Co Jezus mówi o pragnieniu + przejście od relacji nauczyciel–uczeń do relacji partnerów
- Cytat z Drogi Mistrzostwa
- O co pyta Jezus?
- Być twórczym partnerem Boga
- Odejście od duchowości polegającej na poszukiwaniu zewnętrznych poleceń
- Kierunek, w którym zwrócona jest dusza
Cytat z Drogi Mistrzostwa
Chcę zinterpretować siódmą lekcję Drogi Serca – bardzo trudną dla mnie – i zachować pewną ostrożność interpretacyjną wobec poniższego fragmentu.
Mogę być twym przewodnikiem i mogę pokazywać ci drogę. I mogę kroczyć obok ciebie drogą, którą wybrałeś. Czasami mogę dawać ci swą siłę, niosąc cię, dopóki twoja siła nie stanie się tak pewna jak moja.
Droga Serca, Lekcja 7
Ale ostatecznie musisz się domagać, żebym postawił cię na ziemi, tak by twe stopy dotknęły gleby Królestwa Niebieskiego i abyś kroczył o własnych siłach, we własnej pewności, obok mnie. I zaprawdę, odkryjesz w tym dniu i o tej godzinie, że tak często jak ty mnie pytałeś, ja będę pytał ciebie:
„Jak twoim zdaniem możemy to zrobić? Co chciałbyś stworzyć ze mną?”.
I wówczas, zaprawdę, będziemy jak brat z bratem, jak siostra z bratem, jak przyjaciele, tańcząc i bawiąc się w Królestwie przygotowanym dla nas przez naszego Ojca. 🤍
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl
Celem nie jest wieczna zależność od Niego. Celem jest chwila, gdy zgodzimy się na to o czym On mówi: „postawię cię na ziemi” i będziesz szedł „o własnych siłach, we własnej pewności, obok mnie.”
Czyli to nie jest
- „wykonuj rozkazy”, „odgadnij moją wolę”, „nie miej własnych pragnień”, Jezus nie zachowuje się kobieta więc to nie jest o „domyśl się”, tylko;
- on używa przecież języka współtworzenia: „obok mnie”, „ze mną”, „co chciałbyś stworzyć”?
Co TY CHCIAŁBYŚ stworzyć? To jest przejście od relacji nauczyciel–uczeń do relacji partnerów.
Jezus zawsze stawia na tę równość, na to, że nie trzeba być nawet „dobrym”, żeby On mógł nas wspierać. Może im człowiek „lepszy” tym więcej projekcji na świat i ludzi. Nie wiem. Zastanawiam się. Głośno myślę…
Czysty duch może tylko szerzyć siebie, a ego zawsze ocenia, interpretuje, udaje, że jest inne niż jest.
Poniższe zdanie jest bardzo otwierające;
„Jak twoim zdaniem możemy to zrobić? Co chciałbyś stworzyć ze mną?”
To nie brzmi jak model „zaraz ci powiem czego od ciebie oczekuję, a ty to zrobisz”.
Bardziej przypomina:
O co pyta Jezus
Powiedz, albo sama się zastanów co nosisz w swoim sercu. I zobaczmy, jak możemy to wspólnie urzeczywistnić.
Upadniesz? Podniosę cię.
Można służyć tak jak niewolnik, a można przecież służyć życiu czyli wyczuwać własne pragnienia i nie oceniać ich. Według przekazów czysty Duch szerzy, a ego wszystko ocenia, zawłaszcza.
Życie jest wielowymiarowe. Więc wariantów tej „służby” jest tak wiele jak ludzi na ziemi i pewnie „każdy grzesznik” znajdzie dla siebie jakiś sensowny wariant, który chciałby zrealizować, bo jest jego własnym pragnieniem.
Zachęcam w tym miejscu do uczciwości wobec siebie.
Pragnienia, to jest to, czego pewnie wielu z nas boi się do siebie dopuścić.
„Bo co to będzie?”.
Ale dopuścić do siebie coś, to nie znaczy od razu za tym podążyć.
Dla mnie to jest bardzo uspokajające.
Lęk przed rozczarowaniem rzeczywiście może prowadzić do strategii: „lepiej niczego naprawdę nie chcieć”. Paradoks polega na tym, że taka strategia chroni przed bólem, to jest jasne, ale jednocześnie odbiera możliwość głębokiego życia i głębokiego przeżywania własnego istnienia.
Rozczarowanie boli, ale też przynosi ulgę.
Życie ogólnie czasami boli, każdego z nas. Jednak brak pragnień boli jeszcze bardziej, bo wygasza to życie.
Jest gorsza sytuacja niż taka w której życie boli. Taka kiedy tego życia w nas nie ma.
Bo jeśli założyć, że pewne doświadczenia są ceną za „bycie tutaj”, to niektórzy z nas dużo zapłacili, żeby móc się tu pojawić.
Niekiedy ta cena była absurdalna.
Widocznie dlatego, że są takie rzeczy, których nie możemy doświadczyć nigdzie indziej. Tylko na ziemi. Tylko w fizycznym ciele. I pewnie dlatego, kiedy ktoś wyświetlił nam to życie, powiedzieliśmy „ok., chcę tego, pomimo tego, że wiem jak będzie, chcę tego”.
Wielu ludzi, mimo bardzo dużych deficytów własnych potrafi kochać i potrafi wspierać innych. Nie z potrzeby dobroci, tylko impulsu, który widocznie potrafi słuchać właściwego Głosu. Nie bez oporu, ale mimo wszystko.
Człowiek, dojrzewając i ucząc się miłości, odkrywa coraz głębiej własne autentyczne pragnienie. Wtedy jego wola i wola Boga nie są sobie przeciwstawne, lecz zaczynają się spotykać.
I nie wydaje mi się, żeby życie to „oceniało” w kategoriach „dobre”, „złe”.
Święty Augustyn doświadczył spotkania z Bogiem i Jego obecności podczas całego swego życia. To był powód, dla którego radykalnie przemienił swoje życie. (…) „Czyny ludzkie tylko miłością różnią się pod względem swej wartości. Niejeden czyn wygląda zewnętrznie na dobry, choć nie wyrasta z korzenia miłości. Podobnie i kwiaty mają ciernie. Niejeden czyn wygląda na surowy i twardy, choć dokonuje się go dla wychowania, z pobudki miłości. Dlatego polecamy ci jedno krótkie zdanie:
Prowincja Św. Jadwigi Zakonu Braci Mniejszych, Symbole chrześcijańskie – Kochaj i czyń, co chcesz – https://www.franciszkanie.com/
Kochaj i czyń, co chcesz!” (Homilie na Pierwszy List św. Jana 7,8).
Być twórczym partnerem Boga?
Czyli wychodzi na to, że żadna sensowna „duchowość” nie polega na rezygnacji z własnej woli, lecz na takim jej dojrzewaniu, aby człowiek, który niesie tę wolę mógł stać się twórczym partnerem Boga.
A że wyzwania są zawsze, to nie jest historia o tym „żeby czegoś nie robić”, tylko o tym, że „są wyzwania”.
Ważne jest aby uznać fakt i oddzielić go od własnej interpretacji.
Jung w Czerwonej Księdze pisał, że Bóg chce iść z nim, że chce z nim siedzieć i pracować przy jednym stole. A nie, że chce prowadzić go na smyczy i to odbiera mu wolę.
Podkreślał bardziej wstyd, że on się swojego Boga wstydzi. Myślę, że też się go bał. Albo jego, albo „tego świata”, sam pisał, że z miłości własnej, dokładał niemało starań, aby wydać się temu światu możliwie bez skazy.
Absolutnie rozumiem. Mogę odnieść to, do 7 lekcji Drogi Serca i lęku przed śmiercią.
„Czy to oznacza, że gdy będę już rzeczywiście blisko, będę musiał przejść przez mą ostateczną inicjację ukrzyżowania? I jeśli będę musiał to zrobić, to czy obiecujesz, że przynajmniej wysterylizują gwoździe?
Droga Serca, Lekcja 7
Czy mógłbym wybrać sobie dzień lub godzinę? Nie lubię wstawać zbyt wcześnie”.
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl
Odpowiedź, myślę, że jest bardzo prawdziwa;
Ty już wszystko wiesz na temat ukrzyżowania. Krzyżowałeś siebie z milion razy na sposoby o wiele gorsze niż zwyczajne przebicie gwoździem ręki, które powoduje lekkie ukłucie bólu. Piekło to po prostu stan utknięcia w procesie krzyżowania swej własnej Jaźni, co jest niczym więcej niż próbą zamordowania i zniszczenia tego, co Bóg stworzył z Miłości.
Droga Serca, Lekcja 7
Copyright by Jayem
Tłumaczenie: Maria i Rafał Wereżyńscy i Marek Konieczniak
www.DrogaMistrzostwa.pl
Odejście od duchowości polegającej na poszukiwaniu zewnętrznych poleceń
Reasumując Droga Mistrzostwa odchodzi od duchowości opartej głównie na poszukiwaniu zewnętrznych poleceń. W tym ujęciu pytanie nie brzmi: „Boże, czego ode mnie chcesz?”, lecz raczej: „Boże, oto moje najgłębsze pragnienie. Jak możemy je razem urzeczywistnić?”
Najgłębsze pragnienie nie musi być „dobre” albo „złe”.
Każdy ma jakieś pragnienia, które są prawdziwe, ważne konkretnie dla niego, niekoniecznie zrozumiałe dla innych ludzi, te pragnienia mogą być też bardzo niejednoznaczne.
Mogą być bardziej o „ok., znam kierunek” niż „chcę konkretnie tego”. Pozwalam, żeby droga odsłaniała się przede mną i idę nią, mimo niepewności. I mimo zwątpienia.
Opis drogi życiowej, który przyszedł do mnie rano, można ująć metaforycznie jako różne rodzaje „poruszania się”.
- Sprint – okres intensywnego zaangażowania, kiedy człowiek ma dużo energii i poczucia kierunku. Bywa owocny, ale trudno utrzymać go przez całe życie.
- Bieg – konsekwentne podążanie naprzód z dużą motywacją.
- Zwykły marsz – realistyczna forma rozwoju: regularne, codzienne wybory.
- Tip-topki – bardzo małe kroki, podejmowane mimo lęku, zmęczenia czy zwątpienia. Często właśnie one prowadzą najdalej.
- Stanie w miejscu – okres pozornego bezruchu. Niekiedy jest wyrazem oporu, a niekiedy potrzebnym odpoczynkiem, po sprincie lub daniem sobie czasu na to, aby „zboże spokojnie dojrzewało”.
- Zapieranie się rękami i nogami o ściany tunelu – świadomy, intencjonalny opór wobec zmiany, trzymanie się tego, co znane i bezpieczne. Może towarzyszyć temu również odgłos wycia.
W wielu tradycjach istotne nie jest tempo, lecz kierunek.
Nie ten, kto biegnie szybciej dotrze i nie ten kto idzie powoli.
Nie jest powiedziane, że ten który się zapiera nie dotrze, bo grawitacja może być tak silna, że i tak dotrze – mimo rozpaczliwego oporu.
I może nawet nie będzie o tym wiedział, że dociera.
Kierunek, w którym zwrócona jest dusza
Ważniejszy jest – jak w przypadku Fausta, którego każdorazowo przywołuję w chwilach słabości i znajomym też polecam – kierunek w którym zwrócona jest dusza.
A to każdorazowo jest niespodzianka.
Nie każdy jest powołany do wzniesienia katedry. Ale każdy może położyć cegłę pod fundament, na którym kiedyś ktoś inny zbuduje kolejne piętro.
