społeczne i ma pilnować stabilności, porządku i przewidywalności, ale nie będzie nadużyciem jeśli napiszę, że wierność może być naturalną konsekwencją miłości. Bywa jednak mylona z;
- kontrolą,
- lękiem,
- powinnością,
- brakiem wolności.
W naukach mistycznych jest prościej, bo nie chodzi o wierność ani jej brak. Tylko o miłość. Ona jest, albo jej nie ma. Pozwalamy jej być, albo nie pozwalamy;
- Miłość nie jest kontraktem.
- Miłość nie może być wymuszona.
- Miłość nie ma kategorii „zdrady”.
- Miłość nie ma kategorii „władzy”.
- Miłość nie zna deklaracji.
- Miłość nie jest ograniczona formą relacji.
To, co jest lub nie jest „właściwe”, nie wynika z zasad, tylko wynika z prawdy serca, bo przecież;
- relacja może trwać bez miłości, tak jak miłość może istnieć między ludźmi, nawet jeśli nie są formalnie w relacji.
- jest też tak, że wierność może być zachowana, nawet jeśli nie istnieje miłość, bo ludzie mogą być sobie formalnie wierni, nawet jeśli miłości między nimi nie ma.
- podobnie ze zdradą: może wydarzyć się pomiędzy ludźmi, którzy nigdy się nie kochali, a jednak zdrada formalnie może się wydarzyć mimo braku uczuć.
Czyli: wierność i zdrada są kategoriami systemu, nie serca. Tłumaczę to tak jak rozumiem te „przekazy”, ale to jest moja próba rozumienia, a nie „prawda obiektywna”, jednak w perspektywie mistycznej jest piękna surowa prostota.
Naprawdę chodzi o uczciwość wobec siebie:
Czy działam z miłości, czy z lęku?
Czy pozwalam miłości przeze mnie płynąć, czy się zamykam?
To jest cała gra. Ona jest trudna, bo w tej grze należałoby ograć samego siebie.
Miłość nie jest przeciwieństwem lęku, kiedy dotykamy paradoksu, to okazuje się, że
przeciwieństwem lęku jest znieczulenie, kontrola albo wycofanie. Miłość – jeśli jest realna – uaktywnia lęki, bo zwiększa stawkę (coś naprawdę znaczy), znosi dystans, odsłania zależność i bezbronność.
Ale obecność lęku nie dyskwalifikuje działania z miłości. Chciałabym to podkreślić. Można się bać, a jednocześnie wciąż być motywowanym Miłością.
Kluczowe pytanie brzmi inaczej:
Nie: czy jest lęk, bo on chyba będzie z nami do końca.
lecz: kto prowadzi?
Jeśli płynie miłość:
- nie krzywdzisz,
- nie manipulujesz,
- nie “szukasz kogoś trzeciego”,
- nie wplątujesz się w trójkąty relacyjne,
- nie udajesz,
- nie walczysz systemowo,
- nie dławisz innych i nie dusisz siebie.
Bo miłość sama z siebie wyklucza zachowania, które ranią – nie dlatego, że „nie wolno”, albo jest jakiś zakaz odgórny, że „nie można krzywdzić”.
Dzieje się tak tylko dlatego, że energia miłości nie idzie w te rejony. Można używać ostrych słów, ale czasem słowa są jak miecz, który odcina kłamstwo, ale nie uszkadza niczyjego serca czy poczucia wartości.
