A jeśli nie ma żadnego Planu Pojednania? Konflikt między ryzykiem ośmieszenia a ryzykiem zaniechania
Oczywiście całe to „Pojednanie” można potraktować jako żart, nadinterpretację albo próbę nadania sensu własnym doświadczeniom.
Nie zamierzam rozstrzygać za innych, czym ono jest.
Może rzeczywiście nie ma żadnego Pojednania.
A może Jung nie był wybitnym psychiatrą, lecz człowiekiem, który poświęcił życie na tworzenie rozbudowanego uzasadnienia dla własnych zaburzeń. Myślę, że również taką interpretację dałoby się całkiem przekonująco obronić.
Wiele zależy od punktu wyjścia. Czy do danej osoby albo idei podchodzimy życzliwie, nieufnie, wrogo, czy rzeczywiście z otwartym umysłem? Te same fakty można przecież ułożyć w zupełnie różne opowieści.
Nie próbuję też nikogo przekonywać. Po prostu przekazuję treść, z którą się zetknęłam i pozostawiam czytelnikom prawo do własnej oceny.
A przekazuję dlatego, że na tym etapie nie potrafię już ich nie przekazywać. Odbiór należy do czytelnika; odpowiedzialność za ich wypowiedzenie pozostaje w jakiejś części po mojej stronie.
Pojawia się jednak u mnie myśl:
a co, jeśli rzeczywiście istnieje jakiś Plan, ja zetknęłam się z jego treścią, miałam narzędzia, żeby to przekazać i coś we mnie rozpoznało potrzebę przekazywania tego dalej, ale to „zracjonalizowałam” i odpuściłam?
W takim przypadku wolę pomylić się w ten sposób, że np. żadnego Planu nie ma i nigdy było, a ja poświęciłam czas na rozwijanie idei, które ostatecznie okażą się jedynie próbą nadania sensu własnym doświadczeniom.
Trochę kojarzy mi się ten przypadek historią Junga, który w swoich wizjach widział Europę zalewaną krwią. Morzem krwi. Gdyby wydarzyło się to dzisiaj i gdyby na przykład próbował przekonywać ludzi do czytania Kursu Cudów, zapewne wielu uznałoby go za wariata.
Gdyby jednak nic się później nie wydarzyło albo wydarzyło się znacznie mniej, uznanie Junga za wariata byłoby niewielką ceną za możliwość, że ostrzeżenie zostało usłyszane, a bieg historii rzeczywiście się zmienił.
W pewnym sensie byłby to cud: katastrofa nie nadeszła właśnie dlatego, że ktoś odpowiednio wcześnie potraktował wezwanie poważnie. Cena, którą Jung zapłaciłby osobiście, byłaby wobec tego niemal żadna.
Z drugiej strony, gdyby Jung ostrzegał przed tym, co nadchodziło, ale niczego by to nie zmieniło, to jego późniejsze „a nie mówiłem?” nie byłoby pewnie dla niego żadną satysfakcją. Trafność przeczucia nie rekompensuje przecież tragedii, której nie udało się powstrzymać.
Filip w poniższym filmie śpiewa „chciałem pomóc, bo to pie***ny hip-hop”. Rozumiem to zdanie jako prostą deklarację artysty, który należy do określonego środowiska czyli: pomagam, ponieważ należę do czegoś, co nakłada na mnie określoną odpowiedzialność.
U mnie – mimo że nie należę do żadnej grupy – działa może trochę podobny mechanizm. Chcę pomóc, ponieważ jeśli to rzeczywiście jest Jego Plan Pojednania, wolę poświęcić czas na przekazanie tych treści – nawet ryzykując, że się mylę – niż zignorować je i później uznać, że nie zrobiłam tego, co mogłam zrobić.
#PlanPojednaniaChallenge
